RSS
środa, 12 marca 2008
Putinowcy wchodzą do Formuły 1 tylnymi drzwiami

To po prostu musiało się zdarzyć. Ludzie Putina zaczęli inwestować w zespoły Formuły 1. Na pierwszy ogień poszedł słabowity Super Aguri, walczący o przeżycie. Oficjalnie Super Aguri zostało wykupione przez Magna Group, która jest firma konsultingowa w branży motoryzacyjnej. Jej szefem jest niezły menedżer samochodwy Martin Leach, który pracował w różnych firmach od Forda do Ferrari i Maserati. Ale za Leachem stoi coś i ktoś znacznie potężniejszy.

Otóż Leach przez różne skomplikowane manewry znalazł się w zarządzie GAZ International, olbrzymiej już teraz firmy motoryzacyjnej z rosyjskiego Niżnego Nowgorodu. Ale i to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, kto jest szefem GAZ International. Jest nim Oleg Deripaska, magnat aluminiowy, bliski kolega Władimira Putina, postkomunowy midas na miarę Abramowicza, Chodorkowskiego, Ahmetowa i innych.

To że GAZ wchodzi do F1 nie znaczy, że w Australii wystartują gaziki. Magna Group otrzyma silniki Hondy, będzie jeździć pewnie starym nadwoziem Super Aguri.

Wcześniej czy później Rosjanie musieli wejść do Formuły 1. Mają najwieksze złoża ropy na świecie, najpotężniejsze firmy energetyczne, więc właściwie dlaczego ich nie było do tej pory (jedyny Rosjanin którego znam, a który zainewstowa w Formuę 1 to Alex Schneider, ale on mieszka w Kanadzie i wykupił - a po roku sprzedał - swojego czasu zespół Jordana)?

Aha, i kochają szybko jeździć. Wszystko jedno czym: autobusem, moskwiczem, gruzowikiem.

Zobacz jak szybko.

Wiadomo, tunel na Lefortowie nie jest najlepszym miejscem do ścigania się. Rosjanie wybudują tor 80 km od Moskwy w Wołokałamsku. Tor ma zbudowac Niemiec Hermann Tilke, guru projektantów. Austriackie gazety juz podawały, że Rosjanie zatrudnili austriackiego menedżera Hansa Geista, który przypilnuje budowy toru podmoskiewskiego zgodnie ze standardami Formuły 1. Tylko, że nie wiadomo, czy w kalendarzu znajdzie się Grand Prix Rosji. Tor w Wołokałamsku ma być gotowy w 2010 roku.

Ouups, właśnie usłyszałem, że podobno Oleg Deripaska naraził się Dmitrijowi Miedwiediewowi, bo kiedys podkupił jego kombinat celulozowo-papierniczy.

12:42, radoslawleniarski
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 03 marca 2008
Pekin, Chiny jak Neubrandenburg i NRD

Niestety w Pekinie widać, że zbliża się czas przejęcia świata. Na razie biznesowego. Później sportowego.

Biznesowego, bo tutaj jest fabryka świata, która przejmie globalną produkcję. To nie żart. Nie skoro do żartów zwłaszcza, gdy patrzy się na gęsty las 200 metrowych dźwigów w Pekinie.

Ale zdaje się, że sport jest bardziej skomplikowany niż myślą w Chinach i wygląda na to, że nawet bardziej złożony niż biznes. Władze myślą może: „Wystarczy, że z kilku milionów ludzi wyselekcjonujemy najlepszych. To będą geniusze sportowi. I w szkołach mistrzostwa sportowego zagonimy ich do takiej roboty, że będą zdobywać medale.”Ale komuniści wychowali się chyba na tai chi, a nie na piłce nożnej. Tak łatwo nie da się tego zrobić.

Szkoły sportowe powstały już w latach 50. na model radziecki (i wciąż jest daleko do podbicia świata w sportach kręcących ludzkość - piłce nożnej, Formule 1, koszykówce). I polski - sam spędziłem trzy lata w szkole sportowej, a potem jeszcze rok w ośrodku przygotowań olimpijskich. Przyświeca im myśl zaistnienia na firmamencie światowego sportu jako potęga numer 1, czyli ta, kombinują, która zdobywa najwięcej medali na igrzyskach olimpijskich. Ponieważ sztuka się liczy, sporty, w których szans raczej nie ma, nie rokują, są kosztowne, nie dają gwarancji sukcesu, a jeśli nawet to dają tylko jeden medal (czyli drużynowe), nie są brane pod uwagę pod kątem igrzysk i rozwoju sportu.

I tak, w szkole Shi Cha Cai produkują właśnie takich młodych ludzi w ping-ponga, gimnastyce, taekwondo, badmintonie, siatkówce. Jak zobaczyłem smyka lat osiem z małą paletką do tenisa stołowego, a potem pluton sześcioletnich gimnastyczek idących kolumną na trening, to trochę zdębiałem. Tak nie było nawet w NRD.Po szkole Shi Cha Cai można chodzić bez żadnych ograniczeń - myślałem wpuszczony przez UWAGA! żołnierza na bramie - dopóki mój tłumacz nie przeczytał mi, że kary grożą temu turyście, który wejdzie na teren szkoły. Potem z oglądania siatkarek przegoniła nas jedna z trenerek, ale nie dziwię się jej, bo przecież i w Polsce ktoś zainteresowałby się takimi wścibskimi. Aha, nie będzie żadnych zdjęć z tej szkoły-koszmaru przeciwników talentu Klimka Murańki. Kategorycznie nam tego zakazano.

Dziś, czyli we wtorek przeprowadzę mały dziennikarski eksperyment. Rano wyruszam ulicami Pekinu w dwu i półgodzinny bieg. Na twarzy będę miał maskę ochronną z filtrem z aktywnego węgla. Po powrocie do Polski jestem umówiony na analizę chemiczną tego, co osiądzie na filtrze, bo podobno Pekin jest strasznie zanieczyszczony. Niestety, nie ma sposobu aby sprawdzić stężenia gazów w ten sposób, ale wykryć inne trucizny można, o ile są w koszmarnie wielkiej ilości.

15:50, radoslawleniarski
Link Komentarze (4) »