RSS
piątek, 31 lipca 2009
Kubicy przesłanie do Massy. Fajne

Bardzo fajny filmik z Węgier. Kierowcy mają przesłanie do Felipe Massy, który poprzedniego dnia dostał sprężyną w głowę przy szybkości około 240 na godzinę. Wypowiada się też Robert Kubica, ale po włosku. Trwają prace nad tłumaczeniem :).

Wypowiada się pod koniec Kazuki Nakajima i, o ile mogłem zrozumieć, Japończyk mówi: >>zawsze to miło widzieć cię tam<<. Drobny lapsusik językowy zapewne, ale nie wiem jak oni się tam w Williamsie dogadują... 

Akcja kierowców i Sky Sport zakończyła się sukcesem.

Massa wyszedł z OIOM-u, ma własną salkę szpitalną, je, mówi, wziął prysznic - donosi jego lekarz.

13:55, radoslawleniarski
Link Komentarze (3) »
środa, 29 lipca 2009
Schumacher, zwierzę wyścigowe

Niezwykłe, co dzieje się w Formule 1 w ostatnich dniach. Powrót siedmiokrotnego mistrza świata jako konsekwencja strasznego wypadku Felipe Massy jest z tego najniezwyklejszy.

Jak sobie poradzi na ulicznym torze w Walencji 40-letni kierowca, który miał tylko sporadycznie możliwość jeździć w bolidzie Ferrari od zakończenia kariery w 2006 roku? Wiadomo, musi przejść testy medyczne i sprawnościowe, a Ferrari zafunduje mu program przygotowawczy. Ale czy taki trening wystarczym, zwłaszcza, że Schumacher zaliczył w czerwcu bolesną kraksę na motorze i wciąż boli go szyja i plecy.

Kraksa Schumachera

A z drugiej strony jaka jest alternatywa dla Ferrari? Przecież w tym sezonie tylko kierowcy startowi mogli jeździć ile wlezie. Nie sprawdzałem kilometrażu, ale pewnie Luca Badoer i Marc Gene wykonali mniej kółek przed sezonem niż Niemiec.

Michael Schumacher jest zwierzęciem wyścigowym. Gdy padła propozycja ze strony Stefano Domenicallego i Luki di Montezemolo, podejrzewam, że długo się nie zastanawiał. Widać, że wciąż żyje wyścigami, że próbuje pomóc zespołowi, z którym zdobył pięć tytułów mistrza świata i - last but not least - zarobił krocie. Widać go było w alejach serwisowych i w garażu Ferrari na wielu torach w tym sezonie.

Na swojej stronie internetowej Schumacher zaczyna od tego, że fantastycznie, że Massa czuje się coraz lepiej. Po drugie, że jest szczęśliwy ze swojego życia, że uważał Formułę 1 za rozdział zamknięty, ale że w tej nieszczęśliwej sytuacji musi pomóc zespołowi.

Massa i Schumi w Brazylii, 2007

Dla Formuły 1 w tym pechowym okresie powrót wielkiej gwiazdy - choćby na jeden, ale mówi się że na pozostałe do końca sezonu wyścigi - jest rzeczywiście jak gwiazdka z nieba.

20:15, radoslawleniarski
Link Komentarze (5) »
Hurra! BMW wypada z gry, Kubica mistrzem 2010!

Pamiętacie Brawna i Hondę? Honda sprzedała Rossowi Brawnowi zespół, który teraz walczy o mistrzostwo świata, a Jenson Button idzie na mistrza, choć ostatnio z kłopotami.

Tak bym zakrzyknął jak w tytule, gdyby nie kilka faktów.

BMW wycofuje się w lipcu, a nie w grudniu jak Honda. Prace nad nowym bolidem właśnie się w BMW zaczęły, gdy w Hondzie szły już pełna parą i były perspektywy na dobry wynik. Wreszcie w Hondzie byli zatrudnieni najlepsi fachowcy od ścigania się, niezwiązani z koncernem Hondy, a w BMW szefem jest urzędnik wyścigowy, związany z bawarskim koncernem właściwie przez całe zawodowe życie.

Tak więc, sorry. Może BMW Sauber kupi ktoś, ale na pewno nie powtórzy się przypadek Brawna.

Kubica i jego fani mogą spać spokojnie. Jako że nawet wśród zespołów, które już maja zapewnionych kierowców jest pole manewru. Ważne kontrakty na przyszły rok mają Felipe Massa, Kimi Raikkonen z Ferrari oraz Sebastian Vettel i Mark Webber z Red Bulla, ale przecież nie od dziś wiadomo, że Fin waha się, czy nie zakończyć kariery, nie tylko włoska i hiszpańska prasa pisze, że na jego miejsce już podpisany kontrakt ma Fernando Alonso.

No, i nie mogę, nie mogę się powstrzymać przed jeszcze jednym komentarzem. Ile razy już na tym blogu pisałem, że tak może się skończyć dyktat wielkich producentów. Że w pewnej chwili jedna decyzja zarządu wielkiego koncernu może spowodować katastrofę dla Formuły 1. Teraz zrobiło to BMW, zaledwie 10 miesięcy po decyzji Hondy, co zrobią Toyota, Renault?

Właśnie przed tym chciał zabezpieczyć wyścigi Max Mosley za pomocą limitu budżetu - chciał wciągnąć do F1 firmy wyścigowe, których jedynym biznesem jest ściganie się, a nie walka o wizerunek koncernu samochodowego. Ale mu się nie udało. Mam nadzieję, że F1 przetrwa i że Ferrari ze swoim wiecznym oporem przeciw Mosleyowi i jego idei nie będzie jak ten kot Macieja, który świeczkę zeżarł i po ciemku siedział.

12:06, radoslawleniarski
Link Komentarze (16) »
środa, 22 lipca 2009
Dziki wyścig Tour de France

Co za zwroty akcji w Tour de France!

A już zmiany nastrojów w grupie Astana powodują istne zawroty głowy.

Bracia Schleck na mecie

Tu na mecie bracia Schleck i obok nich Contador

Dotąd podobno Alberto Contador nie rozmawiał z nikim z drużyny oprócz Gallopina, siedzi w autobusie w 18. rzędzie, a Lance Armstrong jak zwykle obok kierowcy...

Dziś jednak Armstrong robił dzikie sztuki, aby Contador zdobył jak największą przewagę nad Bradem Wigginsem przed czasówką, i mu się to świetnie udało.

Z kolei Contador najpierw atakiem oderwał od grupy swojego kolegę z zespołu Andreasa Kloedena, a następnie przez resztę podjazdu wyglądał Niemca i tylko czekał, aby mu pomóc dołączyć. Tyle, że załamanie Kloedena było zbyt głębokie. W wywiadzie dla „Eurosportu” Contador mówił, że chciał, aby Kloeden wygrał etap! Po co w takim razie atakował na ostatnim podjeździe? Gdyby grupkę prowadzili w równym tempie bracia Schleckowie, może Kloeden dojechałby z nimi do szczytu, a potem i do mety.

Piękny etap, który powiedział i o tym, że Armstrong należy do najlepszych. Tu, na blogu niewychowany tacxs napisał, że TdF to nie wyścig dla oldboyów. Z jego kwadratowych słów wynikało, że nikt nie powinien być doceniany tylko ze względu na wiek. I to prawda, nikt nie twierdzi inaczej. Armstrong zasługuje na szacunek nie tylko ze względu na wiek i na udany powrót do kolarstwa. Przede wszystkim ze względu na fantastyczną formę MIMO obiektywnych przeciwności, czyli 37 lat, czteroletniej przerwy od TdF i złamanego obojczyka w marcu. W górach Amerykanin ustępuje tylko Contadorowi i braciom Schleck, zaś w czwartkowej czasówce prawdopodobnie z czołówki tylko Contadorowi i Wigginsowi. A i to co napisałem wcale nie jest takie pewne, bo w takim wyścigu jak Tour de France samopoczucie i forma może się wahać - tyczy się to nie tylko Armstronga, ale też Contadora, który nie raz przeżywał gwałtowne załamania formy, braci Schlecków czy Wigginsa...

Osobiście liczę na to, że w Annecy Armstrong da się pokonać tylko Cancellarze. Mam nadzieję, że odzyska tam miejsce na podium, które dziś stracił na rzecz Schlecków.

Ale też wiem, ile go będzie kosztować Mont Ventoux, gdzie bracia Schleckowie będą szarżować jak wściekli. Sami powiedzieli wczoraj, co nieco histerycznie (ale być może z czarnym humorem): - Będziemy atakować, nawet gdyby miało to nas kosztować życie!

18:10, radoslawleniarski
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 20 lipca 2009
Odpieprzcie się od Armstronga

Podczas Tour de France moje ucho stało się bardzo wyczulone na shadenfreude. Nie trzeba do tego ultrasonografu, aby zauważyć tę zawistną radość wszechobecną między wierszami, między słowami niby to obiektywnymi, w związku z tym, że Lance Armstrong wreszcie i ostatecznie uległ Alberto Contadorowi.

Armstrong (z prawej) i Contador w TdF 2009

Dodatkowo wyczuwam, że niemal każde wydarzenie związane z 37-letnim Amerykaninem - siedmiokrotnym zwycięzcą, wracającym do Wielkiej Pętli po czterech latach, na dodatek nie w pełni sił po złamaniu obojczyka w marcu - jest interpretowane jako jego grzech, jego błąd, jego arogancja.

Słyszę i czytam, że Armstrong blokował rywalizację w zespole, że Contador jest ofiarą spisku kumpli Amerykanina, bo w zespole panuje swoisty apartheid, że w niedzielę wreszcie nastąpił koniec Armstronga, że Armstrong wiezie się, że gdyby nie drużyna, nie istniałby w peletonie, że gdyby nie pomoc Andreasa Kloedena, przyjechałby do Verbier pięć minut za Contadorem.

To jest coś więcej niż tylko realizacja znanego w sporcie hasła „bij mistrza”. To ortodoksyjne wypełnienie hasła „Bij mistrza po kostkach, nerkach i gdzie popadnie!”

Oto, co myślę o tych powszechnych oskarżeniach.

Gdyby nie kraksa i kontuzja Levi Leipheimera, Astana miałaby w najlepszej piątce Tour de France czterech zawodników. Ma trzech. Osiągnęli te pozycje dzięki prologowi i jeździe drużynowej na czas, zaś Armstrong dodatkowo genialną intuicją na etapie do Le Grande Motte, w którym Contador i wielu innych się zgapiło. Ale przy pierwszej okazji, czyli na Arcalis, Contador zaatakował i wyprzedził Armstronga. Gdy zbliżyła się następna okazja, w Verbier, znów zaatakował. Zrobił to dokładnie tam, gdzie planował. Nikt tu niczego nie blokował.

W telewizji sugerowano, że w niedzielę Armstrong pociągnął za sobą rywali Contadora, co jest nie fair w stosunku do Hiszpana.

Mówienie o tym podczas ciężkiego etapu w górach już jest sporym nadużyciem.

Ale ważniejsze jest to, że Kloeden, czyli ten, który niby został skazany przez zespół do ciągnięcia Amerykanina, i sam Armstrong nie są na 20. miejscu klasyfikacji generalnej. Są na czele wyścigu. Niemiec i Amerykanin walczą o swoje i o to, co najlepsze dla zespołu - dzięki temu w Paryżu prawdopodobnie będą w najlepszej piątce. Zaś pozycja Contadora jest niezagrożona - w tym roku jeździ świetnie na czas (czasówka już w czwartek), o jeździe w górach nie wspominając (w sobotę jest góra Ventoux).

Gdyby faktycznie etap do Verbier był końcem Armstronga, strata dla wyścigu byłaby niepowetowana - wbrew temu, co piszą francuskie media. Gdyż to właśnie jego postać i jego zmaganie z 10-15 lat młodszymi kolarzami nadaje wyścigowi wielki wymiar, wychodzący poza sport. Szczególnie to ważne po aferach dopingowych, po zmianach zwycięzców przy zielonym stoliku, czyli wydarzeniach, które zszargały wizerunek wspaniałego wyścigu.

Na szczęście meta w Verbier nie będzie końcem Amerykanina, zwłaszcza, że przed nim czasówka, w której zajmie zapewne miejsce w najszybszej piątce, oraz góra Ventoux, gdzie prawdopodobnie zmierzy się z czymś o wiele trudniejszym niż wjazd do Verbier.

Faktycznie, Armstrong ma kumpli w swoim zespole (i w innych), bo tytuł mistrza świata zawodowców zdobył wtedy, gdy Contador zaliczał pierwsze klasy podstawówki. Z częścią z nich zna się od wielu lat (Kloeden, Popowycz, Leipheimer a również np. Hincapie w Columbii). Przez ten czas zdobył sobie szacunek w peletonie, kwestionowany głównie przez dziennikarzy.

Contador w zespole rozmawia właściwie tylko z szefem technicznym - Alainem Gallopinem. Ale ofiarą to on na pewno nie jest, choć hiszpańska prasa - bodaj najbardziej rozhisteryzowana w Europie - twierdzi inaczej. Jest w tej chwili liderem Tour de France. I jak dotąd w każdym etapie jechał tylko i wyłącznie na własny rachunek.

W sumie więc chętnie strawestuję powiedzenie klasyka i skieruję je do krytyków Amerykanina - odpieprzecie się od Armstronga.

15:17, radoslawleniarski
Link Komentarze (18) »
wtorek, 14 lipca 2009
List od kibica z Orlando

Nazywam się John Kowalski i jestem kibicem Orlando Magic. Sezon co prawda zaczyna się jesienią, ale ja już przygotowuję sobie transparent na pierwszy domowy mecz. Transparent na pewno pokażą w ABC i ESPN, bo zawsze lubią takie wstawki w transmisję.

Namalowałem na nim napis:

Kick out Gortat

Nie mam wyjścia, choć do tej pory ceniłem go za to jak haruje na treningach, jak daje wycisk Howardowi, jak wzmacnia tym samym drużynę.

Ale gdzie na świecie jest koszykarz, który po zdobyciu tytułu wicemistrza NBA, w klubie, który nauczył go jak grać w kosza, kala własne gniazdo, poniża kibiców i klub?

To nieprofesjonalne.

Co klub zrobił złego, aby tak się zachowywać w stosunku do niego? Że chciał zatrzymać dobrego gracza, zgodnie z przepisami. Były sprytne manewry, były tu i ówdzie półgębkiem wypowiedziane słowa, że nie stać nas na wyrównanie oferty Dallas, ale to chyba nie grzech.

I za to wszystko upokarzające mnie, kibica Orlando słowa o załamaniu, rozczarowaniu. A wcześniej o tym, że ma nadzieję, że zmieni klub, jak jeszcze nie upłynął deadline?

Jak sobie teraz Polish Hammer przez kilka miesięcy - być może do zimowej wymiany - poradzi ze mną i z masą takich wnerwionych gości jak ja?

11:53, radoslawleniarski
Link Komentarze (35) »
piątek, 10 lipca 2009
Wielki dzień w TdF: „Contador bierze koszul”

„100 procent! Contador bierze koszul!” - usłyszałem od jednego z kolarzy, gdy zapytałem co się będzie dziać w Wielkiej Pętli. Koszul, czyli żółtą koszulkę lidera. Czyżby Armstrong sie nie liczył?

Dziś wielki dzień w Tour de France, bo pierwsza porządna góra przed kolarzami - Andora Arcalis, ale też w Formule 1. W pierwszym treningu przed Grand Prix Niemiec Kubica był 14. a cuda wyprawiał Mark Webber w swoim znakomitym Red Bullu. Mieszne jednak uczucia w Red Bullu jako że Sebastian Vettel musiał przerwać trening po awarii.

Button próbował na miękkich oponach kręcić najlepsze czasy i mu się udało. Wygląda na to, że opcjonalne gumy są lepsze w chłodniejszych warunkach.

Przechodzę płynnie na twittera. Zapraszam na twitter.com/leniarski

14:10, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lipca 2009
Jak rozwiązać zagadkę z GW

Napisałem artykuł na drugą stronę GW, bo twitterowanie w Tour de France to naprawdę ciekawe zjawisko. Można zajrzeć na twitter.com/lanceamstrong, twitter.com/levileipheimer, albo twitter.com/ghincapie, aby zobaczyć jak kolarze się twitterem bawią, promują się, wspierają jakieś swoje cele.

Ale też namówiony przez kolegów dałem w GW wymyśloną zagadkę dla czytelników. Takiego wpisu na twitterach kolarzy nie ma, ale mógłby być. Co to znaczy?

Ciekawy jestem ile osób czyta drugą stronę GW, moją ulubioną. To też będzie jakiś test…

 

00:30, radoslawleniarski
Link Komentarze (10) »
piątek, 03 lipca 2009
Kubica nie będzie ukarany

W Egipcie, w Dahab gdzie wyjechałem na dwa tygodnie, nie wiedzą co to Formuła 1, więc mimo najszczerszych chęci nie udało mi się obejrzeć wyścigu w Silverstone. Dowiedziałem się z internetu i o niedobrym wyścigu i o pechu z silnikami, prześladującym Kubicę przez cały weekend.

Kubica w Monako

Kubica w Monako - silnik nie wytrzymał na popołudniowym treningu

Po powrocie zrobiłem sobie dokładną prasówkę i w „Przeglądzie Sportowym” przeczytałem o tym, że „Kubica nie uniknie kary” za nadprogramowe użycie silnika (silników) - bo „w zastraszającym tempie ubywa mu” jednostek napędowych. W tym roku kierowca może ich użyć zaledwie ośmiu w całym sezonie. A Kubicy podobno zostały tylko dwa, choć do końca sezonu zostało jeszcze dziewięć wyścigów.

Jest więc trzęsienie ziemi, ale dalej napięcie będzie jednak maleć.

Człowiek z centrali BMW Sauber napisał mi maila, że Kubica ma jednak cztery silniki do wykorzystania w wyścigach - dwie nówki-sztuki, i dwa motory z Silverstone, których awarie, według słów Niemca „niegroźne”, szybko usunięto. Jedna z tych „zawariowanych” w Wielkiej Brytanii jednostek była pachnąca nowością i w pewnym sensie wciąż taką pozostaje. Nie wiem tylko, ile przebiegu miał pierwszy silnik użyty w porannym treningu w Silverstone.

Pozostałe jednostki z wcześniejszych wyścigów zostaną wykorzystane do treningów - napisał Niemiec z BMW Sauber.

Tak więc nie jest tak źle - są kierowcy, którzy użyli już pięć silników (ale nie wiadomo jaką strategią wyboru przy tym kierują ich inżynierowie).

PS. Nie mogę się powstrzymać, nie mogę, nie mogę. Dostałem mailem z centrali Dona Kinga piękne zdjęcie. Don będzie oddawał cześć Michaelowi Jacksonowi przed walką Tomka Adamka z tym, no, jak mu tam, ... Gunnem 11 lipca. Więc wysłał zdjęcie, aby pokazać swoją wielką zażyłość ze zmarłym królem popu.

Na tym zdjęciu obaj są królami popu, czyż nie?

King i król popu

 

17:23, radoslawleniarski
Link Komentarze (3) »