RSS
niedziela, 31 maja 2009
Bojkot F1 nadal grozi, ani na jotę mniej

Jestem mocno zaskoczony jak polskie media - ale nie tylko polskie - komentują fakt, że dziewięć zespołów ze Stowarzyszenia Zespołów F1 (FOTA) zgłosiło się do przyszłorocznych wyścigów, i że w związku z tym jest spokój, zawarto kompromis, wszystko wraca do normy.

Napisałem o tym w sobotniej „Gazecie”, że jest wręcz przeciwnie. Zgłoszenie jest warunkowe. Jak potwierdził szef zespołu Ferrari Stefano Domenicalli, jeśli warunki FOTA nie zostaną uwzględnione przez FIA, zgłoszenie dziewięciu zespołów przestanie być ważne.

Prawdopodobnie w samej FOTA są tarcia, o czym możemy tylko spekulować, ale na podstawie faktów i rozbieżnych interesów członków FOTA. Być może taką drogę - warunkowego zgłoszenie - wymusiły na wielkich rekinach mniejsze rybki, czyli przede wszystkim Brawn GP, może Force India i McLaren, który choć nie jest mniejszą rybką, chce pełnić rolę pośrednika i studzi głowy.

Rzecz jest skomplikowana, bo w warunkach FOTA przekazanych FIA jest o konieczności podpisaniu nowej Umowy (Concorde Agreement) do 12 czerwca, ze zobowiązaniami i prawami zespołów, właściciela praw rynkowych i FIA. Jest też o tym, żeby FOTA była bardziej niezależna, oraz o tym, że żąda innej drogi oszczędności niż chce FIA. W sumie FOTA chodzi o oszczędności zadaniowe, czyli w konkretnych sferach (choć podobno członkowie FOTA umówili się, że w 2010 i 2011 roku nie przekroczą kwot z 2009), a nie ogólne, czyli za pomocą limitu budżetu jak chce FIA.

Na przykład Domenicalli w wywiadzie dla Autosport.com powiedział, że FOTA jest gotowa wesprzeć nowe zespoły silnikami i skrzyniami biegów w za 6,5 mln euro za sezon.

To jest walka o to, kto będzie rządził Formułą 1.

FOTA mówi o tym, że jej zespoły muszą się zastosować do tej drogi oszczędności. Ale czy to znaczy, że nowe: Campos, Prodrive, Lola, USF1, Litespeed, March plus wykluczony Williams mogą się nie zastosować i mogą jeździć stosując przepisy limitu budżetowego? To byłaby wtedy Formuła 1 dwóch prędkości, czyli coś przeciwko czemu chcą walczyć: Ferrari, Toyota, Renault, red Bull (z młodszym bratem Toro Rosso), BMW Sauber, McLaren i inni.

Nie ma wypowiedzi FIA i Maksa Mosleya. Jestem piekielnie ciekaw co powie.

Do ogłoszenia listy startowej na 2010 rok zostało 12 dni.

15:24, radoslawleniarski
Link Komentarze (2) »
piątek, 29 maja 2009
Odnowiony bolid Kubicy z cud dyfuzorem

Jak doniosło źródło z BMW Sauber, które nie wiadomo dlaczego chce pozostać tajnym źródłem, budowa podwójnego dyfuzora, który ma pomóc Robertowi Kubicy i Nickowi Heidfeldowi już/dopiero* w Turcji wymagała przebudowy przedniego skrzydła, pionowych płetw przy płycie podłogi za przednimi kołami, tylnej części pokrywy silnika oraz dekli kół.

Szef techniczny BMW Sauber Willi Rampf dodał w oficjalnej zapowiedzi Grand Prix Turcji, że zmienione zostały szczegóły boku kadłuba między przednimi a tylnymi kołami, ale chodzi mu zapewne właśnie o płetwy (turning vanes).

Wszystkie nieco spóźnione wysiłki, aby zwiększyć docisk bolidu, aby napędzić podwójny dyfuzor, bo słaba przyczepność BMW Sauber to największe niedomaganie, oraz żeby dostosować przepływ powietrza wokół samochodu do użycia nowego dyfuzora.

Ponieważ designerski, świetny tor Hermanna Tilkego w Stambule ma kilka szybkich łuków i zakrętów (a zwłaszcza osławiony już, mimo krótkiej historii, nr 8), nowy dyfuzor się bardzo, bardzo przyda.

Niestety, ani Rampf ani ten drugi, choć podwójnie indagowany, nie powiedzieli, czy podwójny dyfuzor został przetestowany na prostych toru, co jest dozwolone w trakcie sezonu, w odróżnieniu od pełnych testów. Ale nie wyobrażam sobie, aby nie skorzystano z tego. Pewnie nie jedną godzinę spędzili aerodynamicy BMW Sauber na torze w Miramas, zwłaszcza, że na południu Francji jest całkiem, całkiem. 

Tor BMW w Miramas

*niepotrzebne skreślić w zgodzie ze stanem własnych emocji w tej sprawie

14:32, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 maja 2009
Wyrzucili Williamsa, potentaci

Po kilku spokojnych dniach spędzonych na południu Francji, łapie się pewien dystans do spraw bieżących, a głównie do przyczyn dotkliwych porażek Roberta Kubicy. Myślę, że przez tydzień będę śmiertelnie milczał na ten temat.

Tak więc, gdy tylko okazało się, że zespoły wyrzuciły ze swojej organizacji Williamsa za karę za zgłoszenie się do nowego sezonu (termin upływa w piątek, 29.05), pomyślałem, jakie to łatwe: Ferrari i inne tuzy wyrzuciły ze swojej organizacji takiego malutkiego, dla którego Formuła 1 jest jedynym polem działania.

W dodatku, zrobiła to między innymi Toyota, która i tak zapewne się nie zgłosi do nowego sezonu bynajmniej nie ze względu na niechęć do dyktatu ze strony FIA, ale po prostu dlatego, że ma dosyć wydatków, które nie przynoszą spodziewanych efektów.

Jak powiedział zdaje się Frank Williams, w Williamsie jest zrozumienie dla tego gwałtownego posunięcia FOTA. Według mnie jednak niczym innym jak aktem dyktatorskim. Jest aktem, przeciwko któremu zespoły protestują - gdy swoje decyzje próbuje forsować na siłę FIA.Na forach - przejrzałem głównie brytyjskie - uważa się, że zespoły słusznie zrobiły wyrzucając Williamsa, bo trzeba przeciwstawić się terrorowi FIA. Ale forowicze nie zauważają, że sytuacja jest nadzwyczajna. Nie zauważają grozy sytuacji, czy jak? Toyota się pewnie wycofa ze startu w 2010 r., BMW być może też - chodzą takie plotki, Renaulta być może wykupi Flavio Briatore, czyli francuski koncern też zejdzie na pozycję dostawcy silników. Podejrzewam, że dokładnie taki scenariusz miał w głowie Max Mosley (i Bernie Ecclesone), gdy zażądał limitu wydatków.W sumie nadal nie wiadomo na pewno, jaka opcję podpisał Williams (raczej z limitem budżetowym), bo początek zgłoszenia brzmi tak: „Niniejszym składam zgłoszenie do udziału w FIA Formule 1 według standardowych przepisów/według przepisów z ograniczeniem budżetowym* niepotrzebne skreślić i zobowiązuję się do startu w każdych zawodach, itd”.Z ciekawych wypowiedzi pomonakijskich jest też taka, której być może do końca nie rozumiem.

Otóż Nick Fry z Brawn GP powiedział, że „być może silnik mercedesa jest pierwszym w historii F1, który wygrał trzy wyścigi z rzędu”. Powiedział silnik w samochodzie Jensona, więc chyba chodzi o jego zwycięstwa w Monako, Barcelonie i Bahrajnie, a nie o zwycięstwa w Monako Buttona w tym sezonie, Hamiltona przed rokiem i Alonso przed dwoma laty - wszystkie za pomocą Mercedesa. Zwłaszcza, że zwycięstw w Monako tego samego silnika było więcej (choćby silnik Coswortha w słynnym Lotusie 49 z końca lat 60.), nie mówiąc o zwycięstwach tego samego dostawcy silników (tu chyba rekordzistą jest Honda, która przy wielkim udziale Ayrtona Senny wygrała sześć wyścigów w Monako z rzędu w McLarenie i Lotusie).

Co do konkretnego silniku w samochodzie Brytyjczyka, niestety nie mam historycznych danych, a pewnie takich silników trzeba by szukać głęboko w historii.

I jeszcze jedna ciekawostka z Monako. Pisałem w „Gazecie”, że ostatnia taka dominacja jak Brawna i jensona Buttona miała miejsca w 2004 roku, gdy również pięć z sześciu wyścigów wygrał Michael Schumacher w Ferrari. Zdaje się, że nie napisałem, że Schumacherowi pomagał Ross Brawn, obecny szef Buttona, ale też wówczas partnerem Schumiego był Rubens Barrichello, czyli obecny partner Buttona. Zespół Brawn, podobnie jak ówczesny Ferrari, wygrał w tym sezonie trzykrotnie podwójnie. Jedna z różnic - w 2004 roku w Monako nie wygrał Schumachera, ale Jarno Trulli. A w tym sezonie Button wygrał w Monako - to ważny fakt, bo Button wygrał w tym sezonie w deszczu (Malezja), gdy nie było za ciepło (Melbourne), w upale (Bahrajn), słońcu (Bahrajn, Melbourne, Barcelona), na torze designerskim (Bahrajn, Malezja) i półulicznym (Melbourne) i ulicznym (Monako), nowym (Bajhran, Malezja), w miarę starym (Barcelona), w miarę szybkim (Melbourne), najwolniejszym (Monako), gdy nie miał pole position (Bahrajn) i gdy je miał (pozostałe zwycięstwa).

Słowem niemal wszędzie, w każdych okolicznościach.

16:16, radoslawleniarski
Link Komentarze (6) »
sobota, 23 maja 2009
Widzieć Kimiego znów wysoko, bezcenne

Jak to miło zobaczyć Kimi Raikkonena na konferencji prasowej, jak to miło usłyszeć te kilka przebąkniętych słów.

Raikkonen 

Ten fantastyczny kierowca, luzak, IceMan, uważany za jednego z najlepszych na świecie, wielki w wyścigu, leniuch na treningach, mistrz świata sprzed dwóch lat, jeszcze ani razu w tym sezonie nie był gościem oficjalnej konferencji! Zawsze na takie konferencje przychodzą obowiązkowo trzej najlepsi kierowcy kwalifikacji, a potem wyścigu.

Oczywiście wiecie, kto jeszcze się nie pojawił na takiej konferencji w tym roku? Lewis Hamilton, mistrz świata.

Może i miałby tym razem szansę, ale przeszarżował - zrobił to, o czym wszyscy tutaj ostrzegają i o czym mówił też Kubica. Tu trzeba jechać odważnie, ale nie brawurowo.

Kimi przyszedł więc na tą konferencję i bąknął o tym, że ciężko pracowali na ten wynik w Ferrari. Zawsze był człowiekiem kilku słów, w sumie wypowiedział ich może 15, 20, ale widzieć go znów za stołem i to tak jakby busola Formuły 1 zakręciła się trochę mniej zwariowanie.

To niesamowite, ale mimo, że nie było dziś strasznie upalnie, cały czerwony kombinezon Raikkonena był cały, doszczętnie mokry.

W sprawie BMW Sauber już chyba wszystko zostało powiedziane, jak również to, że to były najgorsze kwalifikacje w sezonie, czyli w karierze. Na sukces w niedzielę nie ma szans. Po czwartkowym treningu robili podobno mnóstwo zmian w samochodzie, po sobotnim porannym znów przerabiali ustawienia, ale chocby nie wiem jak proacowali, to nie dawało żadnego rezultatu. jak twierdzi Nick Heidfeld było nawet gorzej. - Musimy sobie uświadomic, że jesteśmy źli - powiedział Kubica. Nie mogli dogrzać opon - Mario Theissen powiedział, że ani przez moment nie pracowały w optymalnej temperaturze.

Ja przypomnę tylko, że Kubica mówił po wyścigu w Barcelonie - że w Monako może być jeszcze gorzej ze względu na to, że kolejne zespoły zamontowały nowe części, a oni nie. W Red Bullu mają wreszcie podwójny dyfuzor i jakkolwiek na tym torze bardzo to się nie opłaciło, ale świadczy o tym, kto pracuje efektywnie, a kto ociężale. Jeszcze tylko Toro Rosso nie ma podwójnego dyfuzora, ale i oni zaraz będą mieć.

Był taki ładny i rzadki obrazek, kiedy Kubica i Heidfeld stali przy garażu i wymieniali uwagi, już po wypadnięciu z kwalifikacji. Tacy towarzysze broni po klęsce na polu bitwy. Wyglądali, jakby kompletnie nie mogli zrozumieć, co się z tym do niedawna fantastycznym ich zespołem dzieje. Sporo czasu zmarnowano w czwartek, kiedy został zniszczony silnik w samochodzie Kubicy, ale przecież Heidfeld przejeździł pełny program.Nie wierzę, aby zmiany, które zespół przygotowuje na Grand Prix Turcji przyniosły jakiś większy pozytywny skutek. Znów, inni też przez te dwa tygodnie nie będą spali.

No, ale pesymistą jest być łatwo w tych okolicznościach.

15:58, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
Kubica ostro o Ferrari

Nie wiem, jak Włosi podejdą do słów Roberta Kubicy o tym, że Formuła 1 szybko zapomniałaby o Ferrari i innych producentach, gdyby się wycofali z Formuły 1. Dotąd Robert był ich ukochanym kierowcą, uwielbiali z nim rozmawiać i właśnie do niego ustawiały się kolejki najdłuższe po tych do kierowcach Ferarri. To się może zmienić.

Robert wypowiedział to, co i ja myślę i napisałem kilkakrotnie na tym blogu. Miałbym tylko trochę inne zdanie na temat samego Ferrari - łatwo się Ferrari w F1 nie zapomni, że szkoda by było, aby zniknęło z Formuły 1. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. I podejrzewam, że to samo myśli Kubica.  

Oto zdjęcia z alejek wokół toru w Monako. 90 procent sprzedaży to gadżety Ferrari:

Stoisko Ferrari

stoisko Ferrari w Monako

Jeszcze jedno stoisko Ferrari

Poza tym Toyota nie chce zostać w Formule 1 i jak jej nie będzie to rzeczywiście nikt specjalnie tego nie zauważy za rok.

Robert powiedział, że „Nie tak dawno temu w Formule 1 nie było wielkich producentów i samochodowych koncernów, zespoły były prywatne".

I to wszystko jest prawda. Lepiej będzie jak ta sytuacja wróci.  

11:03, radoslawleniarski
Link Komentarze (6) »
piątek, 22 maja 2009
A Luca nie przyszedł

Dziś spędziłem czarowne dwie i pół godziny przed wejściem do motorhome'u Ferrari czekając razem z kilkudziesięcioma innymi nieszczęśnikami na capo di tutti capi Lucę di Montezemolo.

Sam Montezemolo nie przyszedł na spotkanie, ale jeden z najważniejszych ludzi w zespole Luca Collajani powiedział tylko, że zespoły jeszcze raz spotkają się w sobotę, a następnie jeszcze raz z Mosleyem.

Okazało się, że kilka godzin mityngu szefów zespołów Formuły 1 na jachcie „Force Blue", a następnie z Maxem Mosleyem, szefem FIA, nie przyniosło rozwiązania. Podobno zespoły są zjednoczone - to według Montezemolo, który stwierdził tak schodząc z jachtu po spotkaniu szefów teamów, ale żadnych szczegółów co do jego późniejszej rozmowy z Mosleyem nie ma.

Mimo to, wygląda na to, że do jakiegoś porozumienia może dojść. Strony się docierają - strony czyli podzielone zespoły, a także zespoły jako stowarzyszenie, które musi negocjować z FIA. Czy dotrą się, nie wiadomo. Przecież często bywa tak, że początki są obiecujące, ale strony dochodzą do swoich granic negocjacji, i dalej nie ustępują.

Odpowiadając znów na wpisy, hurtem:

1. Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby kogokolwiek wyrzucać z F1, co też wy piszecie!? Toyota, Renault same grożą bojkotem i nie będę miał wielkiego żalu, że to zrobią, jeśli dzięki temu w F1 znajdą się zespoły, dla których jedynym źródłem utrzymania są wyścigi i gdy na przykład Toyota i Renault będą im dostarczać silniki.

2. W ligach piłkarskich, np. angielskiej (ale tez polskiej), wielkie firmy mają przywileje i jest to przyjęte w drodze negocjacji za zgodą wszystkich udziałowców. Jak się idzie ulicami Monte Carlo to widać, ile procent stanowią stoiska w gadżetami Ferrari, podejrzewam, że przeprowadzone były badania o wadze Ferrari dla F1, na przykład dla atrakcyjności praw telewizyjnych. Natomiast co do miłości FIA do Ferrari? Zdaje się, że to Mosley powiedział, że bez Ferrari Formuła 1 da sobie radę. Co to, oświadczyny?

3. Do Formuły 1 coś pasuje bardziej a coś mniej. Według mnie mniej pasuje do Formuły 1 producent samochodów masowych, niż producent samochodów sportowych (a nie luksusowych, jak ktoś mi próbuje imputować). Bardziej pasuje sponsor producent napojów energetycznych niż sponsor producent rolno-spożywczy. Ja nie napisałem o żadnym „plebstwie".

4. Brawn jest prywatny, niezależny i jeśli limit budżetu w jakiejś formie (albo inny sposób ostrych cięć) się przyjmie, to da sobie radę w przyszłości. Jest nieduży, elastyczny i dynamiczny, czyli coś odwrotnego np. do BMW Sauber.

5. Moja koncepcja jest taka, żeby F1 się rozwijała. A z duszącymi innych kosztami producentami rozpadłaby się za rok z hukiem i nie byłoby ratunku - jak tylko skończyłyby się kontrakty sponsorskie, a zarządy koncernów samochodowych skwitowałyby kolejne kwartały ze stratą. I zgadzam się, że dla każdej firmy decyzja o ścięciu przyszłorocznego budżetu tak drastycznie jak wymaga tego FIA jest trudna (pisałem o tym w "Gazecie Wyborczej"). Ale teraz właśnie trwają na ten temat negocjacje.
21:28, radoslawleniarski
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 maja 2009
Płomienie Kubicy i coś znacznie ważniejszego

Najpierw o Kubicy. Robert był dziś naprawdę zdenerwowany. Miał huśtawki nastrojów, od normalnego wnerwienia, tak, po ludzku, przez wisielczy humor z powodu dziesiejszych wydarzeń na treningach.

Ja chciałem zwrócić tylko uwagę na to, co mówi Willi Rampf: że ten silnik, który wybuchł, miał już duży przebieg i po treningu zostałby wycofany. Silnikowo więc nie zmieniło się nic na gorsze po tej spektakularnej katastrofie, ale czasu stracono mnóstwo, niestety.

Teraz ważna sprawa.

W piątek możemy pożegnać się w Formułą 1, jaką znamy. Pisałem tu już co o tym sądzę i część z was mi odpisała.

Dostało mi się za Toyotę, największy koncern motoryzacyjny świata, więc powtarzam: Corolla to świetny samochód, nie za drogi jak na swoje walory, do których należy... no, eee... na przykład.....

Zresztą nieważne.

Ja co prawda lubię większe, jeżdżę siedmioletnim nissanem patrolem (to specjalnie dla nieuprzejmego u-520), ale doceniam land cruisera. To, o czym pisałem, to problem bardziej marketingowy, dla koncernów bardzo ważny, ale żebyście Wy się o to sprzeczali...

Chodzi mi o to, że F1 to sport ekskluzywny, to szczyt motoryzacji, a Toyota i Renault to koncerny masowe, stanowią jakby podstawę. Trochę się rozjeżdżają idee. Czy ktoś reklamuje harlekiny przed „Pegazem", pizzę w Belvedere, wino jabłkowe w Chablis? Ale OK, chce japoński CEO wzmocnić swoje ego, chce podciągnąć wizerunek w oczach bardziej wymagających klientów w taki właśnie sposób i ma na to pieniądze do wydania, jego sprawa. Czy czasem Japończycy nie nazwali inaczej swojej bardziej luksusowej marki. Bo rozumieją, że klient nie kupi Toyoty za 400 tys złotych.

Co innego z Ferrari, z BMW, a nawet od biedy z Mercedesem. Szczególnie te dwa pierwsze mają charakter wybitnie sportowy. F1 jest dla nich stworzona, jako wizerunkowa platforma. Wycofując się ze względu na to, że ktoś chce im na siłę obniżyć koszty, popełnią głupstwo, co więcej, popełnią błąd.

Dalej.

Konradzie, miałem lagunę kiedyś, która zamieniła się w pasmo udręk. Kibicuję zespołowi ze względu na Alonso, ale jeździć to ja renówką już nie będę. Bo wymagam czegoś lepszego - na tym polega ów rozdźwięk, o którym pisałem wcześniej. Poza tym, ja ich nie chcę wyrzucać Francuzów z F1 (tak naprawde od nich wyścigi samochodowe sie zaczęły), to oni grożą bojkotem. Tyle, że mi ich nie żal, za tę lagunę.

Jeśli jest tak faktycznie jak pisze rswrc (i wielu, wielu innych napuszczonych przez Anglików na Ferrari) z FIA i Ferrari, że to towarzystwo wzajemnej ochronki, to skąd dzisiejszy problem, dlaczego niby FIA chce teraz wyrugować Ferrari?

A jeśli chodzi o Spykera, SuperAguri i innych, o których pisze rswrc i inni. Padli, bo zadusiły ich koszty. W ostatnich latach zwłaszcza koszty windowane przez wielkich, powtarzam, wielkich producentów. Teraz oczywiście jeździ nie tylko Williams - to znów do rswrc - przecież Brawn GP jest największą wizytówką prywaciarzy.

A już bytomianin74 całkiem popadł w niekonsekwencję - z jednej strony ma koszulkę Williamsa sprzed 10 lat, a z drugiej sobie nie wyobraża założyć innej. A co Williams ma do producentów? A nie chciałbyś mieć koszulki Brawna? Jak Lola zrobi szybki samochód, będzie inteligentnie się ścigać, podnajmie jakiegoś fajnego ściganta, to dlaczego nie założyć Loli?

Jak będzie limit budżetowy, to może te nowe, być może zmienione zespoły utrzymają się dłużej, zbudują swoją pozycję, bazę wśród kibiców. Nikt nie będzie ich dusił setkami milionów euro kosztów, jak Honda, Toyota, Ferrari, Renault, BMW, Mercedes.

Dla jasności. Ja nie twierdzę, że jestem pewien, że bez wielkich producentów - a właściwie bez producenckich zespołów - będzie lepiej w F1.

Chciałbym, aby w F1 startowało dużo samochodów, napędzanych silnikami od producentów. Wydaje mi się, że lepiej będzie jak w Formule 1 będą startować zespoły żyjące dla wyścigów, ewentualnie takie, dla których udział w F1 jest naturalny.

Na przykład niedawno Honda miała barwy ekologiczne. Co za bzdura! Co za poplątanie z pogmatwaniem! Jak może reklamować ekologię coś, co spala 50 kg paliwa na 100 km!Przepraszam, ale się za bardzo przejąłem.

Wiele wyjaśni się w piątek. 

19:11, radoslawleniarski
Link Komentarze (3) »
środa, 20 maja 2009
Ferrari, wróć! Ale bez Renaulta i Toyoty

Po kilkunastu latach starań, aby samochody jeździły coraz wolniej, Formuła 1 się rozpada. Nie sądzicie, że to zgryźliwy śmiech historii.

Nie będzie dylematu czy Robert Kubica czy Fernando Alonso znajdzie się w Ferrari za wypalonego Kimi Raikkonena. Ferrari nie będzie w Formule 1. Przynajmniej tak to wygląda dziś, kiedy sąd w Paryżu odrzucił wniosek Włochów o zakaz wprowadzenia limitu budżetowego.

Strony się okopały na obronnych liniach Mosleya i Montezemolo, jak na liniach Zygfryda (nie piję tu do tatusia Oswalda) i Maginota.

Ale jak znam Anglików, (mam nadzieję, że) znajdą jakiś kruczek prawny, uchylą jakieś drzwi na tyle, aby Ferrari mogło się wcisnąć bez zbytniej utraty honoru. Co do innych producentów - a po co oni jako zespoły? Niech sprzedają silniki - w tym są świetni. Czy to nie sztuczne, że koncern Toyota, której największym sukcesem jest Corolla 1,4, jest potentatem w F1 i drenuje innych kosztami?

Już pisałem w „Gazecie", że tutaj ścierają się pomysły na Formułę 1, na wyścigi samochodowe i lepiej, żeby było po angielsku niż po producencku. Anglików pomysł to tanie zespoły wyścigowe, szeroka konkurencja, być może równie ciekawe wyścigi co 30 lat temu.

Producenci to wielkie pieniądze i walka w wąskim gronie. Wcisnąć się tam? Jakim cudem? Trzeba było rewolucji w przepisach, aby powstało coś takiego jak Brawn, czy samochód taki, jak Red Bull.

Szkoda tylko Ferrari (i Red Bulla - ze względu na inne pozytywy, na zakręcony marketing, szaleństwo pomysłów). Nie wiadomo, czy Formuła 1 utrzyma pozycję na rynku, no bo jednak umowy sponsorskie podpisane są na wiele lat - a również umowy na prawa do transmisji telewizyjnych. W umowach może być tyle haczyków, ile tylko może wymyślić wyobraźnia horrendalnie opłacanego prawnika.

W serię wyścigów stworzoną przez producentów nie chce mi się wierzyć. Przecież część z nich przemyśliwała o wycofaniu się z wyścigów w ogóle i definitywnie. Na dodatek trwa właśnie największy w dziejach motoryzacji kryzys. Jaka rada nadzorcza, jaki zarząd zgodzi się na wydanie majątku w takim trudnym czasie?Ferrari wróć, nie rób bałaganu!

Kilka odpowiedzi na poprzednie wpisy

Po pierwsze w sprawie wagi:

@redmitch, tylkowiselka, lecho_himself i (chyba też) rswrc:

Po zmianie przepisów nie będzie już 15-25 kg, tylko 30-40 kg. Jeśli chodzi o proporcje samochód F1 to jednak nie Twierdzenie Pitagorasa, jest bardziej złożone. Myślę, że łatwiej wyważyć 630 kilogramowy samochód, niż 750 (lub więcej) kilogramowy, w którym 20 procent stanowi paliwo. W tym sensie balast jest ważniejszy niż był.

Zgadzam się z jednym. Sport to sport. Jak w boksie: jeden jest Wałujewem, drugi Holyfieldem. Jednemu pan Bóg dał takie geny, innemu takie i trzeba się z tym pogodzić. Gdyby chodziło o maksymalne a najlepiej całkowite zrównanie kierowców, to przestaliby oni mieć jakąkolwiek wartość. 

Po drugie w sprawie Redbulla i Brawna:

@lecho_himself napisał: Postanowilem ze sie wypowiem bo widze tu troche niescislosci. Po pierwsze: "Webber był o mały włos za Buttonem w wyścigu, gdzie aero - mocna strefa Brawna - jest strasznie ważne." - w ktorym wyscigu Webber byl o wlos za Buttonem? Bo jesli mowa o Hiszpanii to wydaje mi sie, ze ja i Autor ogladalismy rozne wyscigi :) Czternascie sekund to nie jest 'zaraz za', nawet jak na warunki F1.

Jak zobaczysz czasy na okrążeniach to zobaczysz, że przez kilkanaście kółek (od 30 do 50) Webber kręcił czasy lepsze niż Barrichello i takie same jak Button. Do tego dochodzi Q2, gdzie Webber był tuż za Barrichello i przed Buttonem.

18:43, radoslawleniarski
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 11 maja 2009
Antyelitarny Brawn, czy po prostu wygodny

Wydawałoby się, że Brawn GP jest nie do pokonania, ale wyniki najszybszych okrążeń, a przede wszystkim drugiej serii kwalifikacji w Hiszpanii mogą mówić, że Red Bull jest naprawdę blisko. Webber był o mały włos za Buttonem w wyścigu, gdzie aero - mocna strefa Brawna - jest strasznie ważne. Vettel miał sporo pecha, że utknął za Felipe Massą, choć w przypadku bolidu Brazylijczyka, Ferrari wykonało olbrzymią robotę. Jak powiedział Webber, było to zapewne kilka „all-nighters".

Z bolidami Massy, Alonso, Hamiltona, Kubicy jest taki problem, że ich ludzie w zespole szukają rozwiązań po omacku, w pośpiechu, i - w desperackiej próbie dogonienia czołówki - są zmuszeni do wstawiania niedopracowanych części. Potem jakieś elementy pracują, inne mniej. Zespoły robią dwa kroki w przód, potem jeden w bok, następnie znów w tył. Może to wyjaśnia, że u Raikkonena wszystko zawodzi, a bolid Massy klei się do asfaltu. Że Kubica mówi o całkowitym braku przyczepności, a Heidfeld bolid chwali. Że Kovalainen jest sześć sekund za najlepszymi, a Hamilton sekundę.

Pewnie będzie już do końca sezonu.

Ale ja tak właściwie nie chciałem o tym, tylko o tanich biletach.

Ponieważ James Allen zablogował, że leciał samolotem tanich linii Easyjet z Lutonu do Barcelony na GP Hiszpanii, zastanawiałem się, na ile Brawn jest anty-elitarny, na ile po prostu nie ma pieniędzy, a na ile jest mu po prostu wygodnie. I chyba chodzi tu o wszystko po trochu.

Wiadomo, Formuła 1 nie pasuje do tanich linii, raczej do biznes klasy. Brawn pewnie nie chce z rozmysłem tworzyć wizerunku zespołu stającego w poprzek elitarnej Formuły 1, za to chciałby mieć ZESPÓŁ. Dlatego lata z całą drużyną tanimi liniami. Dlatego na zdjęciu z podium z Barcelony jest główny mechanik Matthew Dean, w Bahrajnie szef sportowy Ron Meadows, w Malezji Andy Shovlin, inżynier wyścigowy Buttona, a w Australii sam Ross Brawn. Każdy może być przez bossa doceniony. W Hiszpanii już pewnie szykował się Jock Clear, inżynier wyścigowy Barrichello, ale nie udało mu się wygrać wyścigu dla swojego kierowcą.

Oczywiście, zespół nie ma pieniędzy tyle, co inni, to niezaprzeczalny fakt, że walczy o każdego funta. Ostatnio podpisał drugą umowę reklamową na 5 mln funtów z dystrybutorami filmu „Terminator. Ocalenie".

Wygodnie też jest.

Brackley jest oddalony o kilkadziesiąt kilometrów od Lutonu, znacznie dalej stamtąd do Gatwick i Heathrow. W związku z tym tanimi liniami z Lutonu poleciał też Red Bull z Milton Keynes (50 km od Lutonu), czy Force India z Silverstone.

Ale czy wszyscy grzecznie i racjonalnie latali tanimi liniami w 2008 roku?

Kilka odpowiedzi po poprzednim wpisie:

@rswrc: Kierowca to człowiek, a człowiek zawsze chce sobie ułatwiać życie i z natury marudzi jak coś mu przychodzi z trudnością. Kiedy przechodzono z czystych slicków na profilowane, kiedy zlikwidowano kontrolę trakcji i LC, kiedy teraz zmieniono drastycznie aerodynamikę narzekano przed sezonem a po pierwszym wyścigu był spokój. Dzisiaj już nikt o tym nie wspomina.

Nie do końca się zgadzam z marudzeniem. Po pierwsze kierowcy nie zawsze marudzą. Powrót slicków wszyscy kierowcy pochwalali i cieszyli się, że wraca to, co z wyścigami było związane od zawsze (no, i do czego przyzwyczaili się w niższych seriach).

Po drugie, na niektóre rzeczy nadal marudzą - tak jak na zbyt niski limit wagi minimalnej układu bolid+kierowca.

Przestają marudzić, gdy czują, że wszyscy są traktowani przepisami po równo i nie ma znaczenia, czy któryś jest wyższy, niższy, cięższy, czy lżejszy. A jak tylko stwierdzą, że ktoś ma lepiej, to znów marudzą.Używam słowa „marudzą", ale chciałem użyć: mają słuszne uwagi :).

Co do perspektywy braku wyprzedzania: niestety, masz rację, chyba, że Max Mosley stworzy Formułę 1 dwóch prędkości, co grozi w związku z wprowadzeniem limitu budżetu. KERS nie pomoże, bo - o ile się utrzyma - pewnie będzie taki sam dla wszystkich.

@redmitch: Czy ja dobrze rozumiem pana poprzednie wpisy ? Dlaczego Kubicy ma być trudniej poprzez wprowadzenia zakazu tankowania ? Przecież wszystkim kierowcom zwiększy się waga bolidu.

Dla wszystkich waga samochodu+kierowcy podczas wyścigu to minimum 605 kg, a jednak lżejsi kierowcy mają przewagę, bo mają większe szanse na optymalne rozmieszczenia balastu (samochód i kierowca ważą o wiele mniej niż wynosi limit). Teraz: FIA zwiększy limit minimalny do 620 kg, co jest rozwiązaniem dobrym dla ciężkiego Polaka. Ale jednocześnie FIA zakazuje tankowania, co sprawia, że samochód z paliwem i kierowcą na starcie może ważyć nie np. 640 jak teraz, ale 760-770 kg. Te dodatkowe kilogramy znów trzeba dobrze zbilansować w samochodzie i znów Kubicy będzie brakowało balastu.

 

19:06, radoslawleniarski
Link Komentarze (6) »
wtorek, 05 maja 2009
BMW Sauber bez KERS w wyścigu zagadce...

...i kilka odpowiedzi na komentarze na końcu wpisu.

Najbliższy weekend w Barcelonie podoba mi się nawet już dziś.

Nie tylko dlatego, że w samochodach będą duże zmiany, co jeszcze bardziej zakręci w już nieźle zakręconej stawce. OK, ktoś mógłby powiedzieć, że zwykle pierwszy wyścig w Europie to punkt zwrotny sezonu, gdzie tradycyjnie mocne zespoły odbudowują pozycję (o ile była nadszarpnięta po pierwszych odległych wyścigach). Ale teraz będzie wyjątkowo.

Po raz pierwszy samochody zostaną zmienione bez testowania nowych części na torze. Zwykle - przed pierwszymi wyścigami w Europie - testowano właśnie na torze w Barcelonie, jak choćby w zeszłym roku, dwa, czy trzy lata temu. Teraz ostatni raz jeżdżono w Barcelonie w marcu, przy czym nawet nie o to chodzi gdzie odbywał się pierwszy wyścig w Europie, a gdzie odbywały się testy, ale o to, że nie można zweryfikować pomysłów ze studia (zanim GP Hiszpanii w Barcelonie było pierwszym wyścigiem europejskim, taką rolę pełniło San Marino, albo jeszcze inne GP).

Jasne, że wszystkie zespoły ciężko pracują w tunelach aero, ale mają do dyspozycji mniejsze modele i mniejsze szybkości, niektóre zespoły mają olbrzymie komputery, ale też dysponują niedoskonałymi danymi. Jeszcze inne używają symulatorów.

Ale to wszystko nie zastąpi jazdy na torze.

Heidfeld powiedział w zapowiedzi Grand Prix Hiszpanii: - Barcelona to tor zdradliwy, bo daje kierowcy wiele wyzwań, przy czym jest wrażliwy na zmiany temperatury. Jeśli wiatr, temperatura lub przyczepność zmienia się nawet nieznacznie, ustawienie samochodu w jedną minutę może się zmienić z dobrego w złe.

BMW Sauber w ogóle zrezygnowało z KERS - po raz pierwszy w sezonie nie użyje systemu ani Heidfeld, ani Kubica. To też daje pojęcie o ostrożności zespołu, bo nie tylko tor jest mniej przyjazny systemowi niż wcześniejsze dwa-trzy wyścigi, ale też BMW Sauber zamierza wprowadzić mnóstwo ulepszeń aerodynamicznych (skutecznych, mam nadzieję). Do tego trzeba dobrze wyważyć samochód.

A więc w piątek będzie trzęsienie ziemi, a następnie napięcie będzie rosnąć. 

PS. @toonczyk: Skrócenie dystansu wyścigowego jest rozważane przez FIA, docelowa długość to ok. jedna godzina.

link do zatwierdzonych przepisów FIA na 2010.

Punkt 5.3. Dystans taki jak wcześniej.

@rswrc: Dlaczego autorze masz problemy z (nie)czytelnością związaną z tankowaniem?

Kwalifikacje są łatwe do odczytania w czasie ich trwania? Bez przesady, zespoły kombinowały z ilością paliwa tak, że forma samochodu i kierowcy były nieznane. Można było najwyżej podejrzewać, a w niektórych przypadkach - jak przytoczony w poprzednim wpisie renault Alonso w Chinach i Bahrajnie - mieć niemal pewność, że na torze jest ekstremalnie lekki samochód. A jednak właśnie kwalifikacje decydowały w dużej mierze o wynikach wyścigu (np. często tak jest na Węgrzech przy normalnych warunkach). Po drugie - ile razy tankowanie decydowało o kolejności? Chyba nie zaprzeczysz, że do wyprzedzania dochodziło głównie w garażu…

Co do wielkiej próby to o co chodzi konkretnie? Bo w dzisiejszych czasach kierowcy też jeżdżą z pełnymi bakami i sobie radzą. Opony? OK, wiadomo - większy ciężar = szybsze zużycie, ale specyfikacja opon na 2010 nie została jeszcze ustalona. Było tylko kilka testów przed tym sezonem z oponami na 2010. Należy się spodziewać, że B przygotuje twardsze mieszanki i będzie OK. A silnikom też obojętne ile paliwa w bolidzie. Więc pytam: o co biega? Suma summarum będzie tak samo dla każdego, każdy się do tego dostosuje i nikt nie będzie krzyczał o wielkiej próbie.

Dziś pełny bak nie oznacza 760 kg, tylko niecałe 700 kg i rzadko który zespół decyduje się na taktykę z jednym pit stopem, chyba, że w wyjątkowych (niesprzyjających) okolicznościach.

Wiem, że przy wadze 760 kg Bridgestone nie przywiezie opon takich jak na Australię, czy Chiny. Twardsze opony mają mniejszą przyczepność, co chyba wpłynie na jazdę, nie sądzisz?

Różnica w prowadzeniu bolidu ważącego w sumie 630 kg na starcie, a ważącego 760 jest olbrzymia. Dla silników naprawdę nie jest obojętna. Dlatego to wyzwanie dla zespołów i kierowców, choć pewnie ci ostatni w ten sposób o tym nie powiedzą.

13:30, radoslawleniarski
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2