RSS
niedziela, 20 grudnia 2009
Lewandowski w krainie szybkobiegaczy

Dostałem kilka fantastycznych zdjęć od Tomka Lewandowskiego z Kenii, gdzie trenuje jego brat, jeden z najbardziej utalentowanych 800 metrowców świata, czyli Marcin Lewandowski.

Marcin pojechał tam na zaproszenie Wilfreda Bungei, mistrza olimpijskiego z Pekinu i razem trenowali od początku grudnia. Tomek Lewandowski pisze, że Wilfried po jednym z ostatnich mocnych treningach tempowych stwierdził, że Marcin jest „białym Kenijczykiem”, co trzeba uznać za wspaniały komplement.

Trzymam kciuki za Marcina, bo jest sportowcem, który walczy w konkurencji zupełnie niebywałej pod względem wysiłku i ma w niej do czynienia z biegaczami afrykańskimi, absolutnymi dominatorami na bieżniach na dystansach powyżej 400 m. Marcin był w finale 800 metrów na mistrzostwach świata w Berlinie. Można ten sukces porównać do udziału polskiego sprintera w finale 100 m i walce jak równy z równym z najlepszymi Jamajczykami.

Z tego co pisał Tomek, Afrykańczycy, a zwłaszcza Kenijczycy, byliby zupełnie niedościgli, gdyby tylko zaczęli stosować metody treningu Europejczyków.

Obejrzyjcie te zdjęcia.  

Marcin lewandowski i Wilfried Buigei

Marcin lewandowski i Wilfried Buigei

Marcin lewandowski i Wilfried Buigei

20:47, radoslawleniarski
Link Komentarze (2) »
środa, 16 grudnia 2009
Renault F1 sprzedał się inwestorowi

Renault sprzedał inwestorowi udziały w zespole wyścigowym.

Dla mnie nie jest ważne jak nazywa się inwestor, ani jakie ma plany. Mam zasadniczy problem z tym, że znów zespół wyścigowy znalazł się w rękach osób, dla których F1 jest narzędziem, a nie celem.

Poprzednio często krytykowałem, że F1 poddała się dyktatowi wielkich producentów, choć jedna decyzja rady nadzorczej może spowodować, że wycofają się z wyścigów z dnia na dzień.

Różnica między Gerardem Lopezem a koncernami samochodowymi jest tylko taka, że Lopez chce zarabiać, a producenci chcieli mieć reklamowy afisz. Zresztą i Lopez będzie wykorzystywać stajnię jako słup ogłoszeniowy, aby wygenerować zyski (na razie - przez dwa lata - zespół nazywać się będzie Renault).

Ale jak Lopez stwierdzi, że jego kapitał lepiej poczuje się i rozwinie w produkcji makaronu, albo światłowodów - zdecydowanie stawiam na światłowody, bo w końcu jako pierwszy zainwestował majątek w Skype'a - to jego kapitał tam szybciutko przepłynie.

Kubica i jego menedżer też to wiedzą, stąd ich żądanie o informację o rolę firmy Lopeza w stajni wyścigowej. Jak się dowiedzą, to zdecydują co z tym fantem zrobić. Nie mają wielu opcji.

Nie wiem, dlaczego tak bardzo F1 broni się przed takimi ludźmi jak Dave Richards z Prodrive'a.

Dla tych, którzy przeczytali poprzedni wpis - mam nadzieję, że nie obraziliście się za język. Chciałem tą formą pokazać, jak nisko sportowo upadliśmy, skoro podnieca nas takie widowisko - nas jako społeczeństwo, bo w końcu pojedynek Pudzianowskiego z Najmanem oglądało 6 mln ludzi.

Od jakiegoś czasu spodziewałem się podobnego zjawiska, a przynajmniej od czterech lat, kiedy na pytanie do dzieciaków zwiedzających dział sportowy „Gazety” kto jest najlepszym sportowcem, otrzymałem odpowiedź: Pudzian.

17:51, radoslawleniarski
Link Komentarze (4) »
wtorek, 15 grudnia 2009
Wyremontować Gołotę na Pudziana

Ludzie, taki człowiek jak Gołota nie może się stracić! Nie może się stracić dla MMA! Toż to prawdziwy skarb i jak bardzo ograniczany w swojej pięknej karierze przez sztywne, beznadziejnie sztywne zasady boksu, ograniczające ludzką kreatywność.

Trzeba mu zrobić operację łokcia. Po prostu trzeba, bez łokcia się nie da. Kolano też trzeba zreperować, bez niego też się nie da. Głowa jest OK.

I jak już Gołotę się wyremontuje, zbije Pudziana na kwaśne jabłko. Przez całe życie zabraniali mu walić z dyńki, kopać w jaja, z piąchy w jaja, gryźć aortę, z Pudzianem wreszcie wyzwoli energię, pokaże swoje najwartościowsze zalety. Gadają farmazony, że sędzia też w MMA jest. I co, zdyskwalifikuje Gołotę? Za co? Za mieszane sztuki? A Pudzian mógł walić w buźkę leżącego Najmana? Mógł. Sędzia też człowiek, też nie lubił Najmana.

Andrew lives!

12:09, radoslawleniarski
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Obóz Adamka. Nabrzmiał wrzód, trzeba go przeciąć

Trener Tomasza Adamka Andrzej Gmitruk powiedział mi dziś, że z prasy dowiedział się o tym kiedy będzie najbliższa walka jego pięściarza, z prasy dowiedział się, że przeciwnikiem będzie Jason Estrada. No, i że wciąż nie ma kontraktu z pięściarzem, którego wychował na mistrza świata.

Gmitruk i Adamek

Podkreślił też, że ma własny świat - O'Chikara Gmitruk Team. I w tym świecie najbliższym wydarzeniem będzie gala w Radomiu 19 grudnia, organizowana dla Canal+.

Czyli, atmosfera wcale się nie oczyściła, choć trener wielokrotnie powtarzał w rozmowie, że wszystko jest na dobrej drodze, i że trzeba mówić o tym optymistycznie.

Na całym świecie robi się to inaczej.

Pięściarz dogaduje się z trenerem, podpisują kontrakt na przygotowanie do konkretnej walki i obie strony wiedzą, czego się spodziewać. Za ostatni pojedynek - z Andrzejem Gołotą - Gmitruk otrzymał 10 procent honorarium pięściarza, i jest to suma porządna. Mniej więcej tyle zwykle otrzymuje trener - czyli do 15 procent w zależności od długości przygotowań i znaczenia walki (choć gwiazdorzy trenerscy chcą więcej).

Gmitruk samodzielnie nigdy nie zrezygnuje z takich pieniędzy, ale też nigdy nie będzie chciał spędzić w USA niemal połowy roku (przy okresie przygotowań do trzech walk, o jakim marzy Ziggi Rozalski, przyjaciel i doradca Adamka), nie chce odpuścić rozwoju utalentowanego Mateusza Masternaka, o którym uważa, że będzie dla niego drugim Adamkiem.

Teraz będzie walka z Estradą, i rzeczywiście trener nie wie na czym stoi. Wie tylko, że ma przyjechać 3 stycznia do USA, na cztery tygodnie porządnych treningów i piąty tydzień mumbo-jumbo z prasą, telewizją, kibicami, konferencjami, treningami otwartymi, słowem promocją pojedynku.

Z drugiej strony (Atlantyku) widzą, że sytuacja nie jest lepsza, aczkolwiek Adamek i Rozalski mają większe możliwości, aby ją zmienić. To Adamek powinien przecież zatrudnić trenera, w kontrakcie zapewnić sobie odpowiednie treningi - przede wszystkim czas i jakość przygotowań.

A tak, to wieś tańczy i śpiewa.

W efekcie Rozalski sugeruje, że Adamek powinien zmienić trenera, bo uważa że Gmitruk się leni, woli mieć kogoś na miejscu, rzuca nazwisko Rogera Bloodwortha, który jest bardzo fajnym człowiekiem, sympatycznym i w ogóle, ale jeśli chodzi o jakość trenerską, to stoi w jednym rzędzie z Samem Colonną, czyli dość niskim rzędzie.

Roger Bloodworth

Dotychczasowe eksperymenty Rozalskiego z zastępcami Gmitruka zawiodły - Buddy McGirt był kompletnym niewypałem, nie znał Adamka, nie rozumiał jego potrzeb, nie zauważył, że Adamek słabnie, i że walka o limit wagowy jest dla niego zbyt wyczerpująca, nie umiał przygotować Polaka do pojedynku z mańkutem Chadem Dawsonem, zaniedbywał najlepsze cechy Adamka jako pięściarza, a próbował od zera nauczyć swoich schematów, nie umiał porozumieć się z nim w narożniku, tłumaczenie jego porad przez sekundanta Rozalskiego było jednym wielkim nieporozumieniem.

Adamek był w efekcie całkowicie bezradny w jedynym przegranym pojedynku.

Sam Colonna owszem miał tyle szczęścia, że prowadził Adamka w zwycięskiej walce o tytuł mistrza świata z Paulem Briggsem, ale wystarczy spojrzeć na zdjęcia pięściarza, aby przekonać się, ze koszt tego zwycięstwa był zbyt wysoki (nie mówiąc o złamanym nosie Adamka w czasie sparingów).

Po walce z Briggsem

Jestem też pewien, że na gwiazdorskiego trenera Adamek by się nie zgodził z prostej przyczyny - gwiazdor będzie chciał dużo więcej niż Gmitruk.

Tak więc dla obu stron problem stał się poważny, bo pal licho Estradę, ale następny przeciwnik będzie zapewne dużego formatu, bo pojedynek będzie pokazywać zapewne jakaś duża stacja TV. Zdaje się, że Rozalskiemu właśnie o to chodzi, że każdy musi się teraz poświęcić, bo przychodzi najważniejszy czas w karierze. Rozalski wyraźnie prze do zmiany po walce z Estradą.

Tylko, że gdyby odstawił na boczny tor Gmitruka, byłby to cios poniżej pasa. Wyrzucić trenera właśnie wtedy, gdy wychowany przez niego pięściarz zacznie zarabiać wielkie pieniądze?

Gmitruk wyobraża sobie, że gdy pojedzie teraz do USA, aby przygotować Tomka do walki z Estradą, ruszy w objazd po okolicznych salach bokserskich i wynajdzie amerykańskiego pomocnika, który popracuje z Adamkiem do czasu jego przyjazdu na cztery tygodnie przed najważniejszymi walkami w USA.

To kompromis, ale może wcale nie taki zgniły. Adamek faktycznie potrzebuje zwykle szlifu na kilka tygodni przed walką - wtedy, gdy planuje się i przeprowadza sparingi, gdy przychodzi czas na najważniejsze zajęcia techniczne i taktyczne.

Problem tylko jest taki, że za takiego pomocnika trzeba zapłacić.

Powinien zapłacić trener, skoro nie może sam poświęcić czasu.

Trener nie ma z tym problemu.

O ile będzie zarabiał odpowiednio więcej.

12:06, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 grudnia 2009
Besiktas z trawnika

Version:1.0 StartHTML:0000000105 EndHTML:0000005448 StartFragment:0000002296 EndFragment:0000005412

Oglądanie Ligi Mistrzów z trawnika przy stadionie Besiktasu nie należy do najbardziej ekscytujących form przeżywania meczu piłkarskiego, ale na inną nie bylo szans. Wczoraj Besiktas przegrał w Stambule z CSKA i odpadł z Ligi Mistrzów.

Całkiem przypadkiem jestem w Stambule. Mieszkam w hotelu, wznoszącym się niemal nad stadionem. Więc mocno wyczerpującą godzinę poświęciłem na szukanie mitycznego hotelowego tarasu od strony stadionu, bo taksówkarz powiedział, że stamtąd najlepiej widać mecze. Ale hotel jest tak nieszcześliwie dla mnie zorganizowany, że można wjeżdżać windą w górę tylko do tego piętra, na którym ma się pokój. Schody awaryjne prowadzą owszem na górę, ale drzwi na taras na 28. piętrze - ledwo tam dotarłem z czwartego - były zamknięte na głucho. Poniżej omal nie wdarłem się do apartamentów menedżera.

Pozostał trawnik. Nie byłem sam. Biletów na ostatnią rundę grupową LM nie było ponoć od dawna, w kasie nie udało mi się porozumieć ze sprzedajacymi. Z tego co zrozumiałem z tureckiego (Turcja i Stambuł to miejsca, gdzie niczego nie rozumiem z reklam, publicznych napisów, a właściwie gdzie nie jestem w stanie znaleźć żadnej analogii do polskiego, czy innych języków używających łacińskich liter), były bilety, ale tylko dla tych, którzy je kupili w internecie.

Więc oglądaliśmy mecz z kilkudziesięcioosobowym tłumkiem takich jak ja bezbiletowych. Mankament podstawowy był w tym oglądaniu taki, że widać było tylko jedną połowę boiska, a i to niecała. Goście obok mnie strasznie się gotowali, bo w pierwszej połowie widzieliśmy bramkę dla CSKA i praktycznie nic więcej, a w drugiej gola dla Besiktasu, i całe mnóstwo pudeł.

Do Stambułu przyjechało sporo Rosjan, atmosfera mogła być więc gorąca, ale trzeba przyznać, że wokół stadionu czułem się znacznie bezpieczniej niż w Polsce. Jedynym zgrzytem była grupka młodych, wyżelowanych Turków, którzy chodzili za chwiejnie maszerującymi, trzymającymi się pod rekę moskwianami i śpiewali na okragło: Fuck you, fuck you Moskova. Ktoś ich później widać ochrzanił z policji, której było bardzo dużo, więc zaczęli skandować: Rubin! Kazan!

Rosjanie - nie wiedzieć, czy z powodu zamroczenia alkoholowego, czy z wrodzonego spokoju ducha - nie reagowali na zaczepki. Ich CSKA bez Aleksieja Bierezuckiego i Siergieja Ignaszewicza, zawieszonych przez UEFA za niezawiadomienie o użyciu leków na przeziębienie przed meczem z MU, grała cudownie z kontry, nie ustępowała do końca. I w 96. minucie meczu, kiedy drugiego, zwycięskiego gola zdobyl Jewgienij Aldonin, ostatecznie przyszpilila sobie do dresu awans do 1/8 LM.

Ale tego Turcy z trawnika już nie zarejestrowali. Wszyscy się rozeszli z chwackim marszem janczarow na ustach - mimo oczywistej klęski w fazie grupowej.

12:46, radoslawleniarski
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 07 grudnia 2009
Schumi wraca? Who knows

„Who knows?" powiedział Michael Schumacher zapytany przez reporterów w Brazylii, czy wróci do F1. Mercedes się szykuje na niego, chyba ma pieniądze.

Ale są pytania:

1. Przecież podpisał kontrakt z Ferrari na dalsze doradzanie. Łatwo go zerwać, czy nie?

2. Czy słowa niemieckiego geniusza oznaczają, że zwlekanie Mercedesa ma związek z rozmowami z nim i z jego trudnościami podjęcia decyzji, czy z niepewnością co do przyszłości Renaulta i chęci przejęcia Kubicy.

3. Czy więc Schumacher ostatecznie odetnie Kubicę od Mercedesa? No, bo przecież jeśli Renault, z którym Kubica podpisał kontrakt, zostanie sprzedany przed końcem roku, albo przed początkiem sezonu, to nasz człowiek w F1 znów będzie miał wolną rękę, będzie tzw: wolnym, tudzież swobodnym (bardziej pasuje do F1) strzelcem. Tylko że już nie będzie wolnego (swobodnego?) miejsca w czołowym zespole.

Faktem jest, że Schumacher byłby dla F1 bezcenny. Wystarczy przypomnieć sobie, jak wzrosło zainteresowanie wyścigami, gdy szykował się do zastąpienia Felipe Massy po jego wypadku na Węgrzech.

Ja się nie dziwię, że Schumacher zwleka z decyzją.

Ma 40 lat i rodzinę, a wyścigi to zaangażowanie na 120 procent. Ale, jak powiedział Bernie Ecclestone, gdy są do dyspozycji dwaj Niemcy, z których jeden przez 10 lat nie wygrał wyścigu i drugi, siedmiokrotny mistrz świata, to problem nie należy do kategorii urywających mózg.

PS. W sprawie kiboli. Pojawienie się mojego zdjęcia na ich stronach internetowych Legii uważam za znak pozytywny (abstrahując oczywiście od realnego zagrożenia - kibole nawołują, aby każdy z ich grupy, kto mnie i moich kolegów z „GW" napotka, podziękował na swój sposób, wiadomo jaki).

Plusem jest mianowicie to, że kibole zaczęli się obawiać, że nasze artykuły są skuteczne. Agresja i groźby są przecież oznaką poczucia zagrożenia. Podczas piątkowego meczu Legii z Zagłębiem w Lubinie, 361 przyjezdnym zrobiono zdjęcia, zapisano pesele, zeskanowano dowody, czyli zrobiono to, czego wymaga ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych. Oczywiście, sprawdzimy, czy to, co nam mówili w Zagłębiu jest prawdą. Czy rzeczywiście mają wszystkie dane wymagane przez ustawę w bazie danych. Czy też powiedzieli nam tylko to, co chcieliśmy usłyszeć.

Nie zmienia to faktu, że Zagłębie złamało przepisy organizacji, do której należy i od której otrzymuje pieniądze, czyli Ekstraklasy, i za to zostanie zapewne ukarana.

Mam nadzieję, że wiecie, dlaczego o tym w „Gazecie" piszemy i dlaczego piętnujemy ignorancję i zaniechania klubów oraz policji.

Robimy to po to, abyśmy wkrótce wszyscy mogli oglądać na stadionie widowisko sportowe bez narażania się (i rodzin) na wulgaryzmy, realne niebezpieczeństwo pobicia.

Osobiście uważam, że wyrzucenie kibolstwa ze stadionów ułatwi błyskawiczny rozwój futbolu w Polsce, oparty na porządnych podstawach finansowych.

 

10:48, radoslawleniarski
Link Komentarze (6) »
piątek, 04 grudnia 2009
Małe zwycięstwo nad kibolstwem

Dwa dni temu byłem tak załamany, że nie byłem w stanie wykrzesać słowa. Rozmawiałem mianowicie z delegatem PZPN do spraw bezpieczeństwa Podsiadło, który miał być komandosem, miał nie ugiąć się przed kibolstwem i stać na straży porządku w meczu Zagłębie - Legia w Lubinie, dokąd wybiera się kilkuset warszawiaków z nadzieją na wejście wbrew prawu.

Guzik z tego wyszło! Delegat w pierwszych słowach powiedział mniej więcej tak: - A gdzie konstytucja, a gdzie prawa człowieka?

Zagłębie pisze w swoim bzdurnym oświadczeniu, że kłamiemy, że żadna ustawa ani przepis nie zostanie złamany w piątek na meczu z Legią, gdzie wybierają się kibole z Warszawy. Jak kibic chce bilet, to go kupi, nikt mu nie zabroni. „A jak kibic Legii przyjedzie z Zielonej Góry, to co? Też mu mam nie sprzedać?” - pytał rzecznik.

Tak, nie sprzedać. Chyba, że na stadionie Lubina zarejestruje się, założy kartę kibica, zostawi swoje zdjęcie, pesel, adres w klubowej bazie danych.

GKS Bełchatów to samo, w jeszcze bzdurniejszym oświadczeniu. Oba kluby, jakżeby inaczej, powołują się na niezbywalne prawa człowieka, wyższe niż wszystko, droższe pieniędzy, itd., itp.

Ręce opadły znów. Bo jak człowiek łata jedną dziurę, to obok zwala się ściana. Widząc tylko swój partykularną, krótkotrwałą korzyść, kluby te (i inne oczywiście też) nie mogą zrozumieć, że dają pole kibolom, że działają wbrew własnym interesom, bo stawiają tamę milionom kibiców w Polsce, nie chodzącym na stadion z powodu niebezpieczeństwa, chamstwa na trybunach (wulgarnych śpiewów, obscenicznych transparentów).

Ale wczoraj, czyli w czwartek wieczorem Ekstraklasa ukarała GKS Bełchatów 20 tys zł za złamanie zasad wpuszczania gości i wysłała do policji skargę za wymuszenie na klubie wpuszczenia kiboli. Policja z kolei przysłała zawiadomienie, że zaczęła jakieś procedury sprawdzające.

Małe zwycięstwa.

One są bardzo satysfakcjonujące, ale nadal jest daleko do celu głównego.

Największe wkurzenie moje bierze się stąd, że walka z kibolstwem jest prosta. Wystarczy moim zdaniem miesiąc konsekwentnego postępowania wszystkich klubów w trakcie sezonu. I wtedy, przynajmniej na kilku nowych stadionach, które zostaną otwarte w przyszłym roku, będzie pięknie. Miałem taki sen.

11:16, radoslawleniarski
Link Komentarze (7) »
środa, 02 grudnia 2009
Internet porównuje - Kubica lepszy, czy Heidfeld

Często zaglądam na bloga Jamesa Allena, brytyjskiego dziennikarza piszącego o F1 i znów ostatnio było ciekawie. Bowiem rozpętała się dyskusja na temat kogo powinien zatrudnić Mercedes: Kubicę czy Heidfelda.

Ku mojemu zdziwieniu większość opowiadała się za Nickiem. Ludzie uważają, że Nick jest niedoszacowany w F1. Uważają, że jest najsolidniejszym kierowcą, że w każdym zespole w jakim jeździ najczęściej dociera do mety.

Niektóre oceny, są być może nieuprawnione ze względu na porównywanie debiutanta z weteranem (w 2006 roku) - jak zsumowanie punktów Kubicy i Heidfelda w czasie, gdy jeździli razem.

2006 (Węgry do końca sezonu) Heidfeld 10 – 6 Kubica
2007 Heidfeld 61 – 39 Kubica
2008 Heidfeld 60 – 75 Kubica
2009 (po Singapurze) Heidfeld 12 – 9 Kubica
W sumie: Heidfeld 143 – 129 Kubica

Są też opinie na temat jedynego zwycięstwa BMW Sauber i okoliczności - Heidfeld musiał puścić Kubicę, uważają, że nakazał to zespół z uwagi na marketingowy impact - zwycięstwo po koszmarnym wypadku rok wcześniej. Zauważają, że Heidfeld w 2008 roku miał dwa najszybsze okrążenia, Kubica 0. Nie zgadzają się, że Heidfeld jest nudnym kierowcą, zamieszczają kilka wspaniałych manewrów wyprzedzania.

Czyli jednak nie jest tak, że przez wszystkich na całym świecie Robert Kubica jest uważany za genialnego kierowcę, jedynego w swoim rodzaju, żeby mu dać tylko szybką maszynkę, to objedzie w koło stawkę jedząc zupę.

Ale ja widzę w tym rzecz optymistyczną: Kubica przestał być obcym ciałem w Formule 1, przybyszem z egzotycznego kraju, którego adekwatnie trzeba opisywać.  Kibice traktują go jak swojego. Znaczy, można go krytykować, podziwiać, mieć różne zdania na temat jego jazdy.

W odpowiedzi osobom w forum do poprzedniego wpisu. W sprawie obowiązku posiadania danych oraz zdjęcia w bazie danych organizatora, ustawa o bezpieczeństwie na imprezach masowych mówi:

Art. 13. 1. Organizator meczu piłki nożnej zapewnia identyfikację osób uczestniczących w tej imprezie, niezależnie od obowiązków i wymogów, o których mowa w art. 6.

Punkt 4. Zakres przetwarzanych danych identyfikujących osoby uczestniczące obejmuje:

Podpunkt 2) w przypadku rozgrywek meczów piłki nożnej w ramach ligi zawodowej - imię i nazwisko, wizerunek twarzy oraz numer PESEL, a w razie gdy nie został on nadany - rodzaj, serię i numer dokumentu potwierdzającego tożsamość.

Punkt 5. Dane, o których mowa w ust. 4, są przechowywane przez organizatora przez okres 2 lat od dnia odbycia się meczu piłki nożnej 

Art. 13. 1. Organizator meczu piłki nożnej zapewnia identyfikację osób uczestniczących w tej imprezie, niezależnie od obowiązków i wymogów, o których mowa w art. 6.

 

Punkt 4. Zakres przetwarzanych danych identyfikujących osoby uczestniczące obejmuje:

 

Podpunkt 2) w przypadku rozgrywek meczów piłki nożnej w ramach ligi zawodowej - imię i nazwisko, wizerunek twarzy oraz numer PESEL, a w razie gdy nie został on nadany - rodzaj, serię i numer dokumentu potwierdzającego tożsamość.

Punkt 5. Dane, o których mowa w ust. 4, są przechowywane przez organizatora przez okres 2 lat od dnia odbycia się meczu piłki nożnej

 

 

10:58, radoslawleniarski
Link Komentarze (3) »
wtorek, 01 grudnia 2009
Hodowla kiboli

Wczoraj zderzyłem się ze ścianą.

Ból nie ustępuje. Stąd ten wpis, który jest jak upuszczenie krwi przez cyrulika, bo inaczej delikwent czuje że ciśnienie rozsadzi mu głowę.

Zajęliśmy się z kolegą Michałem sprawą kibolstwa na stadionach piłkarskich, co nieuchronnie do zderzenia nas doprowadziło. Musieliśmy bowiem zadzwonić i dowiedzieć się wszystkiego od policji, od klubu, od delegata PZPN. I to jest właśnie ściana z którą się zderzyliśmy. Gigantyczna jak mur chiński ściana niekompetencji, spychotechniki, tchórzostwa, bezmyślności.

Mianowicie, kilkuset kiboli z Warszawy pojechało w sobotę do Bełchatowa na mecz Legii z GKS. Ponieważ są skłóceni z właścicielem Legii, postanowili kupić bilety na miejscu, a nie w Warszawie. Na coś w Bełchatowie liczyli i się nie przeliczyli.

Dla tych, którzy nie orientują się: w ramach walki z kibolstwem, groźnym społecznym problemem, na wyjazdowe mecze kibic musi kupić bilety tam gdzie są zmagazynowane jego zdjęcie, jego dane, czyli tam gdzie wydano jego kartę kibica.

Mówią o tym przepisy PZPN.

Z kolei prawo mówi, że nie można kupić biletu bez pozostawienia swojego zdjęcia (i szczegółowych danych) w klubie, od którego się bilet kupuje.

I co robi policja? Pozwala na wpuszczenie na stadion ponad 800 ludzi z Warszawy mając w nosie prawo! Mało tego, ona tego żąda! Potem mówi, że wybrała mniejsze zło. Guzik prawda! Jest to zapewnianie sobie świętego spokoju, zamiast pilnowanie przestrzegania prawa. I to się nazywa prewencja?

W ten sposób na mecze wyjazdowe wielkie grupy kiboli mogą wymuszać bezprawne wejście. Nikt nie rozpozna gościa z zakazem, bandytę, chuligana. Są w takich przypadkach bezkarni. Do pierwszej wielkiej awantury. Wtedy znów policja powie, że prawo jest dziurawe, że ona nie ma narzędzi.

Poniedziałkowe rozmowy z kolejnymi policjantami na kolejnych szczeblach hierachii policyjnej, którzy nic nie wiedzą, nie znają przepisów, odsyłają jeden do drugiego, to groteska. Już nie mówię o funkcjonariuszu, który stwierdził właściwie, że prawo jest durne, łamie wolności konstytucyjne, i że on wie, że kiedyś też była dyskryminacja: Pamięta pan, były kiedyś wagony Nur fur Deutsche - powiedział.

Mówię też o rzeczniczce z Łodzi, która powiedziała, że policja zażądała od organizatorów wpuszczenie grupy na podstawie przepisu o tym, że trzeba się słuchać policji na imprezach masowych. Oczywiście, oni usłuchali. Tylko, że ten przepis - art 55 ustawy o bezpieczeństwie na imprezach masowych - dotyczy kiboli zachowujących się źle na stadionie. Policjant mówi: Proszę natychmiast zgasić racę. I jak ktoś nie zgasi, to policjant zatrzymuje delikwenta na mocy tego właśnie przepisu.

Policja nie może wymuszać tym przepisem łamania prawa! Nie może zmusić klubu do bezprawnego wpuszczenia na swój obiekt kiboli.

Oczywiście GKS - mając alibi w postaci żądania policji - wpuszcza ich, choć dobrze wie, że łamie przepisy PZPN. - Nie można kibiców pozbawiać tak ciekawego widowiska - mówi przedstawiciel klubu.

Delegat PZPN również mówi, że musiał usłuchać żądania policji.

To wszystko jest bzdura i niekompetencja.

Każdy z nich na własnym poletku przysłużył się do wyhodowania kiboli.

12:13, radoslawleniarski
Link Komentarze (29) »
poniedziałek, 30 listopada 2009
Silniki F1 rozmontowane

 Nie ma co owijać w bawełnę, wracam na bloga. Nie jest z wami łatwo, ale czasem dajecie ciekawe uwagi. Mam nadzieję, że wciąż będziecie to robić.

Ostatnio natrafiłem na ciekawy raport niemieckiego pisma „Auto Motor und Sport” na temat efektywności silników w F1. Są tajemnice poliszynela o tym, że Mercedes dostarczał najlepsze silniki, a Renault najbardziej paliwooszczędne, ale są też ciekawe szczegóły.

Okazało się, że po powstaniu plotek w padoku, rozpuszczonych przez Renaulta, że Mercedes ma o 40 KM mocniejszy silnik od innych, FIA przebadała niemiecką jednostkę po wyścigu w Monza (plotki biorą się stąd, że inżynierowie porównują dźwięk i rejestr GPS, aby oszacować osiągi silników rywali). Nie znaleziono oczywiście nic niedozwolonego.

Według „AMuS” silnik Mercedesa osiąga 755 KM, zaś następny pod tym względem (nie najważniejszym względem, aczkolwiek bardzo istotnym) miał moc zaledwie pół procenta niższą. Czyli tylko o 3,25 KM mniej! Był to silnik BMW. Trzeci pod względem mocy był Ferrari.

Według speców z „AMuS”, na szarym silnikowym końcu pod względem wszystkich wskaźników była Toyota. W sumie między najmocniejszym silnikiem a najsłabszym było zaledwie 2,5 proc różnicy, czyli około 20 KM.

Podobne plotki dotyczyły przekroczenia przez Mercedesa dozwolonych 18 tys obrotów. Okazało się, że jedynie na nierównościach terenu obroty mogą podskoczyć do 18350 na minutę, ale to dotyczy wszystkich silników i jedynie przez milisekundy pracy. Jaki jest wpływ nierówności na jazdę może pokazać jeden z najbardziej imponujących symulatorów F1 jaki widziałem.

 

Silnik, który zastosują nowe zespoły plus Williams, czyli Cosworth, reklamuje się mocą 770 KM. Nie wiadomo, jak jest w rzeczywistości, ale na pewno Cosworth musi dorównać rywalom również w innych parametrach - chłodzenia, żywotności, a najważniejsze - w zużyciu paliwa. „AMuS” przytacza sytuację z GP Brazylii: Webber z RBRenault miał 7,5 l więcej paliwa niż Barrichello w Brawn-Mercedes, ale przejechał 21,5 km więcej (pięć okrążeń). Przy standardowym zużyciu 2,4 l na okrążenie, Webber powinien teoretyczne przejechać tylko trzy kółka więcej. Mercedes i tak zużywa mniej paliwa niż Ferrari.

W sumie na 100 km Renault zyskuje nad drugim pod względem zużycia paliwa rywalem aż 5 procent. Jak powiedział „AMuS” Kubica: - W przyszłym roku będzie da to zysk w ogólnej masie samochodu na starcie większy niż 10 kg.

Tylko, czy ten Renault w ogóle wystartuje.

12:22, radoslawleniarski
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19