RSS
piątek, 28 września 2007
Gołota niemile widziany w boksie. To koniec
Przeleciałem szybko sporo bokserskich stron internetowych i wynik oględzin nie jest optymistyczny dla Andrzeja Gołoty. Zasadniczo wszyscy komentatorzy cieszą się, że Showtime odstrzelił propozycję Dona Kinga, aby zastąpić Polakiem Olega Maskajewa, czyli propozycję walki z Samuelem Peterem o tytuł WBC (tymczasowy). W ogóle w internecie powstał następujący mechanizm. Nasi, czyli Polacy, w swoich wpisach na forum, czy w komentarzach pod tekstami np. w „Gazecie Wyborczej” cieszą się, że Gołota wyjdzie na ring i jednocześnie nie postawiliby na niego złamanej złotówki. „Endrju, daj sobie spokój”, „Peter go zabije”, „Ma szanse przetrwać najwyżej dwie Gołoty” (to w nawiązaniu do jednostki miary - 52 sekundy - jakie trwała walka z Lamonem Brewsterem). Amerykanie z kolei piszą, że stawianie Gołoty w ringu to przesada, nie rozmumieją po co znów chce boksować, uważają, że kompromituje boks, i żałują, że jeszcze planuje wejść do ringu. Za to chętnie postawili by na niego w walce z Peterem, bo nie uważają, że jest bez szans. A ja mam w stosunku do niego bardzo ambiwalentne odczucia. No, bo pamiętam walki z Ruizem i Byrdem na których byłem, ale i pamiętam z Lewisem i Brewsterem, bo i na nich byłem. A przede wszytskim pamiętam - zdaje się, że tak jak telewzija Showtime - pojedynek z Tysonem. Bo, niestety też na nim byłem i omal nie oberwałem kubkami po popcornie i po piwie. Niestety dla Gołoty - opór Showtime, krytyka komentatorów ze stron bokserskich, nieustające drwiny oznaczają koniec jego kariery w boksie. Poważnie. Boję się, że już nie ma szans na walkę o tytuł. To koniec.
13:19, radoslawleniarski
Link Komentarze (1) »
środa, 26 września 2007
Skandal z biletami. Trzymajcie mnie!

Muszę wrócić do sprawy biletów na mecz z Kazachstanem (13.10.2007, stadion Legii w Warszawie), bo pisałem artykuł do „Gazety Wyborczej” i tak mnie znowu poniosło, że ktoś musi mnie trzymać, żebym nie pojechał na Miodową i nie wyjaśnił kilku kwestii.

Zadałem sobie trud i sprawdziłem ceny w kilku krajach Europy o niewyobrażalnie większej zamożności niż Polska, których reprezentacje grają z niewyobrażalnie lepszymi przeciwnikami niż nasze zuchy na niewyobrażalnie lepszych stadionach (wyjątek - stare Łużniki).

Otóż mamy najdroższe bilety na krytą trybunę. W Norwegii są tańsze, w Niemczech są tańsze, w Czechach są tańsze, w Rosji są tańsze. Tam sprawdziłem i wiem na pewno. Oni nie grają z Kazachstanem, który występuje na 120 miejscu w rankingu FIFA. 119 jest Fidżi a 121 Malawi. Oni grają odpowiednio z Turcją, Czechami, Irlandią i Anglią.

Powie ktoś, co u licha, dlaczego uparł się na krytą trybunę. A niech idzie tam, gdzie i inni pójdą, czyli na Żyletę i Łuki.

A więc, nie uparłem się na krytą trybunę, tylko uparłem się, żeby pójść na mecz z moimi córkami (10 i 17 lat). Pisałem już, że nie pójdę z nimi na Żyletę, nie pójdę na łuki (wyjaśniałem we wcześniejszych wpisach dlaczego) i nie pójdę pod niebo, bo to będzie jednak październik.

I będę musiał zapłacić za tą przyjemność 750 - 1200 złotych. Za to będę miał kibel w Toi Toi, kiełbasę z trocinami z budy pod sypiącą się trybuną główną.

Najbardziej wkurza mnie to, że i tak pójdę. Tyle że sam.

I to się nazywa promocja futbolu?

Cytat ze Zdzisława Kręciny, sekretarza generalnego PZPN, który „zaproponował” ceny na zarządzie związku: - Mówi pan, że drogo? A mnie kibice mówią, że „Wyborczej” nie czytają, bo też za droga. Ja nie mam wpływu na to, jaka jest cena „Gazety”, a pan na to, ile kosztują bilety na mecz z Kazachstanem.

Facet uważa się za właściciela reprezentacji! Panie Kręcina, to dobro publiczne!

Spójrz w oczy Zdzisławowi Kręcinie i powiedz mu co sądzisz o cenach biletów:

16:46, radoslawleniarski
Link Komentarze (11) »
wtorek, 25 września 2007
Showtime do Gołoty: Po naszym trupie będziesz u nas

Tak mniej więcej mówili szefowie stacji do Gołoty - o czym właśnie sobie przypomniałem.

Nie dziwi taka wypowiedź, zważywszy, że mówili to po ostatnim występie Gołoty w Showtime, jaką była... walka z Tysonem. Pamiętam, że przecież długo trwała kłótnia o pieniądze, których po skandalu z uciekającym z ringu Gołotą stacja nie chciała wypłacić. Kogo dziwią wahania Showtime, niech spojrzy.

Miłego oglądania:

14:12, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
Gołoty nie chce telewizja?

Uuups.

Okazuje sie, że cios nadszedł z najmniej oczekiwanej strony.  Według jednej ze stron internetowych, telewizja Showtime nie za bardzo chce, aby to Gołota zastąpił Olega Maskajewa 6 października w Nowym Jorku. Gołota ma się tam bić z Samuelem Peterem o tytuł mistrz świata wagi ciężkiej (tymczasowy) wersji WBC. Dogadali się menedżerowie, promotorzy, pięściarze, WBC nie piętrzyła przeszkód, choć Polaka nie było w jej rankingu. A Showtime, w USA największa alternatywa dla znanego w Polsce HBO, zastanawia się nad Gołotą.

Według wszystkich związanych z Gołotą, mocną stroną Polaka jest właśnie jego atrakcyjność telewizyjna. To Gołota przyciąga podobno tłumy przed telewizor i do hali. Jeśli potwierdzi się wiadomość z boxingscene.com, to mit Gołoty jako największego szołmana boksu upadnie. I nie będę tym zbyt zdziwiony, pamiętając pojedynki Brewsterem i Tysonem. Oznaczałoby to również, że i w przyszłości Gołota może mieć kłopoty, aby dostać szansę walki o tytuł.

Jest też o tyle niedobrze dla Gołoty, że od początku września nowym promotorem McCline'a jest Don King. Jeśli i Don stawia na McCline'a, to przyszłość Gołoty jest niewyraźna.

Jest jeszcze jedna możliwość, że z Showtime to nie do końca prawda. Skąd idą nieoficjalne doniesienia o wahaniach stacji i kandydaturze Jameela McCline'a do walki z Peterem? Cała ta akcja w ostatnich dniach to szybka gra menedżerów, aby wcisnąć na walkę wieczoru własnego pięściarza. 

Dziś się powinno wszystko wyjaśnić. Jak sie nie uda z Peterem, to Gołocie zostanie na pocieszenie i na pożarcie Kevin McBride. Zobacz jak Kevin pokonał Tysona.

 

 

11:53, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 września 2007
Gołota vs. Peter, cd

Peter, zwany Nigerian Nightmare, ma szybkie ręce i jest 112 kilogramowym blokiem mięsa. Będzie walczył z Gołota o tytuł w wersji WBC. Będzie to coś w rodzaju tymczasowego tytułu.

Niech nikogo nie zmyli trening Petera. Wygląda, że jest niemrawy, ale pięści potrafią fruwać. W tym kawałku i we fragmentach pojedynku z Toneyem widać też, że Peter nie używa przy uderzeniach tułowia, przez co uderzenia nie mają takiej energii, jak na przykład ciosy Tysona. 

Lepiej obejrzeć początek jego walki z Jeremy Williamsem. Koniec jest imponujący. Lewy sierpowy trafia w sam koniec szczęki. Williamsa cucą kilka minut.

 

Ale też Sam Peter po walce z Gołotą może wyglądac tak jak po pojedynku z Kliczką:

 

U Gołoty zaczęło się wszystko w Madison Square Garden. W poprzednim wpisie pisałem o tym, że byłem tam wtedy w lipcu 1996 roku w hali i że to było niezwykłe przeżycie. Postaram, się przedstawic osoby dramatu.

2 min 59 s: Widać jak menedżer Bowe'a Rock Newman, facet z kucykiem, zmierza w kierunku narożnika Gołoty. Z lewej nadciąga Lou Duva.

3 min 00 s: Steve Bowe, bliski krewny Bowe'a popycha Gołotę.

3 min 02 s: Jason Harris, który pierwszy wszedł na ring po przerwaniu walki, wali Gołotę telefonem komórkowym.

3 min 18 s: Widac zdezorientowanego Ziggi Rozalskiego w lewej części ekranu

3 min 30 s: Lou Duva leży pod linami. Potem go będą wynosic na noszach i omal nie upuszczą w totalnym bałaganie. Dobrze że był przypięty pasami.

4 min 10 sekund: po lewej stronie widac krótko ostrzyżonego mężczynę, to jeden z kolegów Gołoty. 

To czego nie widac na filmie, to że bijatyka toczyła sie równiez na trybunach. Dopiero później przybyła policja. Nastepna walka Gołoty z Bowem w Atlantic City była juz mocno ochraniana przez policję.

 

12:21, radoslawleniarski
Link Komentarze (1) »
Gołota znów walczy o tytuł. Ten to ma parę. I my z nim też

Zadzwonił właśnie Ziggi Rozalski, przyjaciel Andrzeja Gołoty. Gołota i Don King dogadali się, że 6 października Gołota będzie się bił z Samuelem Peterem o pas mistrza świata wagi ciężkiej wersji WBC, tzw. interim, czyli tymczasowy.

Ja wiem, że tytuł ma Oleg Maskajew, ale zdaje się, że w boksie można teraz wszystko załatwić. Nie ma co w tej chwili na to wybrzydzać, bo to oznacza, że Gołota będzie walczył o tytuł po raz piąty. Nie znam drugiego takiego pięściarza w historii boksu, ciągnącej się coś ze 200 lat, który tyle razy co on wchodził do ringu po tytuł po kolejnych porażkach, i to czasem mocno kompromitujących, naprawdę. Wiem, że z Lewisem i Brewsterem Gołota chciał jak najlepiej, no ale skończyło sie niedobrze, a nawet troszkę śmiesznie, choć rzeczywiście śmiesznie nie dla niego.

Gołota i King dogadali się z WBC, że teraz tytuły będą dwa. Jeden będzie miał Gołota lub Peter w zależności, który wygra, a drugi będzie miał Maskajew. Wszystko do momentu, aż Maskajew wydobrzeje po kontuzji. Kontuzjowało sobie bowiem plecy biedactwo i stąd zamieszanie (to on miał walczyć z Peterem). Koszmarne zamieszanie.

W każdym razie, walka odbędzie się w Madison Square Garden w Nowym Jorku. Gołota nie ma najlepszych wspomnień z MSG. Trzy razy w niej walczył, trzy razy kończyło się to nie najlepiej. I za każdym razem był lepszy od przeciwnika.

Za pierwszym razem Gołoty w MSG przeżyłem szok poznawczy. Byłem jedynym dziennikarzem z Polski na piewszej walce Gołoty z Riddickiem Bowe. Jak  zapewne wiecie, skończyło się totalną bijatyką każdego ze wszystkimi, żurnaliści ratowali laptopy, bo kibice bokserscy tańczyli po nich na stołach kujawiaka. Koledzy Gołoty z Chicago robili rozpierduchę, Lou Duvę wynieśli na noszach i po drodze omal nie zwalili z noszy. Duva wspominał potem, że był to jego pierwszy raz, kiedy znieśli go z ringu. I że jest to tym bardziej dla niego nieznośne, że wtedy wcale nie walczył.

Ja, w szóstym dziennikarskim rzędzie, chłonąłem to wszystko, jakbym pierwszy raz w życiu zobaczył kolorowy film. Mogłem na to sobie pozwolić, bo nie miałem laptopa. Walka była w czwartek, było juz po deadline'ie, więc nie wziąłem. Całe szczęście.

Potem biało-czewona fala nagrzmoconych jak szpaki piwem gości szła Siódmą Aleją (chyba Siódmą). A Gołota razem ze mną w hotelowej windzie z bejsbolem pod kurtką. Białka oczu miał czerwone jak keczup.

Dżises, to były czasy dziwne!

Jak wygra z Peterem, będzie bił się z Maskajewem. Weszliby wtedy do ringu jako mistrzowie świata wagi ciężkiej wersji WBC.

No, ale najpierw Gołota musiałby rozbić nigeryjski Koszmar Senny. A jednocześnie swój koszmar senny jakim pewnie dla niego jest Madison Square Garden.

 

00:29, radoslawleniarski
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 września 2007
Szok w sztafecie przeżyłem

Na maraton to ja już (albo jeszcze, bo mój szef Piotrek Pacewicz zaczął po 50-tce) jestem za cienki. W sobotę pobiegłem więc w sztafecie maratońskiej Eikiden - stąd zero wpisu tego dnia. Sześciu ludzi biegnie maraton w mniejszych odcinkach. Mój odcinek to 10 km. Pomyślałem, że 10 km to nie jest wielka sprawa nawet dla kogoś, kto od miesiąca nie wybiegł do lasu nawet na pół godziny.

I tu się, motyla noga, pomyliłem.

Najpierw pobiegł Michał Sołtysiak (promocja „Gazety”) na 5 km, potem Olo Kwiatkowski (sport stołeczny) na 10 km, Robert Kowalewski (fotoreporter) no i ja. Po mnie chłopak z „Metra” i na koniec nasz maratończyk Wojtek Staszewski („Duży Format”, 2,40 życiówka w maratonie!)

Już jak Olo kończył pierwsze okrążenie, pomyślałem, że coś tu nie jest tak. Jakiś taki wyczerpany. A facet jest terminatorem, normalnie.

Za metą tylko powiedział, jak Filipides: „Drugi podbieg, motyla noga, drugi podbieg jest morderstwem” i odpłynął. Chodzi po podbieg pod ulicę Sanguszki w Warszawie.

I rzeczywiście był morderstwem.

Tylko zanim był drugi podbieg, trzeba było zrobić pierwszy.

Po pięciu kilometrach miałem 22 minuty. Super.

Drugie okrążenie... 28 minut. Sanguszki wziąłem w odcieniach bieli. Przed oczami. Obok mnie fruwali goście z klubów biegackich. Jak Staszewski zapytał czy chcę wody, to tylko kiwnąłem głową, bo nie miałem siły gadać. A i tak cała woda wylała mi się z gęby.

Trzy razy myślałem, aby zejść z trasy, ale mi było zbyt głupio.

Ciężko, ale dobiegłem.

A najbardziej się wyczerpałem, gdy już dokuśtykałem na Podzamcze, a tam na koniec jeszcze trzeba było takie wielkie ucho zrobić dookoła parczku i jeziorka pośrodku. - Jesz    ee 200 metr   w. Das   ra  ęęę. Trz   j tem..oo - słyszałem trochę niepełny komunikat Staszewskiego na ostatnich metrach.

No, ale dobiegłem.

W sobotę myślałem o tym biegu trochę jak o służbie wojskowej. Można fajnie o niej opowiadać, ale lepiej żeby się nie powtórzyła, prawda. Dziś już jestem szczęśliwy, że się zdecydowałem. Choć czas niezbyt rewelacyjny - ponad 50 minut. Sztafeta pobiła rekord „Gazety”, choć zapewne nie dzięki mnie - 3 godz 15. Z drugiej strony, jak biegłem w Atenach maraton w stroju hoplity to miałem czas ponad 5 godzin, więc te 50 minut to i tak OK.

 

Żona miała w sobotę kręcić wideo, ale wybrała Bliklego na placu Wilsona.

Może i dobrze.

14:23, radoslawleniarski
Link Komentarze (3) »
piątek, 21 września 2007
Skandal z biletami, cd

@Pan_Banan 

Pan_Banan napisał w komentarzu, że mamy kapitalizm i że ceny są kształtowane przez popyt i podaż. I że bilety i tak się rozeszły na stronie kupbilet.pl.

Bilety się nie rozeszły. Są niedostępne. Dodzwoniłem się do kupbilet.pl i okazało się, że oni w ogóle nie dostali od PZPN części biletów, w tym wszystkich za 400 złotych.

Na stronie kupbilet.pl zaznaczone pola w ich grafice stadionu pokazują jako niedostępne te bilety, którymi dysponuje PZPN. Niedostępna w kupbilet.pl jest niemal równa połowa stadionu.
Ale nawet gdyby się bilety rozeszły, to uważasz Pan_Banan, że nie powinno być zniżek np. dla rodzin?
Czy PZPN jest właścicielem reprezentacji?
Czy ma prawo do stosowania sufitowych cen?
Ja uważam, że nie.

Rzecznik PZPN Zbigniew Koźmiński powiedział mi, że „cenę ustalił Zarząd po propozycji sekretarza generalnego Zdzisława Kręciny. Cena biletu zależy od wielkości stadionu. Stadion wybrał Beenhakker. Ceny nie są wyższe niż poprzednie. Bletów rodzinnych nie ma bo nie ma sektora rodzinnego. Niech Pan nie przesadza.” Krótko mówiąc PZPN jest bezradny, wobec dyktatu Holendra i wszystko przez niego. Co za bzdura.  

Gdyby w tej sprawie stosować zasadę o popycie i podaży, o której pisze Pan_Banan, to mecze pokazywałaby stacja kodowana, która zapłaciłaby najwięcej PZPN-owi. Jednak mecze kadry pokazuje TVP, a może pokazywać tylko stacja otwarta. Ceny biletów powinny być jakby odbiciem zasady o jak najszerszym dostępie do dobra publicznego, jakim jest reprezentacja.

14:09, radoslawleniarski
Link Komentarze (5) »
czwartek, 20 września 2007
Skandal z biletami. Borat by się wnerwił

Nie, teraz to się naprawdę zdenerwowałem.

Tak jak napisałem trzy dni temu zbliża się nieubłaganie czas kupienia biletów na mecz Polska - Kazachstan, 13 października na stadionie Legii w Warszawie.

Okazuje się, że bilety kosztują:

50 zł łuki, 100 zł żyleta, 150 zł trybuna przed krytą, 250 zł trybuna A i F, 300 zł trybuna B i E, 400 zł trybuna C i D.

To oznacza, że najdroższe bilety kosztują - UWAGA! - cztery razy więcej niż najdroższe na mecz Portugalia - Polska w Lizbonie. Chyba przesada z każdego względu: zarobków kibiców, klasy przeciwnika, jakości stadionu, który się sypie jak stara stodoła.

Dobra, a teraz: na mecz zabieram dwie córki i co mam zrobić?

Na żyletę nie pójdę, bo się boją o dzieci. Właściwie i tak i tak się o nie boję, bo jak wiadomo nie minie 15 minut i tak usłyszą co kibole myślą o PZPN, o Listkiewiczu (sam mam ochotę teraz zaśpiewać, jak pomyślę o cenach) - patrz wpis o „gęsiej skórce”. Ale przynajmniej nie przestraszą się kiboli na żylecie, czy łukach.

Bilety przed krytą? Nawet jeżeli - to jest 450 złotych. Ale chciałbym pod dachem z dobrym widokiem. Więc muszę zapłacić 750-1200 zł!? Żadnych rodzinnych nie ma.

No, więc mogę optymalizować koszty i ściąć je o 2/3.

Po prostu nie wezmę córek na mecz. To sie nazywa propagowanie futbolu, rodzinne przeżywanie wydarzenia sportowego.

Listkiewicz.

Co?

Wio.

16:52, radoslawleniarski
Link Komentarze (4) »
Mourinho: dlaczego wyleciał z Chelsea

Oto co podsłuchał jakiś czas temu minister Ziobro. Najnowsze techniki operacyjne zadziałały perfekcyjnie. Mówi Mourinho i Abramovich.

14:50, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2