RSS
piątek, 15 lutego 2008
Węzeł zaciska się w Pekinie
 

Trudno wyobrazić sobie coś bardziej dramatycznego w sporcie niż to, co dzieje się wokół igrzysk w Pekinie.

Jest to nierozwiązywalny węzeł. Wyobrażam sobie go jako węzeł ściskający gardło MKOl za karę, że wymyśliły szatański plan dania igrzysk Chinom, wyobrażam go sobie jako węzeł ściskający grdykę komunistycznym Chinom za to co robią w Darfurze, za to co robią u siebie z ludźmi z Falun Gong, z Tybetańczykami, z Ujgurami, z własnymi obywatelami.

Ten nierozwiązywalny węzeł ściska też zwykłych Chińczyków, myślących, że tworzą właśnie największy spektakl w dziejach świata, który psują im jakieś zachodnie głupki. Zapewne jakby Spielberga zobaczyli na ulicy, to by go opluli, wcale nie z powodu miłości do KPCh, ale dlatego, że im schrzanił być może najważniejszy powód do dumy.

I po prostu rozumiem, że tego uścisku węzła nie rozumieją sportowcy, a też ich ściśnie. Jak nie teraz to wkrótce. Pracują, aby zabłysnąć jasnym światłem tylko raz na cztery lata, a właśnie jest im to obrzydzane. Tak to czują - nie dociera do nich groza tego, co dzieje się w Chinach. Są na zgrupowaniach w Portugalii, RPA, na Florydzie i koncentują się tylko na tym, aby jak najlepiej wypaść w Pekinie. Otylia chce pokonac Schipper, Plawgo chce ścigać Sancheza, Korzeniowski marzy, aby pokonać Phelpsa.

Pamiętam, jak Zdzisław Ambroziak mówił mi o swoich odczuciach, gdy pisałem o tragedii Izraelczyków w 1972 roku. Otóż po tym strasznym wydarzeniu polscy siatkarze grali kolejny mecz, Ambroży i inni musieli skakać przez siatkę na trening, bo policja ustawiła kordony w wiosce olimpijskiej. Nawet do głowy mu nie przyszło, że to koniec igrzysk. Byliby śmiertelnie rozczarowani, tak jak ludzie którzy nie pojechali do Los Angeles w 1984 roku. Tomaszowi Świerczyńskiemu kajakarzowi ze Skry minęło koło nosa wielkie wydarzenie w jego życiu i wrócił z obozu przedigrzyskowego do syfu na klubowym obozie w połowie drogi między Rypinem i Sierpcem, gdzie zepsuty był nawet jedyny ser topiony, ale ludzie rzucali nim w Bogu ducha winnego kucharza. I wtedy i teraz mówi zapewne: „No i zrobić?”

Nie da się, mimo zaklęć MKOl, nie da się nie zmieszać sportu i igrzysk z polityką. Ze światem.

Po prostu nie uda się zatrzymać tego procesu, będzie coraz bardziej cisnął ten węzeł, im bliżej igrzysk w Pekinie tym będzie ciaśniejszy.

Poza tym, naprawdę budzi się we mnie wnerw, kto zaczął mieszać?

Kto wprowadził wielkie korporacje do igrzysk olimpijskich, kto pozwolił im wciskać w sport swoją filozofię. Kto sprzedał igrzyska do Atlanty, stolicy Coca-Coli w 100 lecie ruchu olimpijskiego?

Kurczę, kto jest temu wszystkiemu winien?

Ilu ludzi z MKOl siedzi w radach nadzorczych wielkich korporacji?

Ilu siedziało, albo będzie siedzieć?

Kto sprzedaje za milionów setki prawa do oglądania igrzysk, kto zmienia program, aby zadowolić wielkie korporacje, kto to wszystko sprzedał? To nie polityka? A teraz ci ludzie z MKOl mogą powiedzieć, że w igrzyskach nie można powiedzieć słowem o prześladowaniach Falun Gong? Że nie można na paraolimpiadzie zapytać gdzie jest teraz Feng Zhou, który stał się niepełnosprawnym sportowcem, bo nie ma nóg, które stracił bo mu po nich czołg przejechał w 1989 roku na placu Tiananmen?

Polityka była zawsze w igrzyskach, i teraz aż głupio zadawać pytania o to czy polscy sportowcy salutowali Hitlerowi na igrzyskach w Berlinie? Nie zachowały się zdjęcie, więc może nie.

Ja się cieszę, że teraz będzie głośniej o Darfurze, Tybecie, Falun Gong, o egzekucjach, których jest w Chinach więcej niż we wszystkich krajach razem wziętych, o problemach które toczą współczesne Chiny, kraj o nieprawdopodobnych możliwościach kreacji i destrukcji.

Chiny to nie III Rzesza, wiadomo, to oczywiste. Mimo to, zachowajmy się (jestem akredytowanym na igrzyska dziennikarzem) w Pekinie godnie.

Godniej niż MKOl.

21:25, radoslawleniarski
Link Komentarze (13) »
wtorek, 12 lutego 2008
Odczepcie się od TVP, bez niej da się przeżyć

Szanowni politycy, którzy jak stado owiec beczą o krzywdzie kibiców i nawołują do pikiet pod siedzibą TVP, odczepcie się od tej telewizji, bo to wy jesteście odpowiedzialni za taki stan rzeczy. Chcecie teraz upiec swoją własną pieczeń i wasze pobekiwania są żałosne.

Wyjaśniam wam, że najważniejsze mecze Euro, czyli otwarcie, półfinały, finał i mecze Polaków, a jak dobrze pójdzie to ćwierćfinał, zgodnie z ustawą pokaże Polsat, który ma niemal dokładnie taką samą widownię co TVP.

Kibic sportowy, który zechce obejrzeć wszystkie inne mecze, pewnie będzie musiał mieć dekoder Polsatu. Czyli tak jak niemal zawsze.

Czego chcą ci oburzeni z punktu widzenia zwykłego widza, przeciętnie zainteresowanego piłką nożną?

Żeby TVP wydała 10 mln na wszystkie pozostałe mecze, w tym Rosja - Turcja, czy Rumunia - Szwajcaria. No, bo - według dzisiejszego układu bez TVP - najważniejsze obejrzeć będą mogli w Polsacie.

Co na wydanie przez TVP 10 mln euro na (pozostałe mecze) Euro powie kibic np. teatru telewizji, to inna sprawa. Ktoś mówi, że to skandal, że nie mają pieniędzy na Euro, a mają na jakieś błazenady za ciężką kasę typu wieczór z gwiazdami, itp. No, to trzeba się oburzać na rozrzutność za tandetę z gwiazdami.

Jako cholerny moloch na wyprzedzenie Polsatu w wyścigu o prawa nie mieli nigdy szans, i można się na to denerwować.

No, i rozumiem, że najbardziej wkurzeni na TVP są fani Darka Szpakowskiego. Trudno.

14:44, radoslawleniarski
Link Komentarze (9) »
piątek, 08 lutego 2008
Władymir Kliczko jak Muhammad Ali

Wczoraj Polska Agencja Prasowa wpuściła w łącza przedruk o treningu Władimira Kliczki w basenie.

Pap napisał:

Mistrz świata wagi ciężkiej federacji IBO i IBF Władimir Kliczko przygotowuje się w niekonwencjonalny sposób do walki z mistrzem świata federacji WBO Sultanem Ibragimowem, która odbędzie się 23 lutego w Nowym Jorku w Madison Square Garden. Zamiast tradycyjnych walk z cieniem, wykonuje to samo ćwiczenie, ale... pod wodą.
 "Szukamy różnych rozwiązań i metod treningowych. Zależy mi też na tym, by zajęcia nie były zbyt monotonne, a takie ćwiczenie w wodzie może przynieść niespodziewane rezultaty - jakie, będzie można zobaczyć już za dwa i pół tygodnia" - powiedział trener boksera Emanuel Steward. 

itd.

Dziennik opublikował na ostatniej, niesportowej stronie, fajne zdjęcia Kliczki z Jonathanem Banksem w wodzie.

Nikt nie przypomniał sobie świetnej historii z 1964 roku. Rozmiawiałem o niej z trenerm Cassiusa Claya Angelo Dundee, który ma ośrodek bokserski na Florydfzie. Pojechałem tam po igrzyskach w Salt Lake City w 2002 roku. Między innymi padło takie pytanie:

Ofiarami waszych zabaw byli często dziennikarze. Pamiętam historię z magazynem "Life"...

* Och, to było naprawdę świetne. Przyjechał do nas do Miami pewien fotoreporter. Chwalił się przed Cassiusem, że robi zdjęcia pod wodą. Na to Cassius: "To super! Wiesz, mamy z Angelo mały sekret. Treningi w wodzie. Dzięki nim czuję się lżejszy i szybszy. Nikt o tym nie wie".

Wtedy magazyn "Life" to była potęga - dostać się na jego łamy to był prawdziwy wyczyn dla nieznanego jeszcze pięściarza. Podstęp się udał. Poszliśmy na basen. Cassius wszedł do wody i pokazywał, jak niby wyglądają te nasze treningi. Ludzie to kupili! A przecież Cassius ani trochę nie umiał pływać.

Ale takie wciskanie ludziom kitu nie było chyba w porządku?

* Myślałem o tym w innych kategoriach: mieliśmy świetny produkt, musieliśmy go dobrze pokazać, wypromować i sprzedać. Cassius trafił na okładkę i to było najważniejsze.

Magazyn zrobił sesje jeszcze na długo przed pierwszą walką z Sonny Listonem, ale okładka ukazała sie 6 marca 1964, czyli kilka dni po tej walce.

Obie historie zdarzyły się w Palm Beach. To sporo mówi o poczuciu humoru Kliczki.

15:50, radoslawleniarski
Link Komentarze (1) »