RSS
piątek, 21 sierpnia 2009
Na Małachowskiego gwizdali, czy nie gwizdali

Dostało mi się za słowa Małachowskiego, że Niemcy na niego gwizdali, kiedy walczył o złoty medal w rzucie dyskiem z Robertem Hardingiem.

Wyjaśniam kilka spraw.

Oczywiste jest, że skoro te słowa wypowiedział Małachowski, moim obowiązkiem było je przytoczyć. Osobiście wątpiłem w to co mówi, dwukrotnie pytałem, czy jest pewien, bo mi się wydawało, że publiczność zachowywała się bardzo w porządku. Użyłem nawet słów „podobno gwizdali”.

Niektórzy komentujący artykuł pisali, że gwizdano na Hardinga. Rzeczywiście, mogło być tak, choć wątpliwe. Harding rzeczywiście znany jest z kontrowersyjnych wypowiedzi, które zresztą przytaczałem we wcześniejszych korespondencjach z Berlina. Chodziło o jego ocenę akcji protestu ofiar systemu dopingowego w NRD. Przed stadionem rozdawano bowiem papierowe opaski na oczy, aby kibice nie widzieli obłudy - sportowców dopingowiczów, działaczy przykrywających doping, itd.

Protest nie był zbyt mądry, ale Harding powiedział ostro, że chętnie trafiłby dyskiem taką ofiarę dopingu między oczy. Do tego, jego trenerem jest znany szkoleniowiec z NRD Werner Goldmann, ukarany w niedawnym procesie za udział w państwowym dopingu przed 1989 roku.

Więc powtarzam, być może część osób gwizdała na Hardinga. Wskazywałby na to również jego dwukrotny gest zasuwania ust zamkiem błyskwicznym po ostatnim rzucie, skierowany do publiczności.

Ale przede wszystkim, ja tych gwizdów w ogóle nie słyszałem.

Słyszał je Małachowski.

16:11, radoslawleniarski
Link Komentarze (6) »
wtorek, 18 sierpnia 2009
Wielki bieg Zawsze Drugiego

Przed chwilą skończył się bieg na 3000 m z przeszkodami. Był super. Wygrał w nim Ezekiel Kemboi z Kenii, mistrz olimpijski z Aten. Wreszcie wygrał na mistrzostwach świata. Bo to ten Ezekiel Kemboi, który ścigał się z Saidem Saheedem Shaheenem na mistrzostwach świata w Paryżu w 2003. Był to najbardziej niesamowity bieg, jaki w życiu oglądałem. Tuz przed startem w powietrzu unosiła się ta niezwykła atmosfera, powodująca dreszcze na plecach. A potem przez osiem minut dzikiej jazdy ludzie na St. Denis po prostu szaleli. Stadion stał na równych nogach, naprawdę.

Zobacz ten wspaniały bieg

 

Shaheen uciekł z Kenii dla pieniędzy. Został wyrzutkiem, rodzina go znienawidziła, cała Kenia go znienawidziła, nie miał prawa powrotu do kraju. Zresztą, i tak by nie wrócił, bo by go tam sąsiedzi zlinczowali. Kenia wystawiła przeciw niemu w mistrzostwach najlepszego jaki został w kraju, czyli Kemboi. Ciążyła na nim olbrzymia presja, której podołał. Bo tez był wielkim bohaterem tego biegu. Biegł też brat Saheena Abraham Cherono (bo wcześniej Saheen nazywał się Stephen Cherono).

W pełnym zwrotów akcji biegu wygrał Saheen. Kemboi przegrał z nim jeszcze raz - w Helsinkach. A potem ze swoim rodakiem Kipruto w Osace. Mr Second jest dziś mistrzem świata.

20:59, radoslawleniarski
Link Komentarze (1) »
sobota, 15 sierpnia 2009
Majewski walczy. Na żywo w twitterze

Ale nie tylko Majewski dziś walczy o swoje. Też tyczkarki, choć dopiero w eliminacjach. Ja jestem pod szczególnym wrażeniem Anny Rogowskiej, która po w sumie trzyletniej bodaj ciągu niefortunnych zdarzeń, znów ma szanse na medal. Tylko, że dwa dni temu złapała drobny uraz. Lekarz reprezentacji twierdzi, że wszystko powinno być w porządku. Finał w poniedziałek.

Rogowska

Rogowska i Pyrek startują dziś w eliminacjach, a ja będę wrzucał wszystko co widzę i przemielę na twittera, który na stronie jest po prawej u dołu (wciąż nie wiem, jak go przesunąć w górę).

Majewski rozbił psychicznie konkurencję w eliminacjach, pchając kulą o prawie pół metra dalej niż najlepszy przeciwnik. W mixed zone jak zwykle zachowywał się luzacko, pytania co mówi rywalom taki dobry wynik zlekceważył. Ale chyba jednak coś mówi. Finał zaczyna się o 20.15. Na żywo też relacja z czuba.

18:20, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
Majewski najlepszy. Berlin na żywo w twitterze

Będę starał się na bieżąco wrzucać na twittera (obok, po prawej u dołu bo jeszcze nie umiem tego okienka przesunąć na sama górę, przepraszam) to, co się dzieje, tu na olimpijskim stadionie. Właśnie Majewski i Cantwell zrobili niedźwiedzia przed początkiem eliminacji pchnięcia kulą. A w pierwszej kolejce Majewski machnął 21.19, co oznacza finał (minimum to 20.30).

Majewski w Berlinie

Za nim jest dwóch Białorusinów Paweł Łyżyn i Andrej Michniewicz. Ten drugi to brązowy medalista olimpijski z Pekinu i z mistrzostw świata w Osace w 2007 roku.

Przed startem mówiło się, że najgroźniejsi dla Polaka będą Amerykanie, tymczasem w eliminacjach nie zachwycili. Najlepszy Christian Cantwell miał dopiero czwarty wynik dnia, Adam Nelson, który w tym roku pogubił formę, trochę jej odnalazł - pchnął 20.50 i był piąty. Reese Hoffa, mistrz z Osaki był zaledwie 7. bez minimum (ale i tak do finału wchodzi 12 zawodników). Daniel Taylor, który miał być szalenie mocny, dwie pierwsze próby spalił, a trzecia była za słaba - 19,39 pozwoliło mu tylko na 26. miejsce! Za to dwóch Białorusinów się wcisnęło na 2 i 3 (ten na 3. miejscu to Michniewicz, brąz w Pekinie i Osace). Hmmm, kto zainteresowany, niech przeczyta wywiad jaki rok temu zrobiłem z Szymonem Ziółkowskim o Białorusinach, którzy - tak się złożyło - wypadli z gry z powodu dopingu. On sporo mówi o tym jak to jest z metodami osiągania sukcesu na Białorusi. Notabene Ziółkowski jednym rzutem zakwalifikował się do finału - w ten sposób zrobił to po raz pierwszy na wielkiej imprezie.

No, i mam też niestety, pewną uwagę niezbyt optymistyczną, głównie dla siebie. Gdyby nie kilku kolegów z Polski, w Berlinie na mistrzostwach świata byłbym jednym najmłodszych dziennikarzy - jako 46-latek. Widzę tu weteranów 70-letnich, żwawych 60-latków i innych. W porównaniu z zawodami np. bmx w Pekinie, gdzie moje dziecko nie byłoby najmłodsze wśród dziennikarzy, to naprawdę robi różnice.

Lekkoatletyka mam wrażenie się starzeje. Ale ponieważ mistrzostwa są w Berlinie, społeczeństwie w ogromnej części konserwatywnym, więc stadion olimpijski wieczorem będzie pełen.

10:09, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 sierpnia 2009
Kubica z empatią o ludziach zostawionych na lodzie

Dla mnie i dla Nicka Heidfelda nie będzie trudne znaleźć miejsce do jazdy w przyszłym sezonie, o wiele trudniej będzie znaleźć robotę dla setek ludzi, którzy pracują dla zespołu - powiedział Robert Kubica w samym epicentrum walki Petera Saubera o przetrwanie w F1.

Abstrahując od tego, że - jako kierowca ambitny i szukający w zespole miejsca nr 1 - Kubica wcale nie musi łatwo znaleźć pracy, w tej wypowiedzi jest klasa, a ja wyczuwam w niej również dezaprobatę dla BMW.

Nie podpisując umowy z F1 i FIA, BMW ryzykuje, że zespół nie dostanie udziałów ze sprzedaży praw do transmisji - ok. 30-40 mln euro. Czasu było i jest wciąż mało, mniej niż miała Honda, ale przecież konsekwencje wycofania się z Formuły 1 powinno ponieść BMW. Jednak wcale nie wygląda na to, aby szefowie BMW poczuwali się do zobowiązań.

Mam wrażenie, że postępują dalej jak księgowi, jak państwowi urzędnicy, czyli mniej więcej tak samo bezdusznie, jak w trakcie kilku lat ścigania się w F1. Po prostu wtedy wykonywali plan - plan odniesienia sukcesu - i teraz też wykonują plan, tylko że likwidacji zakładu. Tak było w 2008 roku, kiedy plan został wykonany, a Kubica porzucony w walce o podium. I tak jest teraz, kiedy centrala powiedziała z dnia na dzień „dość”.

Jak czytam, co mówi Mario Theissen na temat fiaska rozmów z Sauberem - że znów wykonują wielką robotę, ale że wszystko toczy się za szybko - stwierdzam bez satysfakcji, że to również pasuje do tego zespołu. Theissen i menedżment zespołu po prostu zostali stworzeni do czegoś innego, na pewno nie do ścigania się w rewolucyjnych czasach dzisiejszej Formuły 1.

Mam wrażenie, że Honda - mimo, że w przeszłości z klasą Hondy w sytuacjach biznesowych-ekstremalnych było różnie - postępowała ostatnio inaczej. Sprzedała zespół za złotówkę, dała Brawnowi budżet na ten rok - aby zespół się utrzymał, a ludzie zachowali pracę.

Peter Sauber - mimo podeszłego wieku - walczy o pracowników, których sprzedał BMW w 2006. Czy będzie miał siły i energię Rossa Brawna?

Sytuację Sauber ma trudną - już przy odejściu Hondy nie było widać inwestorów chętnych do kupienia zespołu, bo nawet po decyzjach o cięciach Formuła 1 wymaga dziesiątków milionów euro rocznie na utrzymanie.

PS. Czy widział ktoś wypowiedzi wychodzące z Toyoty o tym, że Kubica nie jest dla nich wystarczająco szybki, aby go zatrudnic w przyszłym roku?

15:27, radoslawleniarski
Link Komentarze (10) »