RSS
poniedziałek, 15 czerwca 2009
Kubicy szansa na historię

Ponieważ padał deszcz w Silverstone i to niezły, więc zamierzam napisać artykuł do „Gazety” o deszczu w Formule 1. Najbardziej zależy mi na pokazaniu wielkich mistrzów. Czytałem właśnie, że Hamilton w sobotę jeździł w ramach jakiejś pi-arowskiej imprezy po torze w ulewie (mercedesem slr, chyba nie stirling moss przy takim deszczu, patrz niżej)

Mercedes SLR Stirling Moss

I oczywiście przeraził pasażera, bo w pewnym momencie jadąc 250 km/godz stwierdził, że nic nie widać. - A ty coś widzisz? - zapytał jakiegoś bankowego bonzo, albo dziennikarza, który tym bardziej nic nie widział.

Jak znam życie, Hamilton mógł nawet nie włączyć wycieraczek, bo przecież w jego McLarenie takiego urządzenie nie ma.

A akurat Hamilton najbardziej zaimponował mi rok temu w Silverstone, kiedy pojechał w ulewie po prostu obezwładniająco. Na mecie miał ponad 68 s przewagi nad drugim Nickiem Heidfeldem, gdzie kółko w tamtych warunkach robiło się w 95 sekund.

Manewr na pierwszej prostej do pierwszego zakrętu był czymś wyjątkowym. Potem - co widać na filmie z formula1.com - wyprzedził Fernando Alonso, szukając przyczepności na mokrym torze po zewnętrznej.

I na wspomnianej imprezie PR też to zrobił - gdy pasażerem był Damon Hill, mistrz z 1996, zwycięzca w Silverstone z 1994. - Gdzie ty tam jedziesz? - pytał zdaje się lekko spanikowany Hill. - Jak to gdzie? Tam gdzie jest trzymanie - powiedział mistrz świata.

Można nie mieć najlepszego samochodu, ale w tym roku też widać klasę Hamiltona, a kto wie, czy nawet nie bardziej niż wtedy, gdy dysponował najlepszym autem w stawce.

Rok temu, kiedy Nick Heidfeld tak bardzo nie mógł dać sobie rady z samochodem przez cały sezon, wykonał w Silverstone dwa wspaniałe manewry - pierwszy, gdy wyprzedził za jednym zamachem Timo Glocka i Fernando Alonso, drugi - kiedy w niemal identyczny sposób pokonał na jednym zakręcie Heikki Kovalainena i Kimi Raikkonena. Hiperinteligentne wyprzedzania Heidfelda są niemal w każdym zestawieniu takich manewrów w internecie (poniżej chyba numer 5. i 3. w 2008 roku).

Więc może w tym tygodniu Kubica - mimo, że samochód nie jest najlepszy (a właściwie jest najgorszy) - wniesie coś do historii F1. Tor Silverstone daje szansę po raz ostatni.

Macie jakiś pomysł na najlepsze wyprzedzanie, albo najlepszą jazdę w deszczu? Mój typ na to drugie to Senna w debiucie w Monako w 1984 roku, tyle, że niewiele z tego widać na wideo w internecie.

PS. Aha, juz wiem, Lewis Hamilton był na Silverstone z dziennikarzami w środę. To rodzaj odkupienia za starty moralne, jakie mieli opisując aferę w Australii z udziałem Hamiltona i McLarena. Jeździli tylko dziennikarze i jeździli mercedesem slr. Pierwszy był mój ulubiony bloger James Allen.

15:54, radoslawleniarski
Link Komentarze (8) »
piątek, 12 czerwca 2009
Zadymy w Formule 1 ciąg dalszy

Jest lista zaakceptowanych zgłoszeń do sezonu 2010. Dziwaczna trochę, jeśli można tak powiedzieć.

Przez kilkadziesiąt lat Wielka Brytania panowała nad imperium, w którym słońce nie zachodziło. Dokonała tego dzięki starej rzymskiej zasadzie: Dziel i rządź.

lista FIA na 2010

Max Mosley jest nieodrodnym dzieckiem imperium brytyjskiego. Ostatnie jego posunięcie było idealnym przykładem użycia tej zasady. Na czele listy zaakceptowanych zgłoszeń jest Ferrari, jako zespół nie stawiający warunków. No, przecież to oczywiste, że jako główny przedstawiciel opozycji zmian, jakie chce wprowadzić FIA, Włosi sami się tak nie zgłosili.

Pisałem tekst do naszego portalu o godz. 12. i takie zdanie zawarłem „prawdopodobnie Ferrari ostro zareaguje”, kiedy o 13. pokazało się stanowisko włoskiej stajni na ich stronie internetowej, gdzie oczywiście ostro zaprotestowali. I napisali, że jak tak będzie dalej, to nie wystartują.

FIA namawia za to McLarena, BMW Sauber, Toyotę, Renaulta i na dokładkę Brawna, żeby wycofały swoje warunki. Mosley chce rozłupać monolit FOTA, jak odłupał już z niego Williamsa i Force India. Chce odizolować wielkich producentów, więc następni do testu to związani z Mercedesem McLaren i - dużo cieńszymi nitkami, więc pewnie pójdzie na pierwszy ogień - Brawn.

Divide et impera.

Mosley uważa, że Ferrari i inne zespoły, które w 2005 roku podpisały z nim i z właścicielem praw komercyjnych ośmioletnią bodaj umowę, nie mają prawa się wycofać. I tego będzie się trzymać. Teraz Ferrari będzie musiało oddać sprawę do sądu. Zadyma zamiast się zmniejszać, zwiększa się. I presja się zwiększa.

Ja się zgadzam z ideą, jaka przyświeca temu wyniosłemu arystokracie Mosleyowi - o zredukowaniu pozycji wielkich producentów do roli dostawców, a nie dyktatorów (no bo czekałoby F1 to, co stało się udziałem WRC) - ale jego metody są nieakceptowalne. Nic dziwnego, że Ferrari się narowi.

Ciekawe są nowe zespoły na liście - nie ma faworyzowanych wcześniej przez media Lola, Prodrive, LiteSpeed, za to jest znany Kubicy i Hamiltonowi Manor Motorsport z F3 (teraz Manor GP), bo Polak startował w barwach zespołu w Makao w 2004, zdobył pole position i był drugi w wyścigu za Aleksandrem Prematem(rok później zwycięstwo odebrał mu tam Lucas di Grassi jadący dla Manora). Manor jest zaskoczeniem lekkim, no, ale Nick Wirth, szef zespołu kiedyś współpracował z Maxem Mosleyem w Simteku (lata 90.)

Kubica w Makao

Na zdjęciu Kubica w Manorze-Mercedesie w Makao w 2004 roku - zdobył pole position jak sam mówił, bo miał szczęście - pół samochodu na torze nie było

Oraz USF1, no bo wiadomo, jak Ameryka jest ważna, oraz Campos GP, jako doświadczony zespół w GP2.

14:00, radoslawleniarski
Link Komentarze (3) »
czwartek, 11 czerwca 2009
Szmyd jest wielki na Ventoux, i niespodzianka na koniec

O Szmydzie niżej, i jeszcze na końcu słowo odpowiedzi na notki po poprzednim wpisie.

Dwie rzeczy mnie zbulwersowały tego dnia i muszę się z wami podzielić. Najpierw o Wawrzyniaku.

Dlaczego traktujemy głupotę Warzyniaka inaczej niż głupotę innych, którzy zostali przyłapani na stosowaniu podejrzanych środków.

Okazało się, że Wawrzyniak nie incydentalnie pochłonął środek na odchudzanie, z pochodną zabronionego środka chemicznego (czyli również zabronionym).

Powiem wam, co byśmy wszyscy stwierdzili, gdyby na tym samym przyłapano na przykład kajakarza. Że jest dopingowiczem, sterydziarzem, nie wierzylibyśmy w żadne jego słowo wyjaśnienia. Wziął środek na odchudzanie? Pewnie wypłukiwał doping, oszust.

A tutaj: no jasne, Grecy chcą się go pozbyć, więc mu podkładają świnię. Wrobili go, niewinneą ofiarę losu, ot co.

Mało tego, Wawrzyniak mówi: „Legia wyciągnęła do mnie rękę. Powiedziała, że choćby nie wiem co, pomogą mi”.

Dlaczego pomogą nieuczciwemu sportowcowi? Czy chodzi o pieniądze? Legia spyli Wawrzyniaka jak towar wybrakowany, drugiej świeżości za pół ceny w styczniu.

To mnie wnerwia tak samo, jak klepanie o dopingu zagranicznych gwiazd przez komentatorów w TV, i jednoczesna strachliwa ostrożność w stosunku do naszych byłych gwiazd, niemal w tym samym zdaniu. Sam słyszałem jak znany komentator mówił na antenie bez żenady o biegaczce, która zakończyła karierę i nigdy jej nie złapano, że miała zarost na twarzy tak gęsty, że powinna się golić tuż przed startem, a jeśli chodzi o wypryski na plecach, to wiadomo, musiała spędzić długie godziny u kosmetyczki przed ważną imprezą.

Czy powiedziałby tak o jakiejś Polce, o jakiejś polskiej gwieździe w ten sam insynuacyjny sposób?

Drugi temat jest optymistyczny.

Szmyd na Ventoux

Szmyd wygrał na Mount Ventoux w etapie wyścigu Dauphine Libere. Uciekał z Alejandro Valverde. Nie wiem, czy się jakoś umówili, że Polak wyciągnie pod górę Hiszpana, a ten w rewanżu mu da wygrać, czy jakoś inaczej, dość, że po jakiejś niewytłumaczalnej awarii przerzutki (l'Equipe donosi, że Szmyd musiał/chciał wymiotować z wysiłku), Szmyd wyskoczył Valverde na ostatniej agrafce jak strzała i wygrał. Ten zakręt ma jakieś 15-20 procent nachylenia.

Zdarzyło się tak, że w ostatni piątek wróciłem z tej góry. Wjechałem na nią rowerem razem z kumplami z „Gazety”. Miałem czas 2 godz. 3 min.

Jechałem i kląłem, jechałem i cierpiałem.

Widziałem jak chłopaki w Dauphine Libere cierpią, byłem z nimi duchem. Góra jest straszna - ma 1617 m przewyższenia. Jedzie się z Bedoin prawie 22 km non stop pod górę, ani sekundy wytchnienia, cały czas na miękkich przełożeniach. Właściwie na najbardziej miękkich. Najgorszy jest las, czyli pierwsze 15 km, bo tam są strome, długie proste. To tam Szmyd uciekł z Valverde.

Rekord z Bedoin na szczyt to 55 minut - Ivan Basso tego dokonał kilka lat temu.

Są góry we Francji trudniejsze (Pic du Midi w Pirenejach - przewyższenie 1926 m, Parpaillon 1770, czy nierozpoznany przeze mnie wjazd na Glacier de Mont de Lans - 2458 m), ale nie ma bardziej legendarnej. Ventoux jest od lat związana z Tour de France i z wyścigiem w Delfinacie.

Jak ktoś wygra na górze Ventoux - jak Szmyd - znaczy, że jest gość i zdobywa szacunek peletonu.

Chwała Szmydowi!

Ktoś z was napisał, że dzięki Formule 1 kilka rozwiązań znalazło się w produkcji masowej. Żadne ABS, ASR i inne nie zaczęły się w F1. F1 wszystko udoskonala, miniaturyzuje, doprowadza do perfekcji, ale nie wymyśla. Na to trzeba wikszych pieniędzy, większych ośrodków badawczych, takich jakimi dysponują producenci.

A dla ciekawskich coś fajnego. Pamiętacie film „Le Mans” z młodym Steve'm McQueenem. A wiecie, że grał tam z Lewisem Hamiltonem?

 

18:32, radoslawleniarski
Link Komentarze (8) »
wtorek, 09 czerwca 2009
Oj, będzie nowa Formuła A

Bardzo ciekawy wywiad z Frankiem Williamsem przeczytałem na blogu Jamesa Allena.

Williams, który należy do związanych z FIA w tym beznadziejnie wyglądającym sporze mówi, że możliwe jest stworzenie nowej serii, ale on oczywiście zostanie przy serii FIA, która zapewne będzie Formuła 1.

Frank Williams

Weteran mówi, że kluczowe są dwie rzeczy.

Pierwsza to problem dostawcy silników dla nowej/starej serii FIA. Silniki są w tej chwili niezawodne, starczają na bardzo długo (trzy cztery razy dłużej niż Cosworth 30 lat temu - mówi Frank), i jeśli firmy producenckie - Toyota, Mercedes, Ferrari, Renault, BMW - odetną dostawy dla zespołów FIA, to będzie ciężko. No, bo zapewne dostawca silników dla Formuły 1 będzie zapewne Cosworth.

Co ciekawe Williams związany z FIA jest napędzany silnikiem Toyoty, która jest wierna FOTA.

Po drugie kluczowe jest stanowisko Ferrari - języczka u wagi. Williams twierdzi, że nikt w FOTA nie będzie umierał dla Ferrari, które przecież ma całkiem osobną, o wiele bardziej korzystna umowę z właścicielem praw komercyjnych.

Williams zasugerował, że Max Mosley będzie starał się przekonać innych, że to nie jest warte. Uważa, że intencje szefa FIA są dobre, że chce ocalenia mniejszych zespołów, które już nie potrafią udźwignąć budżetów windowanych przez zespoły producenckie.

Max Mosley w Monako

Ciekawe, ale trochę dziwne. Mosley i kompromis?

Niezwykłe są budżety Williamsa, który mówi, że w tym roku wydadzą 90-100 mln funtów, a przed 1997 rokiem (czyli w erze przedproducenckiej) wydawali nigdy więcej niż 40 mln funtów, czyli tyle, ile wynosiłby nowy limit budżetowy.

Mam nadzieję, że się mylę (bo wolałbym, aby było nadal po staremu plus nowi na starcie), ale zrobienie takiej nowej serii może się udać, choć będzie cholernie trudne - z przyczyn prawnych, własnościowych, organizacyjnych, finansowych. Oczywiście, jeśli dojdzie do rozłamu, telewizje wybiorą FOTA z Ferrari, Alonso, Hamiltonem, znajdą się tory, które przyjmą nową serię i to pewnie za mniejsze pieniądze.

Pytanie tylko, czy producenci będą tacy bojowi, jak walną w nich akcjonariusze za lecącą na łeb na szyję sprzedaż, a dwie serie rozgrywane jednocześnie nie będą przynosić spodziewanych efektów marketingowych.

Bartek Raj twierdzi, że to wszystko może być gra nacisków, ustawianie przeciwnika w negocjacjach, ale na mój nos rywale okopali się za głęboko. W dodatku jeden z nich nie przejawia zwykłej ludzkiej cechy - dążenia do kompromisu. Naprawdę nie wiem, czy nie grają w tym dramacie jakiejś roli wzorce psychologiczne Maxa Mosleya.

Wiecie o co mi chodzi?

15:07, radoslawleniarski
Link Komentarze (18) »
niedziela, 07 czerwca 2009
Dołączcie na wyścig twitter.com/leniarski

Dołączcie na wyścig twitter.com/leniarski

13:47, radoslawleniarski
Link Komentarze (1) »
sobota, 06 czerwca 2009
Hula dyfuzor Kubicy

Kiedy po Grand Prix Monako powszechnie lamentowano, że to koniec sezonu, że teraz to już cały czas Kubica będzie jeździł tak źle jak w Monte Carlo, że nic ciekawego już nas nie czeka, miałem wrażenie, że coś przeoczono.

A konkretnie przeoczono szalenie ważną w tym sezonie sprawę opon. W poniedziałek, dzień po wyścigu w Monako napisałem w „Gazecie", że samochód Kubicy być może nie był tak zły jak na to wyglądało na pierwszy rzut oka, i że katastrofę sprowadziło niemożność dostosowania ustawienia do opon na ulicznym, wyjątkowym torze, na którym akurat w tym sezonie jest to kluczowe.

Pisałem, że zmiana toru na normalny (dla opon), oraz dołączenie nowych elementów spowoduje wielką poprawę. Ona już była, ale została przykryta w Monako tymi nieszczęsnymi oponami.

Trzecie miejsce w piątkowym treningu, dobra forma w sobotnim treningu spowodowała, że BMW Sauber stał się nawet sam pewien, że nie skończy się na pierwszej serii w kwalifikacjach. I mimo, że tendencja jest teraz taka, że niemal wszyscy kierowcy od samego początku stosują na wszelki wypadek najszybsze opcje (miękkie opon od pierwszej serii, startowa ilość paliwa, itp.), akurat BMW Sauber jeździł głównie na twardych oponach. One są lepsze w dłuższych przejazdach, ale miękkie gumy na jednym, dwóch kółkach są szybsze.

Jeszcze nie mam danych o wadze samochodów, ale dałbym sobie coś uciąć, że Kubica pojedzie krótszy pierwszy odcinek na miękkich gumach z niezbyt dużą masa paliwa i dwa długie na twardych. Jedyna wątpliwość to taka, że przy takiej opcji powinien pojechać odrobinę szybciej i znaleźć się koło szóstego miejsca, a nie 10.

Ale z drugiej strony niby kogo tam miał wyprzedzić?

Oba brawny z nowym przednim skrzydłem i oba red bulle z nową podłogą napędzającą powietrza do nowego, podwójnego dyfuzora, będą raczej poza zasięgiem. Są to świetne konstrukcje, ciągle ulepszane, którym na dodatek sprzyja tor. Podobnie sprzyja toyocie (nie mam pojęcia, co musiał zrobić Glock, że nie wszedł do trzeciej serii?!). Ferrari - jak BMW Sauber - zrobiło dyfuzor i aero na doczepkę do nieudanego bolidu, tyle że miesiąc wcześniej niż Niemcy i miało szanse już wcześniej nad nimi popracować. BMW Sauber próbuje w ciemno - to pierwszy wyścig z podwójnym dyfuzorem, wcześniej pierwsze treningi. Inni mają to już za sobą, mają co analizować i mają dane, aby się poprawiać.

Aha, jeszcze jedno - Kubica miał najlepszy czas w pierwszym sektorze, najbardziej krętym, z kilkoma dość szybkimi zakrętami, więc widać, że ten dyfuzor dobrze pracuje - jest docisk.

Może nie będzie ścigania się o podium, ale o punkty na pewno (chociaż kto wie, w końcu różnice między najlepszymi w drugiej sesji to zaledwie.

Aha, założyłem sobie konto na twitterze i zapraszam wszystkich na dołączenie do mnie w czasie wyścigu na twitter.com/leniarski

PS. Są już od jakiegoś czasu wagi samochodów i właściwie już można coś mi uciąć. Wygląda na to że jedynie Fernando Alonso jedzie tak, jak myślałem, że pojedzie Kubica (zresztą często próbuje szczęścia w ten sposób). Pozostali chyba pojadą na dłuższy pierwszy stint, więc zapewne ruszą na twardych, skończą na miękkich.

17:14, radoslawleniarski
Link Komentarze (2) »