RSS
wtorek, 30 października 2007
Skandal ze Stadionem Narodowy - ocena warszawiaka

W sprawie narodowego stadionu jeszcze ja się nie wypowiedziałem, motyla noga.
Wcześniej nic nie mówiłem na ten temat, bo uważam, że lokalizacja Stadionu Dziesięciolecia jest bardzo OK. Ale teraz mówię.

Komuna - dzieki posiadaniu w d...ie wszelkich zasad rynkowych - dała nam skarb w postaci terenów, które można zamienić na cacuszko w samym środku Warszawy, przydać jej nowoczesności i uroku. Nie znam miasta w Europie, które zachowałoby taki zakątek-nieużytek potencjalnie piękny, zielony, w samym sercu. Możemy się wspólnie poczuć w tych dniach trochę jak Carter w Dolinie Królów. Ktoś kiedyś zapomniał o tamtym miejscu i tylko dlatego uchował się grobowiec Tutenchamona. A tutaj w Warszawie komuna zakonserwowała nam skarb - tylko ona mogła 50 lat temu, dzięki wyżej wzmiankowanemu maniu w d..pie zasad - wywalić zamaszyście budowę, która po latach okaże się tak cenna.

Prezydent HGW mówi, że szkoda pieniędzy, bo można sprzedać ziemię przystadionową i zbudować coś za darmo.
Oczywiście, że można, ale wielki park przy starym porcie z pięknym stadionem, z halą widowiskową w przyszłości, może z basenem, to jest wielka dodatnia wartość dla miasta, czego zdaje się HGW nie rozumie. Mam wrażenie, że sport w ekipie HGW jest wstydliwy, można mówić o nim półgębkiem, usteczka w ciup, zepchnąć na ubocze, na margines. Tymczasem świat się zmienia, sport jest coraz większą częścią cywilizacji. Wzrastająca jego wartość powoduje, że przyszły park sportowy w centrum miasta będzie unikatem.

Prezydent HGW powołuje się na argument, że na świecie stadiony buduje się na uboczu. Generalnie tak, ale nie wszędzie i z różnych powodów.

Nie tak dawno miasto Nowy Jork chciało wybudować park olimpijski na środkowym Manhattanie. Podobnie jak w przypadku Nowego Jorku i tej sypiącej się części miasta jaką jest środkowo-zachodni Manhattan, tak dla warszawskiej Pragi projekt parku sportowego były wielką rewitalizacją.

Kurczę, prezydencie HGW, same plusy.

15:15, radoslawleniarski
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 29 października 2007
Wstrząsające wspomnienia moje

Dziś napisałem do „Gazety” wspomnienia o zmarłych, i od razu się wzruszyłem, bo niesprawiedliwość jest na świecie. Niesprawiedliwość i dodatkowo jakaś taka dwuznaczność.

Najpierw pisałem o Marii Kwaśniewskiej-Maleszewskiej, która zmarła 17 października. Udało się jej przez 58 lat pracować w zarządzie PKOl nieprzerwanie, bez względu na to, kto tam rządził, co się działo w Polsce, co się działo w sporcie, czy rządził partyjny beton z kujawsko-pomorkskiego Bolesław Kapitan, czy inni. Fenomen!

Pani Maria była też w komisji kobiecej Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej (IAAF) w bardzo, ale to bardzo ważnym momencie dla koleżanki z reprezentacji. Mianowicie w 1967 roku, kiedy wprowadzono testy płci. Pierwszą wykluczoną ze sportu po wprowadzeniu nowych testów była Ewa Kłobukowska. Po latach uznano, że takie testy to bullshit, ale Kłobukowska nigdy nie miała szansy się odwołać.

Napisałem nawet na ten temat artykuł, który nie został opublikowany, bo uznalismy w redakcji, że wydrukujemy go tylko wtedy, jeśli zgodzi się na to sama Kłobukowska. W każdym razie po kilku rozmowach ze świadkami tamtych wydarzeń z 1967 roku doszedłem do ryzykownego, ale umocowanego w faktach wniosku, że Kłobukowska naraziła się Niemcom z NRF, a towarzyszom z ZSRR wykluczenie było bardzo na rękę. I stąd cała akcja.

Kwaśniewska-Maleszewska, z którą o tym rozmawiałem, nie zdecydowała się opowiedzieć o tym czy była szansa, aby komisja kobieca przy IAAF zareagowała na wywalenie ze sportu najlepszej sprinterki na świecie w tamtych czasach. Na prośbę, aby powiedziała czy ona sama działała a jeśli tak, to jak, aby nie wykluczono Kłobukowskiej, stwierdziła, żeby nie ruszać tej sprawy.

Przyznaję, że może być bolesna - dla Kłobukowskiej najbardziej, bezradnej osoby w samym środku działania ogromnych sił.

No i na koniec igrzyska w 1936 roku, w których Kwaśniewska brała udział i zdobyła brązowy medal w rzucie oszczepem.  Niemcy zrobili z nich propagandziochę III Rzeszy, oczywiście. Ale powszechnie skrytykowano je światowo później, najbardziej po II wojnie światowej, a nie w trakcie igrzysk. Inny zmarły, o którym pisałem dziś czterokrotny mistrz olimpijski Al Oerter urodził się dniu zakończenia igrzysk, czyli 16 sierpnia 1936 roku.

Jakie imie nadali mu jego amerykańscy rodzice?

Adolf.

Jestem pewien, że dopiero po latach powstała legendarna odpowiedź Kwaśniewskiej na słowa Hitlera „Gratuluję małej Polce” - „Pan też niezbyt wysoki”.

15:42, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 października 2007
Lipiec poszedł do aresztu

Właśnie rano aresztowali Lipca, byłego ministra Lipca. Timing tego wydarzenia jest dla mnie prawdziwą zagwozdką, ale niech tam.

Otóż ja nie pamiętam człowieka, który by miał większego pecha.

Lipiec w chodzie miał pecha, w działaczowaniu miał pecha i w doborze pracowników miał pecha. Nie bardzo go lubiła publiczność. Spójrz na film.

Od początku - chodził w erze Korzeniowskiego co jest pechem.

Wiadomo, Korzeniowski zdobywał właściwie wszystko co było do zdobycia. Był za nim w mistrzostwach świata w Atenach w 1997 roku (V miejsce). Jak Korzenia dyskwalifikowano za podbieganie, to Lipca też. Tak było na mistrzostwach w Sewilli w 1999 roku, gdzie krzyczał do Korzeniowskiego, stojącego już na poboczu trasy: „Robert, skąd to się wzięło?!” (w sensie: żółta kartka a potem czerwona od sędziego).

Ale przecież Lipca wyrzucono ze sportu za poważniejsze wykroczenie.

Tuż przed mistrzostwami świata w Stuttgarcie w 1993 roku został przyłapany na maskowaniu dopingu anabolicznego. Przyłapał go Jerzy Smorawiński, a właściwie jego komisja antydopingowa, skąd później wzięła się zemsta. Na potrzeby „Gazety” pytałem kiedyś Smorawińskiego o tamtą sprawę. „Komisja podejrzewała, że Lipiec mógł używać starego preparatu z fabryki Jenapharm w Jenie” powiedział wtedy Smorawiński.

Co to Jenapharm wiadomo - po prostu fabryka koksu. Enerdowcy produkowali to tylko do koksowania swoich biednych sportowców.

Ten doping cholernie źle świadczy o Lipcu, niestety.

W każdym razie, Lipiec wkrótce przeprowadził badania w swojej obronie w warszawskim szpitalu wojskowym. Ich wyniki mówiły, że organizm Lipca w sposób naturalny zwiększa poziom hormonu (epitestosteronu). Smorawiński, który nienawidzi Lipca nienawiścią czystą farmakologicznie, powiedział mi: „Gdyby prawdą były wyniki badań, ci lekarze powinni opublikować je, bo były sensacyjne. Poziom tego hormonu nie zmienia się w organizmie człowieka, a oni stwierdzili, że u Lipca się zmienia”. Sugerował, że lekarze byli jakimis znajomkami Lipca. Faktem jest, że nie wiadomo, dlaczego Lipiec robił badania właśnie w szpitalu wojskowym. Nie był w klubie wojskowym, o ile wiem w ogóle nie ciągnęło go do wojska. Chyba że do piechoty?

Wykorzystując te wyniki związek lekkoatletyczny skrócił dyskwalifikację z czterech do dwóch lat. A Lipiec, będąc już ministrem sportu u Kazia Marcinkiewicza, nie powołał Smorawińskiego na następną kadencję w komisji antydopingowej, co wprowadziło czerwonego profesora (wtedy SLD, a teraz to nie wiem) do białej furii.

Pytanie kto w ogóle wkręcił Lipca do sportu jako działacza?

Lipiec zaczął pracować w ministerstwie sportu jeszcze w czasie kariery sportowej. Wtedy nazywało się to Urząd Kultury Fizycznej i Sportu. Pytałem o Lipca następnego czerwonego działacza z tamtych lat - Stefana Paszczyka. Ten twierdzi, że zatrudnił Lipca Adam Giersz, który nastał po Paszczyku. Giersz z kolei zwalił na Paszczyka. Nie wiadomo, czy Lipca w ministerstwo nie wkręcił czasem Mieczysław Nowicki, minister AWS-u.

Podobno w tamtym czasie Lipiec rano trenował, a na 9. był w biurze. Wystartował na igrzyskach w Sydney, ale - to wiem, bo byłem na trasie - zszedł na 35. kilometrze zaś lekarz reprezentacji, nie pamiętam nazwiska, chyba Prorok, powiedział mi wtedy, zszedł z powodu skurczu jelit na tle nerwowym.

Od 2003 roku Lipiec kierował Warszawskim Ośrodkiem Sportowym, w którym kontrola NIK zakwestionowała faktury na 2 mln zł z powodu poprawek, nieczytelnych podpisów i braku pieczątek, itp. Ale jak NIK kontrolował WOSiR, to Lipiec był już ministrem sportu. Celem była walka z układem w sporcie. Lipiec zwolnił w samym COS i w terenie ponad 120 pracowników, ale załatwili go na amen właśnie przez niego powołani.

Pamiętam, że Lipiec i wcześniej miał kłopoty z różnymi podejrzanymi indywiduami. Największy skandal był z (też byłym) szefem COS Andrzejem Parzęckim, W latach 70. Parzęcki należał do SZSP i rozbijał latające uniwersytety. Parzęckiemu nikt nie udowodnił pobić, jakie przy okazji się zdarzały. Pamiętacie nalot na mieszkanie Kuroniów - Parzęckiego nie rozpoznali świadkowie i wygrał proces w tej sprawie.

Lipiec musiał zwolnić też szefa gabinetu politycznego Marka Różyckiego, który wyłudził mieszkanie komunalne.

Na koniec coś co mówi o Lipcu nie wiem, czy nie najwięcej. Zapłacił służbową kartą kredytową za imprezę urodzinową - 3,5 tys. zł - w Wesołej pod Warszawą, gdzie mieszka. Łomatko, co za cienizna!

17:34, radoslawleniarski
Link Komentarze (2) »
środa, 17 października 2007
Hamilton, Alonso. A pamiętacie Mansella?

Kiedys z Mansellem zrobiłem wywiad i to gdzie! W Long Beach, kiedy jeździł w IndyCars w zespole Paula Newmana. Facet był całkowitym Brytolem, wydawało sie że nic nie jest go w stanie wyprowadzić z równowagi. Rozwalił się na kanapie w motorhomie i z zblazowaną miną odpowiadał na pytania. Zapytałem m.in., czy do Long Beach przygotowywał się równie intensywnie co do GP Australii 1992, wówczas wydawało się że ostatni jego wyścig F1 w karierze - tzn wędkując na Wielkiej Rafie Koralowej. - Nie, nie. Teraz było zupełnie inaczej. Tym razem wędkowałem na rafie w Meksyku.

Ale jestem w stanie wyobrazić sobie, że raz się wściekł.

W 1986 roku w ostatnim wyścigu sezonu - GP Australii - musiał właściwie tylko dojechac do mety z jakimis punktami. Tytuł miał w kieszeni. Przed startem miał siedem punktów przewagi nad drugim Alainem Prostem (wtedy za zwycięstwo dostawało się 9 pkt, za drugie miejsce 6). Tak więc Prost lub trzeci w klasyfikacji Nelson Piquet musieliby wygrać, a Mansell nie dojechać, aby tytułu Mansell nie dostał. I co się stało? Zobacz film.

Po zobaczeniu filmu na pytanie kto zdobędzie tytuł w Brazylii, można tylko powiedzieć: na dwoje babka wróżyła.

 

14:05, radoslawleniarski
Link Komentarze (4) »
wtorek, 16 października 2007
Gołota z Mollo? Bójcie się Boga

Dziś „Fakt” podał, że Andrzej Gołota będzie bić się z Mikem Mollo.

Niestety widziałem Mollo w walce z Kevinem McBridem w Chicago, i do tej pory pamiętam łoskot, kiedy McBride trzasnął na deski trzy metry ode mnie.

Potem podobnie skończyła się jego walka z Artem Binkowskim. Co prawda przy McBride i Binkowskim każdy jest demonem szybkości, a tym bardziej Mollo. A przeciez Gołota porusza się w pierwszych rundach niewiele szybciej niż tamci dwaj.

Mollo nazywają małym Tysonem (choć tak naprawdę jest większy niż Tyson), albo białym Tysonem i trochę go przypomina dynamiką. Przypomina też Brewstera z walki z Gołotą. Mollo przed pobiciem McBride'a pracował z Samem Colonną (jest na filmie poniżej), który oczywiście trenuje Gołotę.

Taka walka jest raczej wykluczona, ale na wszelki wypadek warto zobaczyc jak bije Mollo Arta Binkowskiego i Kevina McBride'a

PS do wpisów w sprawie krucjaty

Dwóch z Was zarzuciło mi myślenie socjalistyczne.  

Bullshit.

Wyszliście z błędnego założenia, że bilety na mecz reprezentacji Polski to to samo co makaron. To nie jest to samo. Więc nie stosujcie do tych spraw takich samych praw - praw rynkowych. Przecież nie ma kilku reprezentacji do obejrzenia do wyboru, tylko jedna. Przecież PZPN nie wyprodukował reprezentacji (a nawet każdy z nas jest w stanie sobie wyobrazić, że byłaby lepsza, gdyby nie PZPN). Jak chcecie kupić buty albo makaron, to idziecie do sklepu, patrzycie co jest tańsze, co lepsze, i wybieracie to co wam najbardziej pasuje. W przypadku reprezentacji tak nie jest.

Przecież ja nie twierdzę, że te bilety powinny byc za darmo. Twierdzę, że nie powinny być najdroższe w Europie.

 

14:23, radoslawleniarski
Link Komentarze (2) »
wtorek, 09 października 2007
PZPN: Biało-czerwoni jak makaron. Jak masło

Zdaje się, że znowu mnie poniosło. Powiedziałem sobie, że pójdę na konferencję prasową PZPN-u (pierwszy raz w życiu) i będę się zachowywał jak dziennikarz Financial Timesa. Niezachwiany spokój.

Konferencja w sprawach bieżących i o przygotowaniach do Euro 2012.

Jak będzie prośba o pytania, powiem po prostu: "Ja w sprawach bieżących. Kto i na jakich zasadach skalkulował ceny na bilety na mecz Polska - Kazachstan." Tyle na początek.

Niestety. Kiedy z moich ust wydobywały się słowa "na jakich zasadach skalkulował ceny..." to juz wiedziałem, że nie wytrzymam. Nie będzie spokojnie. No i nie było.

Że jestem gburowaty cham, wszystkich z góry przepraszam. Zobaczcie sami.

Na moje usprawiedliwienie: Jak można gadać głupoty jak pan Olkowicz (siedzący obok Koźmińskiego) o wspomaganiu promocji futbolu w różnych środowiskach, żeby futbol się rozwijał wśród młodzieży, żeby dzieci uczestniczyły w wydarzeniach takich jak mecze reprezentacji i jednocześnie kasować 250-400 zł za bilet na krytej trybunie! Można się wściec?

17:00, radoslawleniarski
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 08 października 2007
Adamek i Gołota o tytuł mistrza

W nocy z soboty na niedzielę amerykańskiego czasu przemknęło coś, co jest ważne. Don King wypowiedział breaking news. Adamek będzie walczył ze Stevem Cunninghamem o tytuł mistrza świata wagi junior ciężkiej. Sam Adamek dowiedział się w sobotę - przynajmniej tak mi powiedział, kiedy wrócił z biegania dziś rano.

Zobacz wideo z Kingiem na 15rounds.com.

W skrócie: najpierw King mówi długo o Samuelu Peterze, co można sobie darować. Potem jest długi wywód o Andrzeju Gołocie, że będzie miał wkrótce piątą szansę na tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. I na końcu ten breaking news o Adamku. Krótki dość.

Walka będzie 19 stycznia w Madison Square Garden, jako wstęp do wydarzenia wieczoru Felix Trinidad - Roy Jones Jr. Adamek nie powinien mieć większych problemów, jest lepszym bokserem i ma mocniejszy uderzenie. Cunningham mógłby zostać preparatem na zajęcia biologii nt. struktury mięśniowej człowieka

 

 

ale brakuje mu siły. Tylko 10 nokautów w 20 zwycięstwach. W wadze junior ciężkiej!

Co do Gołoty.

Gołota nie jest w stanie pokonac kogoś, kto jest szybki i ma mocne uderzenie. Nie przetrwa pierwszej rundy. Wystarczy obejrzec jak bardzo podobne są pierwsze rundy walki z McBridem, Brewsterem, Tysonem, Lewisem.

Zobacz sam. Najpierw McBride:

A teraz Brewster

Jak bardzo to podobne do walki z Lewisem:

Wreszcie Tyson

Zobacz tylko pierwsze minuty każdej walki. Zaczyna się tak samo. Niby Gołota wie co robi, niby wie, na czym polega jesgo problem. Ale sztywny jakiś. Dziwne ruchy wykonuje. Przez zasłonę przechodzi jakieś mocne pieprznięcie i cała obrona polega tylko na zamknięciu oczu! Po kolei mówia o tym jego niedomaganiu wszystcy kolejni trenerzy: Lou Duva z Rogerem Bloodworthem, Al Certo, Sam Colonna i Buddy McGirt. Nic się nie zmienia.

W ostatniej walce gdyby nie to, że procesy ruchowe McBride są wolniejsze niż proces wysychania farbny na parkowych ławkach, byłoby po Gołocie. Najgorsze jest to, że pierwszych sekund nie da się nauczyć. Więc tak jak napisałem w „Gazecie” najlepiej, jakby Gołota walczył tylko od drugiej rundy.

 

12:29, radoslawleniarski
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 października 2007
Hamilton, czyli jak Człowiek-chaos załatwił Webbera i Vettela

Dżisas, Hamilton jest niezrównoważony.

Dla tych, którzy są nie zorientowani w sprawie: na torze Fudżi lał deszcz, wprowadzono na tor samochód bezpieczeństwa, i Hamilton zamiast jechać przepisowo pięć długości za nim, w tempie dyktowanym przez safety car, gwałtownie przyspieszał i hamował. Vettel na filmie zdziwił się, co robi Hamilton, który nagle zjechał na skraj toru, i wtedy BUM, wbił się w tył samochodu Webbera. Webber równiez hamował, bo nie chciał wyprzedzić Hamiltona. Słowem: Hamilton - człowiek chaos.

Zobacz sam:

Nie jestem zwolennikiem spiskowych teorii dziejów, ale cholera, kto jest w stanie wyjaśnić, dlaczego Kubicę ukarano za stłuczkę z Hamiltonem, Vettela ukarano za stłuczkę sprowokowana przez Hamiltona, a Hamiltona nietknięto.

Uuups, właśnie okazało się, że zmieniono karę dla Vettela z cofnięcia o 10 miejsc na linii startowej do upomnienia.

 

16:19, radoslawleniarski
Link Komentarze (6) »
czwartek, 04 października 2007
Super-hitowy pojedynek Kubica-Massa w Japan TV

Chyba to jest najlepszy kawałek z tego pojedynku. Jak wiadomo, Massa i Kubica ścigali się zawzięcie na ostatnich kilometrach ostatniego okrążenia ostatniego GP - w Japonii.

Kubica powiedział dziś na konferencji prasowej w Szanghaju przed niedzielnym GP Chin o tym pojedynku:

Miałem Felipe z tyłu na ostatniej zmianie. Niestety, wjechał przede mnie Sato, który był bodaj trzykrotnie dublowany. Były dwa kółka do końca a on mnie nie widział we wstecznym lusterku. Straciłem dużo czasu i Felipe się zbliżył. Miałem aquaplaning (osłabiona przyczepność z powodu warstwy wody między oponą a asfaltem) i on wyprzedził mnie na zakręcie 6. Wyprzedziłem go u wyjścia z tego zakrętu i później na zakręcie 10. pojechał zbyt szeroko, dotknęliśmy sie dwukrtonie i wtedy musiałem wyjechać z toru na pobocze. Wyprzedził mnie i tak dalej aż do ostatniego zakrętu wyścigu. Było całkiem ostro, na granicy odpowiedzialnego ryzyka. Myślę, że trzy, albo cztery razy mogliśmy skończyć (na ścianie? - nie było słychać). Myślę, że Felipe był trochę sfrustrowany swoim wyścigiem. Ja też trochę swoim. No i dlatego daliśmy z siebie wszystko na tych pięciu zakrętach.

Pięć niesamowitych zakrętów w innych ujęciach niż w Polsacie, węgierskiej telewizji (patrz wcześniejszy wpis o Kubicy), itd. Warto zobaczyć. Robi wrażenie.

16:49, radoslawleniarski
Link Komentarze (5) »
Skandal z biletami na Kazachstan

Krucjata trwa. Wiem, jestem Don Kichote XXI wieku, z PZPN nie wygrali Dębski, Lipiec, Kaczyński ze spidermanem Ziobro, więc ja też nie mam szans. Ale walczę do końca.

Nieświadomych odsyłam do wcześniejszych wpisów. Teraz tylko powiem, że mamy najdroższe w Europie bilety na mecz eliminacyjny ME 2008 - rodzina trzyosobowa zapłaci za miejsca na krytej trybunie od 750 do 1200 zł. Gramy z Kazachstanem (120. miejsce w rankingu FIFA, między Fidżi i Malawi), na rolno-spożywczym obiekcie godnym jesiennej zwózki buraków pastewnych, a nie eliminacji Euro. Ceny zawdzięczamy PZPN-owi i osobiście Zdzisławowi Kręcinie, który je zaproponował.

Spójrz mu głęboko w oczy jeszcze raz i powiedz co o tym myślisz.

Dobra, a co na to wszystko posłowie z sejmowej komisji kultury fizycznej i sportu.

Dzwoniłem - Janusz Wójcik (przewodniczący), wiadomo, nieuchwytny rano.

Roman Kosecki nieuchwytny. 

Mirosław Drzewiecki, wiceprzewodniczący, odbiera telefon: - Te ceny oznaczają orżnięcie obywateli przez PZPN . Jeśli uznaliśmy (jako komisja), że oddajemy telewizji otwartej transmisje z meczów reprezentacji, to i tutaj ceny powinny być niższe. Rozumiem, że jakiś wydzielony, ekskluzywny sektor może być drogi, ale reszta tania. Inaczej blokowany jest dostęp do dobra publicznego! I jeszcze ta oferta siermiężna. Niech PZPN nie myśli, że jest zawieszony w kosmosie i może dyktować ceny jakie mu się żywnie podoba.

Uuuuu, pachnie mi to komisją śledczą.

Drzewiecki jest z PO, więc powinien wejść do nowego sejmu, choć szybkość zjazdu Platformy w sondażach zapiera dech.

OK, specjalnie pojechałem na konferencję minister Elżbiety Jakubiak, bo chciałem się dowiedzieć czy i ona ma poczucie skandalu. - Oczywiście, że tak. Nawet ministra sportu nie stać, aby iść z dzieckiem na krytą trybunę na mecz reprezentacji. Tylko że nic nie mogę zrobić. PZPN ma prawo do dyktowania cen. Wczoraj rozmawiałam z prezesem Listkiewiczem i mu o tym mówiłam. Skończyło się na tym, że może PZPN da część biletów domom dziecka. W przyszłości, jeśli państwo będzie wspierać budowę stadionów, to trzeba znaleźć taką formułę, aby ceny biletów nie zależały tylko od PZPN-u.

Fajna pani minister, tylko szkoda, że bezradna. Więc co, trzeba zapłacic sekretarzowi Kręcinie?

Panie Kręcina, ja wiem, że chciałby Pan sprzedawać bilety na taki stadion

 

albo na taki

ale sprzedaje Pan - drożej - na taki:

 

13:20, radoslawleniarski
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2