RSS
środa, 29 października 2008
Andrzej Gołota w uścisku

Gołota i panda 

Gołota i panda

 

Nie, to nie Ray Austin w ramionach Gołoty. Z Amerykaninem Gołota ma się spotkać (w ringu) 7 listopada.

Złośliwi mówią, że ten misiek jest zdecydowanie szybszy niż Austin. Ale to nieprawda. Mimo dwóch metrów wzrostu Amerykanin ma zaskakująco szybkie ręce.

Zdjęcia przysłał Don King z Chin, gdzie dojdzie do walki. Podobno następnym przeciwnikiem polskiego pięściarza - w razie wygranej z Austinem i to wygranej w miarę bezbolesnej  - będzie Rosjanin Nikołaj Wałujew.

Aha, więc zdjęcie z niedźwiedziem brunatnym zapewnione. Nie będzie z nim tak łatwo jak z pandą.

Jeśli chodzi o Wałujewa.

Niestety, Heiko Mallwitz z Sauerland Event, która to firma ma udziały w Wałujewie, potwierdził tylko, że pojedynek z Gołotą jest pomysłem Kinga, owszem, wiedzą o nim, ale że nie jest rozpatrywany w pierwszej kolejności. Według Mallwitza, Wilfried Sauerland negocjuje z innymi promotorami i jutro lub pojutrze będzie wiadomo z kim spotka się Rosjanin 20 grudnia. Heiko stwierdził, że „no, wiesz, kilka dni przed Bożym Narodzeniem jechać do Nowego Jorku? Trochę bez sensu”.Co prawda, Wałujew jest Rosjaninem i jako taki obchodzi te święta kilka dni później, ale z drugiej strony, jeśli walka odbędzie się w Niemczech albo USA, to kiedy będzie je obchodził? 
15:36, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 października 2008
Komentatorze, wysil mózgownicę i mów z sensem o korupcji
Zaczyna się dziać z aferą korupcyjnie groźnie, bo gdy zatacza coraz większe kręgi i wciąga w otchłań niczym jakiś wir coraz bardziej znane osoby, zaczynają ją komentować zawodowi komentatorzy od polityki, czyli od wszystkiego. Tym samym grozi jej zamiana w szarą maść, spod której nic nie widać, albo co najmniej kontury są zamazane. Czyli tak jak to bywa w polityce. W polityce można każdą bzdurę wypowiedzieć w swoim komentarzu i za każdym razem komentator jest w tyle za politykami. Ale w aferze korupcyjnej jest trochę inaczej.

Dziś w Trójce w salonie politycznym słuchałem komentatorów politycznych Tomasza Wróblewskiego i Janusza Rolickiego, którzy wypowiadali się o korupcji w piłce nożnej.

Można posłuchać tutaj:

[Warszawa] PR 3 23 październik 2008 08_33_25

Z czasem takich komentarzy może być więcej.

Dowiedziałem się z niej, że co to za afera, skoro jeszcze nie skazano w niej nikogo. Jest taka sama jak afera paliwowa, albo afera Orlenu - czyli nic z niej nie wyniknie. - Czekam na pierwsze wyroki - powiedział Wróblewski.

W rzeczywistości nie tylko zatrzymano 160 osób, nie tylko przedstawiono zarzuty ponad 120 osobom, ale i już skazano prawomocnym wyrokiem 17 osób.

W salonie politycznym Trójki dowiedziałem się też, że jesteśmy świadkami nowej rundy doraźnej walki rządu z PZPN, obliczonej na zdobycie korzyści politycznych - jak się nie udało z kuratorem, to rząd uderzył aresztowaniem Janusza Wójcika.

W rzeczywistości afera, która zaczęła się od wywiadu, jakiego Piotr Dziurowicz udzielił „Gazecie Wyborczej" w 2005 roku. Prokuratura okręgowa i apelacyjna we Wrocławiu pracowała w czasie kilku rządów. Wszystkie mają społeczne wsparcie w tej sprawie.

Chciałem zaapelować do komentatorów, aby zdobyli się na wysiłek intelektualny i nie powtarzali bzdur (choćby za prezesem Michałem Listkiewiczem, który w programie Moniki Olejnik sugerował, że nikt nie został skazany i w PZPN nie ma i nie było korupcji. Robił to w obronie własnej, z pełną świadomością tego co robi. Monika Olejnik mu nie zaprzeczała, bo też o aferze nie ma pojęcia - posłuchajcie część 1., od 6 min 44 s. do 7 min 17 s), nie zaciemniali obrazu afery własną ignorancją.

Do prowadzących programy apeluję, aby się przygotowali do rozmów o aferze korupcyjnej w polskiej piłce nożnej, bo jest to najważniejsza walka o zmianę powszechnej korupcyjnej mentalności. Afera Doktora G. to małe piwo.
13:47, radoslawleniarski
Link Komentarze (2) »
czwartek, 16 października 2008
Kibole lżą rabina Bratysławy

Zadymy na stadionie to nie wszystko, czego dopuścili się kibole w Bratysławie. Buractwo panoszyło się po mieście od południa, a awantura na boisku była tylko zakończeniem. Dostałem maila z takim linkiem. Żałosne.

Gazeta, która to opisała nazywa się "PLUS jeden dzień". Nie trzeba chyba tłumaczyć na polski, ale część mimo to przetłumaczę.

Po spotkaniu na ulicy bratysławskiego rabina Barucha Myersa, kibole krzyczeli w jego kierunku "Jude, Sieg Heil". Wzburzony rabin pytał "Co to znaczy?! To niebywałe!". Poszedł później na policję, co oczywiście nic nie dało, bo nikt nikogo nie złapał za twarz, niewyparzoną gębę ewentualnie zwichrowany mózg.

15:07, radoslawleniarski
Link Komentarze (3) »
środa, 15 października 2008
Hamilton nie zawalił wszystkiego
Po wielokrotnym obejrzeniu startu do Grand Prix Japonii na Formula1.com wcale nie jestem przekonany, czy pełną winę za początkowy chaos w wyścigu na pierwszym zakręcie przypisać Lewisowi Hamiltonowi. Lewis, to genialne dziecko McLareny i Rona Dennisa, oczywiście spóźnił się z hamowaniem i zabrał w lewą stronę toru całą czołówkę z wyjątkiem Fernando Alonso i Roberta Kubicy. Ale spójrzcie, kto narobił jeszcze większego zamieszania - Heikki Kovalainen. Gdyby Fin pojechał właściwym torem jazdy, nie byłoby takiego balaganu. Zobaczcie - to on wypycha Raikkonena a w konsekwencji opóźnia Massę, blokuje Alonso. Gdyby nie Kovalainen, jedynym poza torem byłby Hamilton.

Ale i tak go nie ma co żałować, że na Lewisa spadło odium. Właśnie Daily Telegraph i inne brytyjskie gazety napisały, że Lewis szuka domu w ekskluzywnej części Londynu, aby zamieszkać w nim ze swoją o siedem lat starsza dziewczyną Nicole Scherzinger. Dom musi mieć co najmniej pięć sypialni, bo Lewis i jego dziewczyna zamierzają spędzić w nim Sylwestra razem z koleżankami z girlsbandu PussyCats Dolls. Nie odmówię sobie kilku fotek.

 

Pussycat w Australii

 

Pussycat Dolls w Australii, Nicole w środku.

Pussycats na koncercie

Nicole Hamiltona

I Nicole sama.

16:01, radoslawleniarski
Link Komentarze (3) »
wtorek, 14 października 2008
Wałujew - Gołota. Do zobaczenia

Od mniej więcej roku mam na tapecie komputera to zdjęcie.

 

Wałujew - Ruiz 

 

Robi wrażenie, nieprawdaż? A teraz w miejscu Ruiza będzie Gołota (maj sie podobno spotkać w Madison Square Garden 20 grudnia).

Ten mały - John Ruiz - ma 188 cm wzrostu i ważył w pierwszej walce z Nikołajem Wałujewem, z której pochodzi zdjęcie 107 kg. Tradycyjnie Ruiz walczył do końca, jak to on - bez polotu, ale wytrwale. Jego styl walki jest dla Wałujewa wymarzony, bo Ruiz nie potrafi boksować. Wygrywa zwykle zamęczając przeciwnika na śmierć klinczami, przepychanką. Uderz i sklei się z przeciwnikiem - to jego metoda. Ale z rosyjskim niedźwiedziem takie zapasy pachną klęską. To tak, jakby Ruiz przepychał się z lokomotywą. No, i dwa razy przegrał na punkty.

Gołota nigdy nie był demonem szybkości, ale techniką dysponuje wspaniałą. Gdyby na przykład kilka razy zastosował z Wałujewem taką sztuczkę jak bodaj w pojedynku z Mike'm Mollo - kiedy w jednej sekundzie zmienił pozycję na odwrotną i ze swobodą zaatakował - Rosjanin po prostu zasupłał by się we własne cztery kończyny. Facet po prostu nie ma za grosz koordynacji ruchowej, co zresztą nie jest dziwne. Mają z tym problemy ludzie cierpiący na gigantyzm, a także większość dryblasów mierzących grubo ponad 200 cm. Wyjątkowo jestem jakoś spokojny o Gołotę (który zresztą najpierw, bez większych strat musi pokonać Raya Austina w Chengdu w Chinach 7 listopada).

W Chicago, w 2006 roku przyglądałem się treningowi Wałujewa, przygotowującego się do walki z Monte Barrettem. Było to pięć dni przed pojedynkiem i Wałujew już tylko się bawił. Byłem wtedy świadkiem jednej z najśmieszniejszych scen bokserskich w mojej dziennikarskiej karierze - Wałujewowi trener kazał kozłować piłeczką tenisową po całej sali w Jabb Gym. Był to jego poprzedni trener - Ormianin Manuel Gabrelian (teraz Nikołaj pracuje ze starym sowieckim trenerem Aleksandrem Ziminem). W ogóle cała ta ekipa była cyrkowa - Gabrelian w tanim dresie błyskał złotymi zębami, ochroniarz w garniturze schował się za czarne okulary, a trening Wałujewa przypominał taniec niedźwiedzia.

W każdym razie Wałujew skakał po sali odbijając od podłogi piłeczkę. Ponieważ jego ręka, a właściwie szufla, przemieszczała się przy tym powoli w dół i w górę miałem wrażenie, że równie dobrze mógłby kozłować piłką lekarską.

O tym, że można go pobić mówi ten film z walki Wałujewa w Seulu w 2002 z nieznanym szerzej (wówczas, teraz już bardziej) Ukraińcem Tarasem Bidenko.

11:00, radoslawleniarski
Link Komentarze (1) »
niedziela, 12 października 2008
Błaszczykowski i Kubica – wbrew wszystkiemu znów na szczycie

Kiedy Kuba Błaszczykowski budował dla Pawła Brożka pierwszą bramkę w meczu z Czechami, wzruszenie ścisnęło mi gardło.

Błaszczykowski po strzeleniu bramki Czechom

Nie chodzi o to, że Polacy grali wspaniały mecz, przy którym można się wzruszyć oczywiście. Chodziło o to, że ta akcja Kuby przedstawiała całe jego życie, tylko skompresowane do trzech sekund.

Obronił piłkę przed jednym Czechem, kiedy inny szukałby rzutu wolnego. Ustał na nogach i obronił ją przed dwoma następnymi Czechami, kiedy inny już dawno by pokazywał sędziemu charakterystyczny ruch, wymuszający żółtą kartkę. I oddał piłkę Brożkowi.

Na tym nie koniec, bo przecież Kuba ruszył w lewo zabierając ze sobą kolejnego Czecha i ułatwiając Brożkowi fantastyczny strzał.

Druga bramka to oczywiście majstersztyk – Kuba jest zdaje się szybszy z piłką przy nodze niż bez piłki. Strzał oddany z zimną krwią nad Cechem mówi o doświadczeniu, ale i o tym, że Błaszczykowski zna swoją wartość i jest siebie pewny.

Więc właśnie dlatego wzruszenie ścisnęło mi gardło.

Równo rok temu byłem przecież w Truskolasach i wiem, jaką drogę ten chłopak przebył od czasu kopania piłki o ścianę szkoły podstawowej, od czasu gry na krzywym boisku Olimpii w Truskolasach, od czasu tragedii, która złamała mu życie, choć nie karierę piłkarską.

Ten mecz to jakby też rekompensata za ten wyjazd z reprezentacji przed Euro. Teraz wiadomo, ile drużyna straciła nie mając Błaszczykowskiego i jak bardzo Leo Beenhakker – który znał klasę Kuby – żałował, że musiał wtedy podjąć decyzję o odesłaniu piłkarza do domu.

Prawdę mówiąc po meczu z Czechami byłem w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Pocieszało mnie to, że mnóstwo kibiców znalazło się w takiej samej. O 6.30, czyli cztery godziny po zakończeniu świętowania zwycięstwa nad ósmą drużyną świata (a w moim prywatnym rankingu czwartą – piątą), kuśtykałem o kulach na mojej jednej w miare zdrowej nodze do domu sąsiada. Brak Polsatu, niestety.

A tam drugi Polak, który wbrew logice, z determinacją pokonując przeciwności wspiął się na szczyt, czyli Kubica.

Kubica na podium GP Japonii 

Ktoś może powiedzieć, że Kubica na starcie do GP Japonii miał szczęście, że pojechał w prawo, że miał szczęście, że wbił się po wewnętrznej toru Fuji, za dala od bałaganu, jaki po drugiej stronie stworzył w czołówce szalejący Lewis Hamilton.

Ale moim zdaniem to wszystko było przemyślane.

Zgoda, przemyślana w ułamku ułamka sekundy, ale jednak była to decyzja. Kubica zresztą kidyś ładnie powiedział, że świat na torze to jest jego naturalne środowisko. Tak więc czas decyzji liczony w mikrosekundach, gdy wokół przemieszczają się w chaosie różne obiekty prędkością dźwięku, jest dla niego czymś zwykłym.

Potem wielokrotnie obierali ten tor jazdy ci, którzy bronili się przed wyprzedzeniem pod koniec długiej prostej. Tam znów Kubica obronił się przed Kimi Raikkonenem na 14 kółek przed metą – w ten sam sposób, zjeżdżając do wewnątrz. Ich pojedynek był po prostu najlepszy w całym GP Japonii i przypominał to co Kubica i Massa wyczyniali rok temu. Przypomnij sobie:

Po prostu czysty geniusz. Jeden i drugi. To znaczy Kuba i Kubica.

09:52, radoslawleniarski
Link Komentarze (7) »
czwartek, 09 października 2008
Jak naprawić PZPN. Wersja drastyczna, tylko dla osób o mocnych nerwach

Żeby naprawić PZPN, trzeba najpierw dokonać rozpoznania choroby, która go toczy. Trzeba wjechać ciężkim, operacyjnym sprzętem rozpoznawczym do wewnątrz struktury i zdiagnozować gangrenę. Nie jest to łatwe, bo trzeba zrobić wyłom w skórnej powłoce, a potem przebić się przez nad wyraz oporną materię. Czasem cięcie chirurgiczne się nie udaje i ma miejsce krwawa jatka. Ale czasem się udaje. Jest jeden warunek sukcesu. Kurację trzeba przeprowadzić w sposób przemyślany, i stanowczo.

A więc najpierw rozpoznanie. O, tak:

Teraz widać dokładnie. Syf, brud, krążą jakieś podejrzane elementy.

Zapytam: co może dobrze pracować, co może dobrze funkcjonować mając w sobie tak zepsute tkanki? Nic. Nie ma żadnego wyjątku.

Tak więc, podejrzane elementy trzeba usunąć. Zdegenerowane tkanki też trzeba wyciąć, bez żadnej litości. Nie bójmy się użyć tego wspaniałego, tytanowego krokodylka. Litość to pojęcie, jakiego krokodylek nie zna.

Robimy to, o, tak:

Po krokodylku możemy przejść do czyszczenia dokładnego. Wiadomo, tu i ówdzie schowa się jakiś wściekły krasnal, którego trzeba za uszy wyciągnąć z nory. Do wytłuczenia tych szkodników używamy specjalistycznego sprzętu.

O, właśnie takiego:

 

Po usunięciu trzeba zrobić miejsce nowej strukturze. Bez względu na protesty – poniekąd słuszne, bo ten proces jest bolesny – robimy miejsce za pomocą najcięższego sprzętu. Tu, za pomocą wiertarki, niekoniecznie udarowej, i właściwego świdra, który do złudzenia przypomina dowolny świderek do metalu zakupiony w Auchan.

Wreszcie wprowadzamy pożądaną strukturę na miejsce tej zniszczonej, zepsutej, zdegenerowanej, która nas zawiodła (niestety, tutaj zabrakło mi materiału filmowego, zwykle tą nową, zdrową strukturę pobiera się z okolic rzepki). Specjaliści mówią, że zanim nowa struktura będzie działać, trzeba o nią dbać. Pierwsze tygodnie będzie bardzo usztywniona, mało mobilna, potem nadal będzie kuleć. Ale już po pół roku może być w znakomitej formie. Będzie hulać, wzniesie się na najwyższy poziom formy.

Tylko trzeba się na taką operację zdecydować.

PS. Dzięki tym, którzy próbowali mi wytłumaczyc jak zrobic, aby działało "c z kreską". Jak zauważyliście występuje ono częściowo. Jeszcze nie rozwiązałem tego problemu do końca.
06:41, radoslawleniarski
Link Komentarze (2) »
środa, 08 października 2008
Leniarski naczelnym publicystą PiS? Optymistyczne

W poniedziałek coś mnie tknęło. Poczułem się bardzo zaniepokojony. Słuchając działaczy PiS mówiących o wojnie ministerstwa sportu z PZPN, zgadzałem się z nimi w stu procentach. Po raz pierwszy od czasu powstania partii przed siedmioma laty. Jacek Kurski, Adam Hofman, Elżbieta Jakubiak… Wszyscy mówili, no, po prostu jak ja.

Łał!

Ze mną albo z nimi coś było nie tak.

Kurczę – myślałem – nawet słów używają tych samych.

Uspokajający i w sumie optymistyczny mail przyszedł od kolegi ze słodko-gorzką informacją „gratulacje, zostałeś naczelnym publicystą PiS”. Przez wiekszą częśc afery PZPN - MSiT blog stał na tzw. czołówce.

Panowie, jeśli zaczniecie się zgadzac ze mną również we wszystkich innych sprawach, to może nie wszystko dla was stracone. Pozdrawiam.

16:23, radoslawleniarski
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 06 października 2008
Obóz białej flagi

Polski rząd przed FIFA bronił się zaledwie cztery i pół dnia. I uciekł z podwiniętym ogonem, w panice szukając rozwiązania i znajdując upokorzenie. Znam dłuższe i bardziej przemyślane obrony.

Weźmy na przykład pozory, że wszystko przez Trybunał Arbitrażowy przy PKOl, który jest niezależny, itd., itp., oraz że rząd nie jest stroną, że wprowadzenie kuratora odbyło się zgodnie z polskim prawem. Nagle te argumenty zniknęły. Ludzie, którzy pisali do UEFA i FIFA listy z oburzeniem i protestem w społecznej akcji mailowej, mogą czuć się oszukani. Minister Drzewiecki wyśle teraz do trybunału olimpijskiego prośbę o odwołanie kuratora, czyli wycofa swój wniosek sprzed kilku dni. I zapewne odtrąbi sukces.Dla porządku więc zreasumujmy, co się dziś naprawdę stało:

1. FIFA żądała wycofania kuratora i otrzyma to, co chciała. Wycofanie jest warunkiem sine qua non - powiedział Blatter, szef szefów.

2. Wybory w PZPN odbędą się tak, jak ustalono przed zadymą. Przy czym akurat do formy wyborów nikt nie miał większych pretensji - delegaci głosują tajnie i tyle. Problem leżał głębiej i żadna komisja obserwatorów FIFA, UEFA, czy Bóg wie jaka tu nic nie pomoże. To nie Gruzja.

3. Rząd wymógł kuriozalne zapewnienie, że „uchybienia i niedociągnięcia” w PZPN były. To my wiemy i bez tej afery.

4. Wprowadzono ponownie czteroosobową komisję, która przecież i tak istniała od 2007 roku z tym samym Michałem Kleiberem na czele. Tylko, że nic nie wnosiła.

Płakać się chce, gdy człowiek sobie uświadamia, z jak głęboko podkulonymi ogonami ludzie z rządu błagają o pomoc profesora Kleibera, który aż z Kioto negocjuje upokarzający układ, ratuje płonące tyłki ministerialnych urzędników. A potem, gdy widzi, w jak żałosny sposób rząd próbuje przekuć to upokorzenie w sukces.

Jeśli już zaczęło się wojnę z PZPN o przyszłość polskiej piłki, to trzeba było prowadzić ją konsekwentnie do końca. Naszego lub jego.
16:15, radoslawleniarski
Link Komentarze (28) »
Gigantyczne odszkodowanie od buców z UEFA!

Chwileczkę, dlaczego nikt dotąd nie napisał i nie powiedział, że UEFA i FIFA jako zwykłe stowarzyszenie narażało się na gigantyczne odszkodowanie wobec państwa polskiego w razie, gdy zabiorą nam prawem kaduka Euro 2012?

Jeśli w konflikcie z PZPN państwo polskie działa zgodnie z prawem polskim, jeżeli taki sam stan rzeczy istniał przed przyznaniem nam Euro przez UEFA, to buce ze Szwajcarii nie mogą Polsce odebrać nie narażając sie na pozew w sądzie kantonalnym. I na gigantyczne odszkodowanie.

W końcu za projekty stadionów zapłacono, za przygotowania do tej pory zapłacono, prace przygotowawcze przeoprowadzono na wielka skalę. Setki osób pracują nad tym projektem w Polsce. UEFA naraża się na to samo ze strony Ukrainy, która juz w ogóle jest bogu ducha winna.

15:01, radoslawleniarski
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2