RSS
środa, 21 kwietnia 2010
Hamilton nie zasługuje na karę

Lewis Hamilton nie zasługuje na wodospad krytyki, który spadł na niego po wyścigu w Chinach. Brytyjczyk jeździ bardzo agresywnie, co z pewnością mocno innych irytuje, ale uważam, że w Szanghaju tylko raz zasłużył na karę i zupełnie nie za to, za co chcieliby go ukrzyżować kibice i część dziennikarzy.

Najbardziej dostało się Hamiltonowi za incydent w alei serwisowej przy drugim zjeździe - próbie odrobienia strat związanych z nietrafioną decyzją o zmianie opon z gładkich na pośrednie.

Brytyjczyk wbił się w pitlane razem w Vettelem. Był po wewnętrznej, w związku z tym wygrał. Dokładnie tak samo, jak Fernando Alonso wygrał w tym miejscu z Felipe Massą. Nie ma przepisu, który reguluje, kto ma pierwszeństwo u wlotu do alei serwisowej. Sytuacja była wyścigowa.

Kilkanaście sekund później Hamilton został wypuszczony przez obsługę McLarena niemal jednocześnie z Vettelem. McLaren w przesłuchaniach przez stewardów wyjaśniał, że obsługa dała znak wyjazdu Hamiltonowi, kiedy Vettel jeszcze stanowiska nie opuścił.

Potem jechali koło w koło i też trudno byłoby mieć pretensje do Vettela, który jechał między ciągłymi liniami, gdyby nie delikatny ruch kierownicą w prawo - aby wrzucić Hamiltona na urządzenia do zmiany opon w stanowiskach innych zespołów.

Znów sytuacja była wyścigowa, ale dość niebezpieczna. Zwłaszcza, gdyby serwisowani byli inni kierowcy. Na to sędziowie zwrócili uwagę i za to dostali obaj naganę.

Druga kontrowersyjna sytuacja miała miejsce po pechowym wypadku Jaime Alguersuariego. Hamilton wypchnął Webbera podczas wznowienia wyścigu, po zjeździe drugiego samochodu bezpieczeństwa. Ale gdy się dokładniej przyjrzeć Hamilton był zgniatany z jednej strony - wewnętrznej - przez Vettela (który z pewnością pamiętał przepychanie się Hamiltona u wlotu do alejki), a z drugiej przez Webbera. Po prostu nie odpuścił. W najsłabszej pozycji w takich okolicznościach był Webber - jechał po zewnętrznej i mógł wyjechać poza tor. Pewnie też nie bez znaczenia jest fakt, że z nich trzech Australijczyk jest najstarszy, więc i najostrożniejszy. W tym miejscu wyścig mógłby się skończyć dla nich trzech, gdyby Webber nie zjechał.

Jedyne złamanie przepisów przez Hamiltona zasługujące na karę większą niż tylko reprymenda nastąpiło, moim zdaniem, przy jego pierwszym zjeździe, kiedy niemal zawrócił z toru do alei serwisowej, ścinając wszystkie zabezpieczania na poboczu.

Hamilton już jest nazywany pitbulem wyścigowym, ale trzeba przyznać, że bez niego byłoby nudniej.

W Bahrajnie przebił się z 4 na 3, w Australii z 11 na 6, w Malezji z 20 na 6, w Chinach z 6 na 2. Na pewno można by to wszystko zrobić łatwiejszą drogą i Hamilton mówi w dzisiejszej wypowiedzi dla reutersa, że będzie tej łatwiejszej drogi szukać.

18:35, radoslawleniarski
Link Komentarze (2) »
Adamek, Włodarczyk, Sosnowski. Wyjątkowo nie o F1

Trzech polskich pięściarzy - Tomasz Adamek, Krzysztof Włodarczyk i Albert Sosnowski - bije się w pojedynkach po przeciwległych stronach świata boksu. Są to tak odmienne pojedynki, że te różnice trzeba opisać.

Adamek w sobotę spotka się z cięższym, młodszym, podobno silniejszym i podobno wyższym Chrisem Arreolą. Pojedynek odbędzie się w Kalifornii, co było warunkiem ekipy Amerykanina, choć w polskim Newark 20-tysięczna hala sprzedałaby się w kwadrans.

Jego przeciwnik wyglądał zawsze jak klient, który drukuje w piwnicy darmowe kupony do McDonaldsa i konsekwentnie, ba, z pasją wykorzystuje je przy kilku browarkach. To nie dowcip - Arreola nie trenował w Big Bear, górskiej miejscowości położonej trzy godziny drogi od jego rodzinnych okolic, bo tam nie ma dobrych knajp.

Ale przewidując długi pojedynek, schudł o 10 kg.

Mimo że walka nie toczy się o światowy tytuł, ma fundamentalne znaczenie dla najlepszego polskiego pięściarza, dla Arreoli, połykającego jeszcze łzy po wrześniowym laniu z rąk Witalija Kliczki, i dla przyszłości wagi ciężkiej. Zwycięzca spotka się prawdopodobnie z Witalijem lub Włodymirem Kliczką albo Davidem Haye. Nieznacznym faworytem jest Adamek (bukmacherzy płacą 1,67, za rywala 2,10).

Jeśli honorarium Adamka dzięki umowie z amerykańskim potentatem telewizyjnym HBO wynosi teraz kilkaset tysięcy dolarów, w następnej może wynieść kilka milionów.

Po przeciwległej stronie świata - i świata boksu - znajduje się pojedynek Włodarczyka z 40-letnim Włochem Giacobbem Fragomenim. Łódzki pojedynek (15 maja) odbędzie się w kategorii, z której Adamek uciekł głównie z powodu braku perspektyw.

Choć stawką będzie tytuł mistrza świata wersji WBC, znaczy to niewiele - poprzedni mistrz Węgier Zsolt Erdei zrezygnował z tytułu sam po pokonaniu Fragomeniego.

Za prawo do organizacji pojedynku promotor Polaka obiecał aż 616 tys dol. Trudno powiedzieć, czy zdoła zebrać milionowy budżet bez dokładania z własnych, przepastnych źródeł, sądząc po jakości samochodów, jakimi jeździ. Ale chyba jest optymistą - właśnie wysłał na kosztowne, długie zgrupowanie w Beskidy aż 17 osób.

O ile w Newark walka nie może się odbyć, choć polskich kibiców byłoby o wiele więcej niż miejsc, w Łodzi odbędzie się na pewno, choć miejsc będzie więcej niż kibiców.

Promotor desperacko o nich walczy. Nawet dziś, czyli niemal w przeddzień starcia Adamka, zorganizował spotkanie Włodarczyka i Fragomeniego z dziennikarzami. Jedno można powiedzieć o tych dwóch silnych i wytrzymałych, ale też prostych technicznie pięściarzach: od pierwszej do ostatniej rundy będą się okładać niemiłosiernie oparci czołami o siebie, co jest całkowitym przeciwieństwem starcia w Kalifornii.

Dwa tygodnie później Albert Sosnowski wyjdzie do walki z Witalijem Kliczko.

Na 63-tysięcznym stadionie w Gelsenkirchen Sosnowskiego będzie oglądać na żywo zapewne więcej Polaków niż pojedynek Włodarczyka, mimo że stosunek czasu podróży do czasu walki może być dla nich skrajnie niekorzystny. Niemcy zaczęli współpracowac z kilkoma polskimi biurami podróży.

Sosnowski zarobi najwięcej z Polaków, bo aż milion dolarów. Pracuje na te pieniądze tak ciężko jak pozostała dwójka i ich rywale. Sosnowski od wielu dni wytrwale trenuje w Zakopanem, Warszawie i Wiśle - należy do 17-osobowej ekipy w Beskidach, o której wspomniałem - przygotowując się do walki z przeciwnikiem, u którego bardzo długo szukałem bokserskich ułomności do wykorzystania przez Polaka. I nie znalazłem.

Kliczko też o tym wie, zresztą to nie dwumian Newtona. Dlatego Ukrainiec wciąż jest w Kijowie, zajmując się organizowaniem widowiska bokserskiego w Pałacu Sportu, zamiast harować w alpejskim Kitzbuechel, gdzie zaplanował sobie obóz.

Dla każdego z trójki Polaków zwycięstwo oznaczałoby coś diametralnie innego.

Dla Adamka kolejny stopień w drodze po tytuł w wadze ciężkiej. Gdyby spełnił swoje marzenia, w historii boksu byłby pierwszym mistrzem świata z tytułem w wadze półciężkiej, juniorciężkiej i ciężkiej.

Włodarczyk miałby przed sobą kolejnych rywali z tej samej półki, nazywającym się Huck, Jones, Cunningham, itp.

Sosnowski stałby się w Polsce bogiem, ale, jak wiadomo, w naszym kręgu kulturowym zdarza się to niezwykle rzadko.

14:11, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 kwietnia 2010
Mniejsza przewaga Red Bulla nad Kubicą

Podczas ostatniego Grand Prix Chin można było zaobserwować optymistyczną dla fanów Kubicy okoliczność. Mianowicie zmniejszającą się przewagę najszybszych samochodów - Red Bulla - nad bolidem kierowanym przez Polaka. Mówiłem o tym w studiu wideo „Gazety”, ale nie miałem okazji uzasadnić.

Biorąc pod uwagę ostatnią serię kwalifikacji - ale nie wszystkie cztery, bo w Malezji podczas nich padał duży deszcz, co powoduje, że wyniki mogą nie oddawać rzeczywistych różnic - Kubica jest coraz bliżej zdobywcy pole position.

Największa różnica była w Bahrajnie - niemal 1,8 sekundy.

Jest to zarazem tor najdłuższy z czterech dotychczasowych, co wpływa na różnicę niekorzystnie dla Kubicy. Ponadto wspominał on, że popełnił tam błąd w decydującym okrążeniu, który mógł go kosztować około 0,2-0,4 s.

Na plus można zaliczyć, że renaulty lepiej jeżdżą, gdy jest ciepło, a tam naprawdę było ciepło.

W Australii przewaga Vettela nad Kubicą wyniosła niemal 1,4 sekundy. Znów można spróbować ustandaryzować ten wynik - było chłodniej niż  Bahrajnie, co dla renaulta jest gorzej. Ale tor jest najkrótszy - choć nie jest to kolosalna różnica w porównaniu z Chinami.

Malezji nie liczymy, bo tam jak wspomniałem okoliczności były niezwykłe z powodu deszczu.

W Chinach Kubica powiedział, że zaliczył jeden ze swoich najlepszych przejazdów kwalifikacyjnych w karierze, a na pewno najlepszy w tym sezonie i miał zaledwie 0,8 s straty do Vettela. Czyli w kwalifikacjach odrobił około 1 s.

Podobną tendencję mają kierowcy McLarena, ale ich poprawa jest nieco mniejsza. Button w Bahrajnie miał wyjątkowo słabo jeżdżący samochód, nawet w stosunku do swojego kolegi Lewisa Hamiltona. Więc mimo, że przewaga Red Bulla nad Buttonem zmniejszyła się w całym azjatycko-pacyficznym turnee o około 0,9 s, czyli mniej więcej tyle co w przypadku Kubicy, ale realnie zmniejszyła się o mniej dziesiątek sekundy.

Dodatkowo w Chinach wyjątkowo dobrze sprawdzał się f-duct McLarena, co też trzeba wziąć pod uwagę widząc 0,4 s różnicy dzielące Buttona i Hamiltona od pole position w tym wyścigu.

Ferrari - a przynajmniej Fernando Alonso - nie poczyniło specjalnych postępów, jeśli chodzi o wyniki kwalifikacji.

Oczywiście, jest to krótki przegląd kwalifikacji dotychczasowych wyścigów.

W końcu zdobywcy pole position nie mają wiele szczęścia w wyścigach w tym sezonie, bo żaden nie dojechał do mety z pierwszego miejsca na starcie jako zwycięzca.

Wydaje mi się, że Renault ma bardzo dynamiczne podejście do rywalizacji, jak rasowy wyścigowy zespół.

Nie wiem, czy nie ma to związku z odejściem osób, które swoim zblazowaniem i podejściem „ja-to-już-wszystko-widziałem” nie blokowali inicjatywy. Myślę to głównie o Flavio Briatore.

Nowi mają straszne parcie na sukces.

 ps.

Kubica znalazł się na pokładzie samolotu wyczarterowanego przez Ferrari - razem z Massą i Alonso. Nadal nie wiadomo, co ze sprzętem, który utknął w Szanghaju. Niektóre źródła podają, że wciąż w Szanghaju nie ma sześciu towarowych Boeingów FOM, co by oznaczało katastrofę dla przygotowań do Barcelony. W tym kontekście wypowiadał się szef operacji sportowych Mercedesa Norbert Haug.

Inne źródła - też poważne - mówią, że transport czeka na zielone światło od Chińczyków. Tylko nie wiem, dlaczego tego światła nie ma akuart dla nich, skoro odrzutowce FOM mogłyby wylądować w Hiszpanii. I skoro z Szanghaju odlatują na zachód samoloty. Nie byłem w stanie tego zweryfikować.

14:41, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Wulkan zatrzymuje Formułę w Chinach

Formuła 1 to nie tylko kierowcy. Ich jest tylko 24 i oni akurat - z nielicznymi wyjątkami - polecą sobie na krótkie luksusowe wakacje na przykład na Bali. Wypoczęci, pełni sił wrócą na czas na treningi i start w Grand Prix Hiszpanii w Barcelonie 9 maja.

W Szanghaju na transport czeka około 750 członków ekip, sprzęt 12 zespołów i Formuły 1.

Czekają wszyscy od szefów zespołów, przez mechaników do kucharzy i kelnerów. W sumie, w luksusowych hotelach w Szanghaju mieszka ponadplanowo około 1000 osób związanych z F1 - w tym również dziennikarze - w pokojach od 200 do 500 euro za noc, bo z doświadczenia wiem, że jest tam dość drogo, jeśli nie mieszka się przy dworcu kolejowym.

Niewykluczone, że do Europy, gdzie znajdują się siedziby wszystkich drużyn (przy czym ośmiu w Wielkiej Brytanii), nie odleci z Szanghaju żaden samolot aż do pierwszego tygodnia maja. W Szanghaju czeka nawet Bernie Ecclestone, któremu Chińczycy odradzają odlot jego prywatnym odrzutowcem.

Dzwoniłem do Renault, gdzie mi powiedziano, że po prostu czekają w Szanghaju na wolne miejsca w kolejnych samolotach, ale wiedzą, że z czasem robi się coraz gorzej, bo ciaśniej. Myślą nad wynajęciem czarteru, który mógłby w pewnym momencie odlecieć w kierunku otwartego lotniska. Ale dalej też są problemy, bo pociągi są zabukowane, trudno wynająć autobus. Kilka osób odleci okrężnymi drogami w kierunku Europy.

McLarenowi udało się załatwić czarter. Około 100 osób załogi odleci do Hiszpanii, podobno nawet we wtorek. Stamtąd do portu w Santander, potem promem do Plymouth i autobusami do Woking.

Oczywiście, problemem jest nie tylko powrót ludzi, ale i sprzętu. A nawet przede wszystkim sprzętu.

Na każdy zamorski wyścig Formula One Managment zabiera w obie strony sześcioma towarowymi Boeingami 747 w sumie kilkaset ton sprzętu, w tym 24 samochody.

Nie raz widziałem - w tym również w Szanghaju w zeszłym roku -  jak zaraz za metą rozpoczyna się inny wyścig ekip - w konkurencji „pakowanie do lotniczych kontenerów całego dobytku". O 21. po wyścigu nie ma śladu.

Normalnie, na przykład ekipa Kubicy po każdym Grand Prix sprowadza do siedziby w Enstone ponad tonę sprzętu do zamiany na lepsze części i wymiany wysłużonych - tak było po GP Malezji. Mniejsze części często zresztą podróżują w obie strony w bagażu podręcznym inżynierów - cargo z i do Azji lub Australii trwałoby zbyt długo. Tak więc często na konferencjach prominentni członkowie ekip żartują, że rozmach ulepszeń bolidów poznają po liczbie bagażu podręcznego ludzi z zespołów rywali dolatujących z Europy.

To wcale nie musi być tylko dowcip. W końcu podróżują oni zwykle tym samym samolotem z Heathrow, zwykle z biletem kupowanym w ostatnim momencie. Dzieje się to zwłaszcza wtedy, gdy między wyścigami jest tylko tydzień przerwy.

Na przykład w Melbourne w ciężarówce wiozącej cargo na lotnisko została uszkodzona klatka bezpieczeństwa w bolidzie Witalija Pietrowa. Do pierwszego treningu w Malezji było cztery dni i pięć nocy. Fabryka w Enstone wysłała więc kuriera ze specjalnym zestawem do naprawy. W piątek rano pojazd był gotowy do treningu. Bez tego Pietrow w Sepang w ogóle by nie wystartował.

To, że te jumbo jety utknęły w Szanghaju na nie wiadomo jak długo, jest informacją ważną dla rywalizacji technologicznej.

Wyścig w Chinach zakończył długie zamorskie turnee. Samochody wymagają kapitalnego remontu, rywalizacja wymaga kapitalnych ulepszeń bolidów, nie mówiąc, że pracownicy zespołów wymagają kapitalnego urlopu po 60 tysiącach kilometrów nieustannej, sześciotygodniowej podróży z Europy przez Bahrajn, Melbourne, Kuala Lumpur i Szanghaj.

Wyścig w Barcelonie, zaczynający europejską część sezonu, jest oczywiście przełomowy, bo zespoły wprowadzają najważniejsze ulepszenia. I wprowadzają ich najwięcej.

Część prac toczy się oczywiście niezależnie i równolegle na modelach, na projektowych komputerach. Ale nie wszystko da się zrobić na odległość. Ktoś musi wyniki testów zweryfikować, nadać kierunek dalszym badaniom, ktoś musi sprawdzić silniki, ba, te silniki w ogóle muszą najpierw dotrzeć do siedzib. Podobnie jak całe samochody i ich części, które mają przecież swoje okresy eksploatacyjne i muszą być poddawane badaniom technicznym w fabryce. Na przykład elementy konstrukcyjne zawieszenia - są w Enstone po każdym Grand Prix.

Ktoś musi położyć choćby nową warstwę lakieru na porysowaną po czterech wyścigach karoserię - tego się nie da zrobić w garażu przy torze.

Ale w końcu Formuła 1 przyleci do Europy, bo jak ktoś bardzo chce do domu, to zawsze drogę znajdzie. W tym kontekście najbardziej podobała mi się wypowiedź Bernie Ecclestone'a. Gdy ktoś zapytał go, czy coś jest w stanie zatrzymać go w Szanghaju na dłużej, odpowiedział: - Tak. Samobójstwo.

17:16, radoslawleniarski
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 kwietnia 2010
Kubica bez podium, decyzja sędziego słuszna

Przykro to mówić, ale po kolejnym pięknym, bezbłędnym wyścigu, Kubica stracił miejsce na podium z powodu decyzji sędziego Charlie Whitinga.

W niedzielę wprowadzenie przez tego stewarda drugiego samochodu bezpieczeństwa w Grand Prix Chin spowodowało, że stopniała do zera przewaga kilkudziesięciu sekund, jakie Kubica miał dzięki brawurowym decyzjom. Przewagę wywalczył dzięki temu, że został na torze w pojeździe z gładkimi oponami, choć spora część faworytów przygotowując się do zapowiadanego większego deszczu zdecydowała się na zjazd do boksu po opony pośrednie. A potem musieli je zmienić jeszcze raz, bo zapowiadane mocniejsze opady nie nastąpiły.

Prawdopodobnie były to własne decyzje Polaka, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Jensona Buttona.

Czyli to, co Kubica wywalczył dzięki doświadczeniu, intuicji i wyścigowej wiedzy, stracił z powodu incydentu po przeciwległej stronie toru - drobnej stłuczki dwóch młodych kierowców Jaime Alguersuariego i Bruno Senny.

Jednak decyzja Whitinga był słuszna, choć dla Polaka pechowa.

Nierówna, ostra, całkiem spora część przedniego skrzydła bolidu Hiszpana (Alguersuari wpadł na tył bolidu Brazylijczyka) leżała na torze jazdy kierowców, podczas wyścigu prowadzonego w koszmarnie ciężkich warunkach, na dodatek na torze, na którym obsługa nie należy do najbardziej doświadczonych. Sporo trwało, aż przybiegło pięciu Chińczyków posprzątać tor.

Prawdopodobnie to wszystko miał na myśli Whiting wprowadzając na trzy okrążenia samochód bezpieczeństwa. Myślał też zapewne o zeszłorocznym wpadku Felipe Massy przed Grand Prix Węgier, niemal śmiertelnym.

Trochę skrytykowali sędziego Kubica i Button.

W sumie Whiting upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu - z powodu leżących kilku szczątków nikt nie został narażony na niebezpieczeństwo, a wyścig stał się ciekawszy. Na pewno ta druga motywacja nie była najważniejsza.

Napisałem, że znów w tym sezonie decyzja sędziów zaważyła na tym, że Polak nie wywalczył podium, bo podobnie było w Malezji. Wtedy, w kwalifikacjach odpadli główni faworyci, zbyt długo czekając na mniejszy deszcz. W ostatniej serii na Sepang Polak wyjechał na tor jako pierwszy, kontrowersyjnym manewrem wpychając się przed Adriana Sutila, czekającego przed sygnalizatorem na zielone światło.

Jestem niemal pewien, że mając przed sobą pusty tor, Kubica mógłby podczas deszczu pojechać najszybciej z całej 10. Ale sędzia przerwał kwalifikacje. Gdy kierowcy wyjeżdżali na tor do ostatniej serii kwalifikacji po raz drugi, Force India zabezpieczyło się przed sprytnym manewrem Polaka. Kubica musiał zaczekać jak wszyscy w kolejce, opony ostygły i miejsce na starcie wyścigu było gorsze.

Oczywiście, pole position nie gwarantuje sukcesu, co pokazuje przykład Sebastiana Vettela, ale dla kogoś, kto popełnia w wyścigu tak znikomą liczbę błędów jak Kubica, pierwsze miejsce startowe jest jednak bezcenne.

15:29, radoslawleniarski
Link Komentarze (5) »