RSS
środa, 17 grudnia 2008
Kiedy wreszcie nadleci meteoryt na dinozaury w PZLA

Zainteresowany, co dzieje się u naszych fantastycznych lekkoatletów, wszedłem na stronę internetową Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. I z miejsca, od razu wpadłem w chandrę. Czołówka krzyczy z wykrzyknikiem czerwonym „Faktury lub rachunki za 2008 rok realizowane są tylko do 15.12.2008!”

strona pzla

 

Nie, nie wpadłem w chandrę dlatego, że jest już 17 grudnia i jakiekolwiek rachunki szlag trafił. Po prostu to wkurzające, że nie ma szans, żeby ten dinozaur się zmienił. Prezes Szewińska stronę internetową pomyliła z tablica ogłoszeń w podstawówce. Albo, co zasugerował kolega, to tak jakby stołówka wywiesiła ogoszenie, że klucz do toalety znajduje się u kierowniczki.

Ludzie, zróbcie sobie zakładkę dla urzędników i zawodników. Nie męczcie kibiców. Im dajecie jakieś wywiady, plebiscyty, głosowania, namawiającie do biegania, skakania i rzucania. Propagujcie swoją dyscyplinę, bo wyginiecie razem z nią jak dinozaury. Świat się rozwija, a wy ani trochę.

Nie mogę po prostu się doczekać, kiedy wreszcie to całe towarzystwo przestanie zajmować się zarządzaniem lekoatletyką. Gorzej być przecież nie może.Przy okazji sprawdziłem, jak to wygląda w innych krajach.

Amerykanie dają wyniki, galerie zdjęć i wiadomości z juniorskich przełajów. Z prawej apel: Dołącz do nas (czyli „Biegaj razem z nami!”), jest blog działacza i byłego sportowca, gdzie można zadawać pytania i komentować. No invoices.

strona amerykanska  

U Czechów Blanka Vlasić, która będzie gościem mityngu, podsumowują wydarzenia roku, są relacje z zawodów. Brak ogłoszeń o fakturach.

 

czeska strona  

Niemcy pytają, kto jest numerem jeden w światowej atletyce. Żadnych faktur na stronie.

niemiecka strona  

Na koniec hiciorek. Na stronie mołdawskiego związku jakaś ich Irenolu Szewińskorolu daje nagrodę juniorowi. Prawda, strona surowa, ale przynajmniej częściowo o sportowcach i ich wynikach. Nic o fakturach.

 

moldawska strona
12:36, radoslawleniarski
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 grudnia 2008
Prezesie Lato, za kiełbasę można wydrukować mecz?

Ministerstwo Sprawiedliwości, dziś. Kilkudziesięciu sędziów i prokuratorów jest podejrzewanych i oskarżonych o ustawianie spraw i procesów sądowych. Kolejni są zatrzymywani, niektórzy za wydawanie krzywdzących wyroków w zamian za łapówki. Praktycznie całe środowisko prawnicze jest zainfekowane korupcją. Sprawy prowadzone są wciąż, ale przez ludzi, co do których oskarżeni, pokrzywdzeni, świadkowie nie mają za grosz pewności, czy są bezstronni, czy kupieni.

8 grudnia kolejny cios. CBA zatrzymuje sędziego sądu najwyższego, a 9 grudnia gwiazdę prokuratury i stawia im zarzuty: o fałszowanie aktu oskarżenia i na jego podstawie wydanie za pieniądze wyroku skazującego w 2005 roku, o udział w grupie przestępczej. Zarzutów jest więcej.

10 grudnia premier, dajmy na to Donald Tusk, wychodzi przed kamery TV i mówi z wyraźną niechęcią: - Niedługo mamy rok 2009, a my wciąż wracamy do starych grzechów. Aresztujemy kogoś, a potem kogoś i jeszcze kogoś.... Jestem ciekaw, kiedy to w końcu zamkniemy. Wkrótce będziemy ścigać sędziego, który wziął kilo kiełbasy. Albo pół litra wódki. Powoli dochodzimy do absurdu.

Lato i Placzyński

Wyobrażacie sobie taką wypowiedź?

A jednak tak właśnie powiedział prezes PZPN Grzegorz Lato (na zdjęciu Bartka Bobkowskiego z Andrzejem Placzyńskim) zapytany o opinię po zatrzymaniu Grzegorza G. i Jarosława Ż. Był wyraźnie zniecierpliwiony przedłużającą się aferą korupcyjną i lekko zniesmaczony, że znowu prokuratura się czepia - dziś w „Dzienniku”, „Przeglądzie Sportowym” i „Fakcie”.

Skandaliczna wypowiedź, która nie wróży nic dobrego piłce i uczciwości w sporcie. Laty poziom etyczny - 0.

10:45, radoslawleniarski
Link Komentarze (4) »