RSS
wtorek, 31 marca 2009
Tajemniczy e-mail przed GP Chin

Ponieważ zamierzam obejrzeć na żywo wyścig o Grand Prix Chin w Szanghaju, staram się o wizę chińską. Aby ją otrzymać, należy mieć potwierdzenie akredytacji, ale nie od FIA, ale od chińskich organizatorów. Więc wysłałem do nich e-mail, zgodnie z instrukcją ambasady chińskiej w Warszawie:

Drodzy Państwo,

Bardzo proszę wysłanie do konsulatu ChRL w Warszawie potwierdzenia, że jestem akredytowanym dziennikarzem na Grand Prix Chin w Szanghaju, gdyż bez potwierdzenia nie otrzymam wizy.

Wyrazy szacunku 

No, i otrzymałem odpowiedź:

Tajemniczy e-mail z Chin

I weź tu człowieku zrozum coś!

14:54, radoslawleniarski
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 30 marca 2009
Kubica ma wiatr w żaglach, ale Brawna nie pobije

Jeszcze o pierwszym wyścigu.

Pierwsze - nie sądzę, aby były szanse na pokonanie samochodów Brawn GP w walce o tytuł tym roku. Są za szybkie i niezawodne.

Button i Barrichello 

A o tylko w sprawie niezawodności były znaki zapytania. Jeśli chodzi o szybkość - pamiętajmy, że Kubica zbliżył się do liderów tylko dzięki samochodowi bezpieczeństwa, który wyrównał stawkę. A jeśli chodzi o te osławione dyfuzory - nie jestem w stanie sprawdzić, czy to nie był żart - Barrichello powiedział (śmiejąc się przy tym, dlatego nie wiem, czy to nie dowcip) na konferencji, że Kovalainen na pierwszym zakręcie rozbił mu tylny dyfuzor. Mimo to Brazylijczyk wciąż był szybki - choć ani razu nie najszybszy. W ogóle jego samochód dostał z tyłu, z przodu, z boku i na koniec był drugi! Pełny szacunek.

Kolejny test - Malezja, gdzie jest wilgotno i gorąco, czyli ciężki test dla silników. A przecież w tym roku muszą wytrzymać więcej, niż w zeszłym sezonie. Jednak Brawna ma silnik mercedesa, który jest niezawodny, nie używa KERS-u, który może zawodzić i stać się w pewnym momencie balastem.

Drugie. Nie sądzę, aby Ferrari i McLaren odbiły się bardzo mocno od dna. W każdym razie nie będzie tak, że Brawn wygrywa, a za nim równym szeregiem krezusi, czyli Ferrari i McLaren. Brak testów to jedna przeszkoda dla zespołów-dawnych potentatów, ale bodaj jeszcze większa to biurokracja. Śmieszne, co? Biurokracja w F1. Mam na myśli ociężałość organizacyjną. Bo jak 800-1000 osób pracuje nad bolidem w gigancie, to czas reakcji jest odpowiednio większy niż w małym zwartym zespole. Właśnie Brawn zwalnia coś około 270 osób. To będzie - jak na warunki F1 - zwarte komando, szybko reagujące na zmiany i skuteczne. Inni muszą się dostosować do nowych warunków, narzuconych przez Brawna.

Po trzecie - Heidfeld znów ma problem, nic się nie zmieniło z kwalifikacjami. I po prostu ciekawy jestem, czy zespół znów nie poświęci części sił na ratowanie punktów w klasyfikacji konstruktorów, traconych przez Heidfelda. Czy powtórka z poprzedniego sezonu.

Czwarte - BMW Sauber to jednak profesjonaliści. Rzeczywiście pracowali nad bolidem długo i skutecznie. Gdyby nie sensacyjny Brawn GP, byliby pierwszą-drugą siłą w F1.

I na koniec pytanie: czy Kubica założy KERS w Malezji? Tor ma taką charakterystykę, że KERS może w nim pomóc. Ale (niespełniony) sukces w Melbourne może go od tego odwieść. Ciekawe, na co się zdecyduje.

PS. Ciekawe połączenie informacji odnalazł weteran wśród reprorterów wyścigowych James Allen. Otóż w 1977 roku kiedy do Argentyny leciał debiutancki team Walter Wolf Racing, w samolocie był też młody inżynier Ross Brawn. I w Argentynie wygrał Jody Scheckter z Wolfa (na zdjęciu z tego właśnie wyścigu). Był to ostatni przypadek w F1, że pierwszy wyścig sezonu wygrał nowy zespół. Aż do GP Australii 2009 - podwójnego zwycięstwa stajni Rossa Brawna.

Jody Scheckter w Argentynie 1977

12:26, radoslawleniarski
Link Komentarze (6) »
piątek, 27 marca 2009
Kubica jak rok temu. Nie załamywać rąk! I się!

Za nami treningi i początek sezonu. Wyniki treningu nr 1 tu. A drugiego tu.

Kubica na treningu

Tfu, tfu, na psa urok. Wydaje się, że człowiek 44-letni ma już doświadczenie i nie będzie się podniecał zanadto, tylko spojrzy chłodno na okoliczności i je oceni. Tak powinienem zrobić przed pierwszym dniem w Australii. Powinienem wiedzieć, że przepaść między „dyfuzorystami”, czyli Brawnem, Williamsem i Toyotą podczas testów to ważna wiadomość, która wskazuje, że w Australii będą bardzo, ale to bardzo mocni.

Kurczę, nawet teraz mi to nie przechodzi przez klawiaturę.

Najmocniejsi. Tak, najmocniejsi.

Zamiast tego wbrew faktom stwierdziłem, że niemożliwe, aby Ferrari, BMW Sauber było tak daleko z tyłu.

A jednak.

Na szczęście pamiętam, że gdzieś zasygnalizowałem, że Brawn i „dyfuzoryści” może być wysoko w kwalifikacjach. Ktoś powie: treningi to jeszcze nie wszystko, ale wystarczy spojrzeć jak było rok, czy dwa lata temu. Ferrari, McLaren z przodu w treningach i kwalifikacjach i w wyścigu.

Co mnie pociesza?

Rok temu na treningach Kubica był 7 i 15. Heidfeld 16 i 12.

W ten piątek…. Kubica 13 i 15, Niemiec 11 i 14.

Rok temu Polak omal nie zdobył pole position, gdyby nie Nakajima podium było blisko, a Niemiec był drugi w wyścigu.

Teraz jedyny ratunek dla Kubicy, BMW Sauber, i innych wielkich Formuły 1 to solidność, bezawaryjność i uniknięcie stłuczek na początku wyścigu. Wtedy może sprawdzić się mój typ na podium: Massa, Heidfeld/Kubica.

Zastanawia mnie, że mimo tych wszystkich zmian, mimo obcięcia aerodynamiki o naprawdę znaczący procent, czasy są lepsze niż rok temu. I to naprawdę znacząco lepsze. O pół sekundy Rosberg był lepszy od zeszłorocznego Hamiltona.

A miały jeździć wolniej....

P.S. Pomyślałem sobie, że warto porównać dwa dyfuzory. Najpierw tradycyjny, prezentowany przez McLarena.

dyfuzor tylny McLarena

I ten najszybszy na treningach - Williamsa. Oceńcie je sami.

dyfuzor tylny Williamsa

I jeszcze coś, co wyjaśnia, jak wygląda bolid F1 pod spodem, ze szczególnym uwzględnieniem dyfuzorów. Z prawej dyfuzor, który zastosowały m.in. McLaren i Ferrari. Z lewej zeszłoroczny, który został lekko zmodyfikowany przez Brawna, Williamsa i Toyotę. 

porównanie dyfuzorów

 

14:51, radoslawleniarski
Link Komentarze (1) »
środa, 25 marca 2009
Mistrzem będzie Massa, Kubica czwarty

Moje typy na Grand Prix Australii, które już w piątek, sobotę i niedzielę, i na cały sezon.

Typowanie to zabawa - w końcu chyba nie było dotąd sezonu, który zaczynałby się od samych niewiadomych.

Jeśli chodzi o Australię - sprawa jest prosta.

Na starcie będzie gorzej niż w zeszłym roku. Jak kończył zwycięzca Hamilton to za nim jechało już tylko pięć samochodów.

W niedzielę na pierwszym zakręcie kilka aut wypadnie z wyścigu (ze względu na niezwykle szerokie przednie skrzydła, dotąd nie testowane w warunkach bojowych, czyli w tłoku), ale czy Kubica dojedzie do mety? Po dwóch nieudanych wizytach na Albert Park, w końcu mógłby. Ale nie wszystko od niego zależy - pamiętamy przecież Kazukiego, który niejedno zbroił w poprzednim sezonie.

Kwalifikacje może wygrać ktoś od Brawn GP - tu mają wielką przewagę szybkości. Ale w wyścigu przewagę szybkości mają mniejszą. Obydwie przewagi się zapewne i tak zmniejszą w porównaniu z testami, bo pozostali przygotują jakieś antyrakiety w odpowiedzi na cwaniackie dyfuzory. No, i Brawn nie będzie używać KERS. Myślę też, że Ferarri zapomni w Melbourne o zeszłorocznej klęsce.

Tak więc typuję, że wygra Felipe Massa przed Kubicą, który lubi tory uliczne, lub Heidfeldem, który tak jak Massa będzie używał KERS - czyli dodatkowe i chwilowe doładowanie 82 KM.

Massa w Australii

Ale powtarzam, spodziewam się rzezi w wyścigu - nie dość, że te szerokie skrzydła o których mówił Kubica, to o 50 proc. mniejsza przyczepność, nowe zabawki jak KERS. W sumie, dla wielu zawodników może być to nie do opanowania.

A co do sezonu:

Mistrz: Felipe Massa.

Bo Ferrari niby nie najszybsze, ale jednak w testach cały czas w czołówce, zwłaszcza, gdy skończyły się przygody z pogodą. Duży know how, który zaprocentuje w trakcie sezonu. Dzięki zbieraniu danych na wyścigach (testy zabronione) będą w stanie poprawić się, nawet jeśli początek nie będzie nadzwyczajny. Felipe dojrzał, wytrzymuje napięcie - patrz ostatni wyścig sezonu 2008 w Brazylii.

Wicemistrz: Nick Heidfeld.

Nick Heidfeld

O ile przełamie swój mankament słabych kwalifikacji. Ma na to wielkie szanse, bo slicki inaczej pracują niż opony bieżnikowane (w poprzednim sezonie Niemiec nie dogrzewał opon na kwalifikacjach, przez co już na starcie wyścigu miał przechlapane). Z KERS, z którym Heidfeld ma przewagę nad Kubicą, dzięki lepszej dystrybucji masy; z samochodem, który we wszystkich testach działał niemal niezawodnie i był szybki po jego kierunkiem - Heidfeld był dwukrotnie najszybszy i niemal zawsze szybszy od Kubicy. Nie musi przecież wygrywać non stop, FIA wycofała się z nowego systemu wyłaniania mistrza.

Trzecie miejsce: Kimi Raikkonen.

Szybki samochód. Szybki kierowca. Wielka znajomość rzeczy ze strony zespołu, który uczy się na błędach - patrz Massa. W testach Ferrari było w czołówce każdego dnia.

Czwarte miejsce: Robert Kubica.

Kubica gra w pokera

Chciałbym, aby poprawił miejsce z zeszłego roku, ale wydaje mi się, że rzeczywiście problem rozkładu wagi jest nie do przeskoczenia. Po prostu Kubica jest cięższy i tam, gdzie zdecyduje się na używanie KERS, samochód będzie gorzej sterowny, a tam gdzie nie będzie miał KERS, będzie łatwiejszym celem dla najszybszych. Kubica miał gorsze czasy od Heidfelda na niemal wszystkich testach. Ja wiem, że on ma w nosie pokazywanie innym swojej szybkości zanim to jest naprawdę potrzebne (zdaje się, że to cecha immanentna, bo przecież dzięki temu jest tak dobrym pokerzystą), ale gdzieś jego szybkość powinna wyjść, a nie wyszła.

Jeszcze raz - chciałby się pomylić.

Piąte: Lewis Hamilton.Wielka wiedza zespołu pozwoli mu na odzyskanie wielkich strat z pierwszej części sezonu, kiedy Hamilton i Kovalainen głównie będą pracować nad ulepszeniem sensacyjnie wolnego samochodu.Szóste: Fernando Alonso. Nie przekonuje mnie jego renówka. Jako kierowca wyciśnie ją jak cytrynę, ale sucha ta cytryna, oj sucha. Znów testy: podczas ostatnich w Jerez niby miał najlepszy czas, ale pojechał w symulacji ostatniego kółka drugiej serii kwalifikacji. A mimo to w zestawieniu autosportu pod tym względem jest tuż przed Force India.

Typować można dalej: gdzieś tam z przodu może być McLaren, jeśli się upora ze swoimi problemami, są też czarne konie - Brawn GP, Williams, które akurat są jedynymi naprawdę prywatnymi zespołami, co w sumie w tym sezonie przestało być tak dojmująco krzywdzące, dzięki ograniczeniom w wydawaniu kasy. Jest Toyota, która ładuje najwięcej w ten sport (i zdaje się, że nie jest to atut, bo każda duża firma to duża biurokracja i decyzyjność w porównaniu z innymi zerowa).

Sezon wygląda na tak wyrównany wobec rewolucyjnych zmian, że właściwie wszystko może się zdarzyć. Również i to, że jak zwykle będą wygrywać na zmianę McLaren i Ferrari.

14:29, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 marca 2009
TVP znów zadrwiła z kibiców

Właśnie TVP1 przerwała transmisję sprintów Pucharu Świata w Sztokholmie, gdy tylko Justyna Kowalczyk zakończyła swój bieg w finale B. TVP nie pokazała finału A. Trwałoby to pięć minut dłużej!

Szacunek, że pokazali, ale skandal, głupota, niezrozumienie sportu, że nie dokończyli.

Kowalczyk w Pucharze Świata

Przecież z finału A dowiedzielibyśmy się, ile Justyna, dwukrotna mistrzyni świata, medalistka olimpijska, fenomen, nasza gwiazda, będzie miała straty do liderki Pucharu Świata - Słowenki Petry Majdić. Wynik tego finału może zdecydować, czy Polka po raz pierwszy w historii zdobędzie najważniejsze trofeum w narciarstwie.

Jak można nie dać kibicom szansy na dowiedzenie się tego wszystkiego! Niedawno TVP2 nie pokazała i nie poinformowała o tym, kto wygrał w walce o ćwierćfinał w meczu Ligi Mistrzów Roma - Arsenal. To był ten sam brak zrozumienia zasad sportu. Robert Korzeniowski mówił wtedy, że coś takiego się już nie powtórzy.

Czy Polsat przerwie transmisję z GP Australii w Melbourne, gdy na pierwszym zakręcie - nie daj Boże - rozbije się Robert Kubica.

Majdić w finale A wygrała. Kowalczyk ma do niej 115 punktów straty i będzie walczyć w piątek, z wielkimi szansami na pokonanie Słowenki.

17:16, radoslawleniarski
Link Komentarze (4) »
Kubica w nowym systemie? Nie ma co się bać

Na początek jedna tylko wątpliwość, jeśli chodzi o nowy system w walce o tytuł. Co, jeśli w zespole nie ma wyraźnego lidera? Na przykład w zespole BMW Sauber, ale też w kilku innych, np. w Ferrari. Jakie są konsekwencje nowego systemu? Czy wszystkie siły rzucamy na tego, który na początku lepiej jeździ, a drugiego kompletnie odpuszczamy? Czy do Formuły 1 wracają tym samym tylnymi drzwiami polecenia służbowe, team orders?

Ale od początku. Nowy system nie jest zły.

W wyścigach samochodowych właśnie chodzi o to, aby być pierwszym na mecie. Zmiana przepisów, tak aby zdobył tytuł ten kierowca, który częściej pierwszy dojeżdża na metę jest więc zgodna z ideą tego sportu.

Kubica w Monza 2006

Kubica w Monza w 2006 roku. Sekundę wcześniej gratulował mu Schumacher

Zresztą, zwykle właśnie ten był mistrzem, który przyjeżdżał częściej pierwszy - na 13 odrębnych przypadków jest 45 potwierdzających regułę w historii tytułów mistrza świata. A nawet owe 13 przypadków, gdy mistrzem zostawał nie ten, który częściej przyjeżdżał na metę jako pierwszy, tylko zdobywca większej liczby punktów, budzi przecież wątpliwości.

Pół biedy, gdy różnica wynosiła jedno zwycięstwo na 18-17. Gdy różnica jest większa, i wątpliwości są większe.

Wreszcie, można sobie wyobrazić sytuacje ekstremalne, które do absurdu przywiodą każdy system, także ten nowy. Tylko że Formuła 1 nienawidzi absurdów. Nie będzie więc sytuacji skrajnych. W 2009 roku nie zdobędzie tytułu X, który wygrał tylko dwa razy i pozostałych 15 wyścigów nie ukończył, przy czym X nie zdobędzie trofeum dzięki temu, że najgroźniejszy przeciwnik będzie najszybszy tylko raz i w pozostałych wyścigach zajmie drugie miejsce. To jest konstrukcja karkołomna, w praktyce niemożliwa.

Ale jeśli ktoś chce się ze mną założyć, to zapraszam.

Kubicy będzie trudno zdobyć tytuł w każdych okolicznościach, w każdym systemie. Zwykle mówi się, że w nowym będzie być może trudniej. Ale jest to opinia oparta na wynikach poprzedniego sezonu. Wtedy Kubica miał samochód gorszy niż McLaren i Ferrari. Jak będzie miał tak samo szybki lub szybszy, jestem pewien, że będzie mógł wygrywać równie często co kierowcy tamtych zespołów, lub częściej. Jak będzie miał wolniejszy, to rzeczywiście będzie to trudne - bez wzgledu na system.

A mistrzem będzie ten, który wygra więcej wyścigów. Bez kunktatorstwa, które czasem się zdarzało. Jak by wyglądał wyścig w Brazylii w zeszłym roku, gdyby i Massa i Hamilton musieli wygrać?

I mam wrażenie, że właśnie o to chodziło - aby częściej wyprzedzać, aby podejmować ryzyko wyprzedzania, bo wtedy są emocje i walka na torze.

Nie mogę się powstrzymać przed zawieszeniem tego filmiku. Wiem, robię to po raz kolejny, ale on naprawdę pokazuje jaka może być Formuła 1. Mam nadzieję, że nowy system spowoduje, że takich sytuacji jak ta z toru Fuji w 2007 i manewry wyprzedzania Kubicy i Massy będą zdarzać się częściej.

Ktoś mógłby zapytać - a jaka będzie motywacja do wygrywania i wyprzedzania po połowie sezonu, jak się trafi taki Michael Schumacher, który był najszybszy w kilku pierwszych wyścigach? Odpowiedź: pewnie niewielka. Ale z Schumacherem i jego Ferrari sprzed kilku lat bez względu na system szanse na zdobycie tytułu byłyby małe.

14:15, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 marca 2009
Nowe przepisy F1. Mistrzami byliby Massa i Senna

Formuła 1 wprowadziła właśnie zasadę, że mistrzem świata zostanie ten kierowca, który wygra więcej wyścigów, a nie ten, który zdobędzie więcej punktów.

Ile razy w historii Formuły 1 wywalczył tytuł ten kierowca, który wygrał mniej wyścigów, ale wywalczył więcej punktów?

Ostatni taki przypadek przed 2008 rokiem (Massa 6 zwycięstw, mistrz Hamilton 5) jaki kojarzę, był znaczący z powodu nazwisk uczestniczących kierowców. 20 lat temu tytuł zdobył Alain Prost. Wiemistrzem został Ayrton Senna. Prost wygrał cztery wyścigi - Grand Prix USA, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch.

Senna i Prost

Senna wygrał w San Marino, Monako, Meksyku, Niemczech, Belgii i Hiszpanii, czyli sześć razy. Ale zebrał tylko 60 punktów, a Prost 76.

Wtedy za zwycięstwo przyznawano 9 pkt, za drugie miejsce 6.

To był ten rok, kiedy obaj jeździli w McLaren-Honda, ścinali się ostro - między innymi w przedostatnim wyścigu sezonu w Suzuka, kiedy Senna został zdyskwalifikowany za kolizję z Francuzem, który przez nią nie ukończył wyścigu.

Według nowych przepisów, mistrzem w 1989 roku byłby Senna. I wiecie, co to by również oznaczało?

Że czterokrotnym mistrzem świata byłby Brazylijczyk, a nie Francuz, jak to obecnie zapisane jest w statystykach.

Fanom Senny, uważającym go za kierowcę najwspanialszego w historii Formuły 1, dałoby to bardzo mocny argument w dyskusji.

Bartek Raj napisał tutaj, że nowy system jest niesprawiedliwy, ale akurat w tych dwóch znanych mi przypadkach - Massa vs Hamilton i Senna vs Prost - bybym za nową punktacją, bo mistrzami byliby obaj Brazylijczycy. 

Sprowadzając rzecz do absurdu - co zwykle stosują adwersarze w takich przypadkach, i co również stosuje Bartek - niesmaczna jest myśl, że w starym systemie mistrzem mógby zostać ten, który kilka razy przyjechał za tym samym zwycięzcą, powiedzmy X-em, a w tych wyścigach, w których X nie dojechał do mety, też osiągnął najwyżej drugie miejsce.

PS. I już BBC (choć z błędem w 1989) policzył jak to by było z mistrzami i ich najgroźniejszymi przeciwnikami. Dotąd mistrzami byli:
1958: Mike Hawthorne a nie Stirling Moss, który miał największą liczbę zwycięstw
1964: John Surtees a nie Jim Clark
1967: Denny Hulme a nie Jim Clark
1977: Niki Lauda a nie Mario Andretti
1979: Jody Scheckter a nie Alan Jones
1981: Nelson Piquet a nie Alain Prost
1982: Keke Rosberg a nie Didier Pironi
1983: Nelson Piquet a nie Alain Prost
1984: Niki Lauda a nie Alain Prost
1986: Alain Prost a nie Nigel Mansell
1987: Nelson Piquet a nie Nigel Mansell

W sumie więc Prost w nowych przepisach byłby pięciokrotnym mistrzem: w 1981, 1983, 1984, 1985 i 1993 roku. Wow! A Nelson Piquet nie byłby mistrzem wcale! Ani Keke Rosberg! Już z Łukaszem Ceglińskim zastanawialiśmy się, czy Nelsinho i Nico jedziliby w F1...

16:57, radoslawleniarski
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 16 marca 2009
Szał drogowy może zawładnąć każdym

Dziś o poboczach sportu. Jutro fotorelacja.

Kiedyś już pisałem o pandemonium, jakie co wieczór wybucha w podwarszawskim Konstancinie-Jeziornej, kiedy droga zwęża się z dwupasmowej na zwykłą wąską jednopasmową ulicę. Nie napisałem jeszcze o pandemonium porannym, którego dziś doświadczyłem. Wszyscy - ten czereśniak w nissanie navarze, który wciąż pokazuje faka przez otwarta szybę też, a oprócz niego setki, a może nawet tysiące innych - chcą wjechać na cienką nitkę drogi do Warszawy. Z obu stron, po trawnikach, na skróty, na trzeciego, kto tam ma większy pojazd, próbują się wcisnąć, wepchnąć choc pół zderzaka, bo zyskują przewagę, aby do firmy dojechać na 9, odwieźć dziecko do szkoły.

Dochodzi do bójek, kopania w samochody przeciwników.

Od ronda w Konstancinie do odległego o kilometr rozszerzenia jedzie się 45 minut, do godziny. Po drodze trzeba stanąć, bo są jeszcze światła, na których skręcają trzy samochody na 10 minut, no, i wypadałoby też wpuścić nieszczęśników z Piaseczna i Chylic, którzy starczą od pół godziny, trzech kwadransów, czekając na miłosierdzie, aby wcisnąć się do ruchu. Kolejki mają ponad kilometr długości.

Codziennie to samo. Zawsze o tej samej porze - między 7.30 a 10.A kiedy ludzie wyjeżdżają wreszcie na dwupasmówkę, podminowani już na początku dnia, sfrustrowani, klnący pod nosem, widzą patrol policji drogowej z radarem.

Uważam, że jest to skandal.

Codziennie kilku policjantów powinno kierować ruchem, aby był jak najbardziej płynny. Po co stać na światłach przez minutę, czy dwie, skoro nikt nie chce z nich skorzystać. Dlaczego o wpuszczeniu kogoś do ruchu ma decydować poziom empatii.

Nie odkrywam niczego nowego. Ktoś, kto był w górskich miasteczkach we Włoszech, czy Austrii, wie, że tam około 17. wychodzi policja drogowa na skrzyżowania, bo wie, że właśnie zamykają wyciągi i że fali narciarzy trzeba pomóc trafić z powrotem do domów i na kwatery.

Więc zamiast kasować po dwie stówy przy idiotycznym ograniczeniu prędkości do 60 km/godz na dwupasmówce, może jeden i drugi wąsacz w czapce ruszy się i zrobi coś pożytecznego. Pomoże ludziom dojechać do pracy i szkół. Wlepianie mandatów to nie jedyne, ani nawet nie główne zadanie policji drogowej.

Tyle, że najłatwiejsze.

14:01, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 marca 2009
Gołota - Pudzian! Pomysł dla Solorza

Ponieważ nawet Amerykanie już piszą o walce Tomasza Adamka z Andrzejem Gołotą w Polsce, chyba trzeba zająć wobec niej jakąś zasadniczą postawę. Ale nie na baczność.

Po pierwsze byłby to kaprys jednego z najbogatszych Polaków - Zygmunta Solorza. Tacy jak on mogą mieć kaprysy i środki, aby je zrealizować mimo wszystko. Czy ktoś mu wytłumaczy, że na poważnie to taki pojedynek nie ma sensu?

Ale do cyrku Barnum & Co. pojedynek Adamek - Gołota zbliżyłby się na wyciągnięcie pięści. Może właśnie chodzi o dziwadło.

W takim razie dlaczego Solorz nie chciałby przeprowadzić nawalanki Gołota - Pudzian?

Pudzianowski z oponami

Gołota po walce z Ruizem

Każdy może wnieść do ringu to co udźwignie, sędzia precz! Gołota Pudziana poniżej pasa, Pudzian Gołotę oponą od żuka. Jeden ma rozbitą rękę, drugi też. Mam nawet motto do walki: „Jednoręcy bandyci, ostatnie starcie”. To miałoby oglądalność! 

PS. Adamek oficjalnie nie wypowiada się na temat Gołoty. Poza mikrofonem mówi: Ludzie, co żeście się uczepili! Nie ma o czym gadać! Dajcie mi z Gołotą spokój... itp

15:47, radoslawleniarski
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 marca 2009
Blef na blefie. Kubica i inni

Podczas testów w Jerez ktoś zapytał Fernando Alonso:

Alonso przy swoim renaulcie

- Jak bardzo bolid z Jerez przypomina ten, który wystartuje w Melbourne?

- Wcale. Może kolory będą te same - odparł mistrz świata z 2005 i 2006 roku.

Kubica poproszony o ocenę swojego BMW Sauber w porównaniu do innych bolidów powiedział: - Nie wiem, gdzie moglibyśmy być porównywani. Jak zwykle w zimowych testach, nikt nie pokazuje 100 procent możliwości.

Jednak według szefa designerów Toyoty, przytaczanego przez BBC, Ferrari jest numerem jeden, daleko przed McLarenem. O BMW Sauber nie wspomniał.

BMW Sauber wykazuje na testach w miarę równą formę. W czwartek w Jerez najszybszy był Nick Heidfeld. Zespół wypowiada się optymistycznie. Willy Rampf - którego każdy mógłby wziąć za tokarza-frezera w ZNTK a nie za głównego inżyniera BMW Sauber F1 Team, taką ma powierzchowność - wychwalał zespół w swoim stylu: - Bezawaryjność, długie odcinki przejechane w Bahrajnie, byliśmy na mniej więcej tym samym poziomie co Ferrari.

Willy Rampf

Tylko, że były też dni, gdy nr 1 była Toyota z Timo Glockiem, Renault Alonso, czy Red Bull Sebastiana Vettela.

Bądź tu mądry.

Najfajniejsza informacja przyszła o Hondzie, bo jednak w Melbourne wystartuje 20 samochodów.

Honda sprzedała swój kilkuset osobowy zespół wraz z centrum w Anglii. Od tego momentu team będzie się nazywał Brawn GP Formula One Team, bo należy teraz głównie do Rossa Brawna.

Brawn przyszedł do Ferrari z Michaelem Schumacherem w 1996 roku i wraz z nim stał za sukcesami z lat 1999- 2004, w tym pięcioma tytułami mistrza świata z rzędu dla Niemca. Razem z Rorym Byrnem i Jeanem Todtem oraz Schumacherem stworzyli „Dream Team”.

Brawn i Schumacher

 

Ale nawet taki geniusz jak on musi mieć czas na rozwinięcie skrzydeł. W Hondzie był tylko przez rok. I teraz też zajmie mu wiele czasu, aby ruszyć nowy zespół. Zwłaszcza, że sezon 2009 ma już praktycznie stracony. Będzie testować nowy samochód z nowym silnikiem - od Mercedesa - tylko w Barcelonie (od 9 marca) i w Jerez (od 15 marca). Skład kierowców zeszoroczny - Jenson Button i Rubens Barrichello, który odparł atak rodaka Bruno Senny.

13:52, radoslawleniarski
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2