|
piątek, 15 stycznia 2010
Coś dziwnego dzieje się w klasowym zespole Renault
Dosyć kuriozalna sytuacja powstała w zespole, który chce odnieść sukces w nadchodzącym sezonie F1. Już dziś wiadomo, że prezentacja teamu Renaulta odbędzie się 31 stycznia w Walencji na dzień przed początkiem pierwszych testów - co jest logiczne, biorąc pod uwagę kryzys i cięcia - ale wciąż nie wiadomo, kto będzie tym drugim kierowcą obok Roberta Kubicy. To z pewnością niewygodna konsekwencja zawirowań własnościowych i personalnych.
Nie mogłem sie powstrzymać, aby nie dać portretu dwóch drapieżników. Z lewej Bernie Ecclestone, z prawej piękny husky. Bernie był obecny na dorocznej imprezie dla mediów organizowanej w Dolomitach przez Ferrari i Ducati. 79-letni Anglik wymyślił, że arcyciekawy wyścig GP byłby wtedy, gdyby wprowadzić możliwość jazdy na skróty - pięć razy w wyścigu Znów pojawia się wśród kandydatów nazwisko Nicka Heidfelda, który dobijał się do miejsca rezerwowego kierowcy Mercedesa, ale się odbił, bo tam - jak donosi fińska prasa - zdecydowano się na 19-letniego Marcusa Ericssona. Zespoły, o których można powiedzieć, że są klasowe i z którymi Renault chciałby się ścigać jak równy z równymi, mają już komplet lub nawet nadkomplet kierowców. W kuluarach FIA podgrupa do spraw zamiany wyścigów w show zastanawia się nad zmianą punktacji tak, aby szanse na jak najdłuższą walkę o tytuł były jak największe. Można by się zastanowić, co podgrupa zrobiła z walką o zwycięstwo na torze? Ona, dzięki decyzjom o zakazie tankowania, też może być długa. I, niestety, może też być nieciekawa. Równie ciężkie, z paliwem po korek samochody, ruszą w tym samym tempie ze startu, a kierowcy w tyle głowy będą mieli myśl: „Oszczędzać opony”. Czy w takich warunkach łatwiej o wyprzedzanie, czy trudniej? Chciałbym też zaczerpnąć z innej beczki. Niedawno dzwoniłem do Andrzeja Gołoty, aby umówić się na jazdę rowerem w USA (Gołota uwielbia jeździć na górskim rowerze, no i jesteśmy niemal w tym samym wieku, więc fajnie byłoby się pościgać). Wtedy powiedział o swoim przyjeździe na mecze bokserskie Polska - Chicago na Śląsku, w których będzie sekundantem Amerykanów u boku swojego wieloletniego trenera i chyba również przyjaciela Sama Colonny.
Na zdjęciu Kuby Atysa fizjoterapeuta Leszek Samitowski, trener Sam Colonna i Gołota w Wiśle przed walką z Tomaszem Adamkiem Bardzo cieszę się że Andrzej idzie w tym kierunku. Z całą sympatią, ale aż mi odbiera dech myśl, gdzie on byłby dziś, gdyby nie boks. Młodsi czytelnicy zapewne nawet nie zdają sobie sprawy z tego, co było z niego za ziółko, z jakimi ludźmi się z nudów obracał. Teraz Gołota znów nie może sobie znaleźć miejsca w życiu i znowu pomoc nadchodzi ze strony boksu. Prawdopodobnie najlepszy pomysł dla Gołoty, to otworzyć w Chicago bokserski gym dla polonijnej społeczności, dla której jest wciąż idolem. Powodzenie murowane, zwłaszcza, że wśród Polonii co jakiś czas pokazuje się jakiś pięściarz, ale z koszmarnymi wyrwami technicznymi, z koordynacją ruchów walącego się rusztowania. Porządna sala treningowa sprawiłaby masowe cuda. Dzięki niej i Gołota byłby bezpieczniejszy dla siebie i innych, i inni byliby bezpieczniejsi dla miasta i przedmieść Chicago.
wtorek, 12 stycznia 2010
Schumacher na torze!
Michael Schumacher zaczął jeździć szybko. Na razie w Jerez podczas testowania samochodu dla GP2, czyli niższą serią wyścigową. Prawdziwe testy dla Mercedesa na początku lutego w Walencji.
Schumacher pomaga w rozwoju samochodu na 2010 rok inżynierom z GP2. Zasadniczo, siedmiokrotny mistrz świata ma im pomóc w ustawieniu odpowiednich parametrów zawieszenia. To pierwsza jazda na torze w jednomiejscowym bolidzie 41-letniego Schumachera od czasu nieudanej próby zastąpienia Felipe Massy w Ferrari. PS. W niedzielnej „Gazzetta dello Sport” czyli ”Gazzetta Sportiva” pokazało się piękna infografika z Ferrari. James Allen na swoim blogu pisze, że autor grafiki rzadko się myli, więc prawdopodobnie rzeczywiście tak będą wyglądać bolidy Massy i Fernando Alonso.
Samochód ma wyższy dziób niż zeszłoroczny i charakterystyczne równoległe grzbiety - pomysł Red Bulla z 2009 roku. Podobno redbullowski jest również dyfuzor. Dyfuzory w zeszłorocznym stylu będą zakazane w 2011. Na zdjęciu grzbiety zaznaczono numerem 2. Numer 6 to zbiornik paliwa, podobno mieszczący 240 litrów, z powodu którego odległość między przednimi i tylnymi kołami (w zwykłych pojazdach nazywa się to rozstaw osi) zwiększy się o 15 cm. Prawdziwe Ferrari pojawi się na początku lutego w Walencji.
piątek, 08 stycznia 2010
Czyżby znów problem Renaulta
Robert Kubica pojedzie sobie w Rajdzie Monte Carlo i to jest bardzo fajna dla niego wiadomość, ale znacznie ważniejszą dla niego wiadomością jest chyba to, że Genii Capital razem z Bernie'm Ecclestone'm przystąpiło do przetargu o Saaba. Przypomnę, że Genii Capital wykupiło ostatnio większościowe udziały w Renault F1, gdzie jak zapewne wszystkim wiadomo będzie w przyszłym sezonie jeździł Kubica. Ja nie wiem, ile kapitału ma do dyspozycji Genii Capital, ale mam nadzieję, że nie odgryzie kęsa, którego nie będzie potrafiło przeżuć i połknąć. Saab to już jest wielki kęs, Renault F1 to trochę mniejszy kęs, ale też niczego sobie. I oba kęsy z kością, jeśli można tak powiedzieć, bo w niepewnym biznesie samochodowym. Co się stanie, jeśli Genii Capital do spółki z Ecclestone'm wygrają przetarg... Czy to może oznaczać, że właściciel Genii Gerard Lopez pozbędzie się udziałów w Renault F1? Jeśli tak, będzie to kolejny dowód, że F1 jest przeznaczona dla zespołów wyścigowych, a nie dla producentów popularnych samochodów lub inwestorów, szukających zysków.
czwartek, 07 stycznia 2010
Ładny filmik z nowym/starym renaultem i Kubiką
Ponieważ powtarzają się informacje o tym, że Renault w nowym sezonie wystartuje w historycznych żółto-czarnych barwach - głównie z braku wielkiego sponsora - można sobie obejrzeć filmik z youtube.com (ściągnięty z MMG), jak może wyglądać ten pojazd w nowych/starych barwach na torze Magny Cours. Jedzie Kubika. Specyfikacja bolidu to co prawda 2008, z bieżnikowanymi oponami, ale i tak uważam, że ładne. Albo właśnie dlatego ładne, że z 2008.
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Kubica zostaje w Renaultcie
Kubica wypełni podpisany kontrakt, co oznacza, że zostanie we francuskim zespole przynajmniej jeden sezon. Mógł postąpić inaczej, mógł przenieść się do innego zespołu, bo zmienił się właściciel francuskiego zespołu. Został nim inwestor Gerard Lopez. Ale niby gdzie Kubica ma iść? Wolne miejsca zostały w nielicznych słabszych zespołach. Aby zmienić jakiegoś mocnego kierowcę w mocnym zespole - i to jeszcze przed sezonem - musiałoby nastąpić monstrualne trzęsienie ziemi. Menedżer Kubicy Daniele Morelli stwierdził, że zwłoka z podjęciem decyzji nie miała na celu podwyższenia honorarium. Kubica i Morelli chcieli mieć podobno pewność, że po zmianie właściciela zespołem pokierują odpowiedni ludzie. Niedawno na czele Renaulta F1 stanął Eric Boullier, zaufany człowiek nowego większościowego udziałowcy zespołu Gerarda Lopeza. Widocznie Kubica i Morelli uznali, że Boullier w teamie z Bobem Bellem, dotychczasowym szefem konstruktorów, jest układem w miarę OK, mimo braku doświadczenia Francuza w F1. Lub też po prostu znaleźli się w narożniku. I w tej sytuacji liczą już tylko na nieoczekiwane rozwiązanie, błysk geniuszu inżynierów Renaulta. Zmienia się w przyszłorocznych samochodach bardzo dużo, więc i mogą być nowe pomysły dające przewagę, lub prowadzące do dużych strat. Najbardziej fundamentalne zmiany są oczywiście związane z zakazem tankowania. Wymuszają one nowe rozwiązania. Ostatnia rewolucja nie przysłużyła się Francuzom, ale kiedy Renault zmieniał silnik z 3 l V10 na 2,4 l V8, jakoś z tym poszło - Alonso obronił tytuł praktycznie dominując w pierwszej części sezonu, jak nie przymierzając Button rok temu. Mówiło się wówczas, że Michelin ściślej współpracował z Renaultem niż z innymi zespołami (czego dowodzi nieco wcześniejsza sprawa OPT, czyli optymalnego zawieszenia - systemu opatentowanego przez Michelina i testowanego wyłącznie przez Renaulta, potem zakazanego). Również z powodu wymuszonej zmiany dostawcy na Bridgestony skończyło się francuskie królowanie. Może zbyt desperacko szukam jakichś pozytywów na przyszły sezon, jak tonący brzytwy, ale w kwestii opon też się sporo zmieni, więc znów jest szansa na spory zysk - samochód będzie przecież cięższy na starcie, co za tym idzie zużycie opon większe, Bridgestone stosować więc będzie twardszą mieszankę niż do tej pory przy węższych przednich oponach. Może te zmiany pomogą właśnie Renaultowi.
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Kubica z Jerome d'Ambrosio
Wygląda na to, że Jerome d'Ambrosio będzie partnerem Roberta Kubicy w Renaulcie.
Belg jeździł w europejskim cyklu GP2 przez dwa lata. d'Ambrosio - jak Chińczyk z Holandii Ho-Pin Tung - jest prowadzony przez Gravity, czyli firmę, której właścicielem jest Gerard Lopez, współwłaściciel zespołu Renault F1. Najważniejszą postacią w Gravity jest Eric Boullier, który właśnie został szefem Renault F1. Boullier był też dyrektorem zarządzającym DAMS, czyli zespołu wystawiającego samochody w dwóch seriach GP2 (i w Formule Le Mans). W DAMS przez ostatni rok startował d'Ambrosio. D'Ambrosio uczestniczył też w programie dla młodych kierowców i jeździł w Formuła Renault oraz w Renault World Series. Pogłoski, że Kubica będzie jeździł w Ferrari w trzech pierwszych wyścigach sezonu za Felipe Massę, wciąż nie w 100 procentach zdrowego - co podają dziś (28 grudnia) hiszpańskie media -zapisujemy na konto święta Świętych Młodzianków Męczenników.
niedziela, 20 grudnia 2009
Lewandowski w krainie szybkobiegaczy
Dostałem kilka fantastycznych zdjęć od Tomka Lewandowskiego z Kenii, gdzie trenuje jego brat, jeden z najbardziej utalentowanych 800 metrowców świata, czyli Marcin Lewandowski. Marcin pojechał tam na zaproszenie Wilfreda Bungei, mistrza olimpijskiego z Pekinu i razem trenowali od początku grudnia. Tomek Lewandowski pisze, że Wilfried po jednym z ostatnich mocnych treningach tempowych stwierdził, że Marcin jest „białym Kenijczykiem”, co trzeba uznać za wspaniały komplement. Trzymam kciuki za Marcina, bo jest sportowcem, który walczy w konkurencji zupełnie niebywałej pod względem wysiłku i ma w niej do czynienia z biegaczami afrykańskimi, absolutnymi dominatorami na bieżniach na dystansach powyżej 400 m. Marcin był w finale 800 metrów na mistrzostwach świata w Berlinie. Można ten sukces porównać do udziału polskiego sprintera w finale 100 m i walce jak równy z równym z najlepszymi Jamajczykami. Z tego co pisał Tomek, Afrykańczycy, a zwłaszcza Kenijczycy, byliby zupełnie niedościgli, gdyby tylko zaczęli stosować metody treningu Europejczyków. Obejrzyjcie te zdjęcia.
środa, 16 grudnia 2009
Renault F1 sprzedał się inwestorowi
Renault sprzedał inwestorowi udziały w zespole wyścigowym. Dla mnie nie jest ważne jak nazywa się inwestor, ani jakie ma plany. Mam zasadniczy problem z tym, że znów zespół wyścigowy znalazł się w rękach osób, dla których F1 jest narzędziem, a nie celem. Poprzednio często krytykowałem, że F1 poddała się dyktatowi wielkich producentów, choć jedna decyzja rady nadzorczej może spowodować, że wycofają się z wyścigów z dnia na dzień. Różnica między Gerardem Lopezem a koncernami samochodowymi jest tylko taka, że Lopez chce zarabiać, a producenci chcieli mieć reklamowy afisz. Zresztą i Lopez będzie wykorzystywać stajnię jako słup ogłoszeniowy, aby wygenerować zyski (na razie - przez dwa lata - zespół nazywać się będzie Renault). Ale jak Lopez stwierdzi, że jego kapitał lepiej poczuje się i rozwinie w produkcji makaronu, albo światłowodów - zdecydowanie stawiam na światłowody, bo w końcu jako pierwszy zainwestował majątek w Skype'a - to jego kapitał tam szybciutko przepłynie. Kubica i jego menedżer też to wiedzą, stąd ich żądanie o informację o rolę firmy Lopeza w stajni wyścigowej. Jak się dowiedzą, to zdecydują co z tym fantem zrobić. Nie mają wielu opcji. Nie wiem, dlaczego tak bardzo F1 broni się przed takimi ludźmi jak Dave Richards z Prodrive'a. Dla tych, którzy przeczytali poprzedni wpis - mam nadzieję, że nie obraziliście się za język. Chciałem tą formą pokazać, jak nisko sportowo upadliśmy, skoro podnieca nas takie widowisko - nas jako społeczeństwo, bo w końcu pojedynek Pudzianowskiego z Najmanem oglądało 6 mln ludzi. Od jakiegoś czasu spodziewałem się podobnego zjawiska, a przynajmniej od czterech lat, kiedy na pytanie do dzieciaków zwiedzających dział sportowy „Gazety” kto jest najlepszym sportowcem, otrzymałem odpowiedź: Pudzian.
wtorek, 15 grudnia 2009
Wyremontować Gołotę na Pudziana
Ludzie, taki człowiek jak Gołota nie może się stracić! Nie może się stracić dla MMA! Toż to prawdziwy skarb i jak bardzo ograniczany w swojej pięknej karierze przez sztywne, beznadziejnie sztywne zasady boksu, ograniczające ludzką kreatywność. Trzeba mu zrobić operację łokcia. Po prostu trzeba, bez łokcia się nie da. Kolano też trzeba zreperować, bez niego też się nie da. Głowa jest OK. I jak już Gołotę się wyremontuje, zbije Pudziana na kwaśne jabłko. Przez całe życie zabraniali mu walić z dyńki, kopać w jaja, z piąchy w jaja, gryźć aortę, z Pudzianem wreszcie wyzwoli energię, pokaże swoje najwartościowsze zalety. Gadają farmazony, że sędzia też w MMA jest. I co, zdyskwalifikuje Gołotę? Za co? Za mieszane sztuki? A Pudzian mógł walić w buźkę leżącego Najmana? Mógł. Sędzia też człowiek, też nie lubił Najmana. Andrew lives!
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Obóz Adamka. Nabrzmiał wrzód, trzeba go przeciąć
Trener Tomasza Adamka Andrzej Gmitruk powiedział mi dziś, że z prasy dowiedział się o tym kiedy będzie najbliższa walka jego pięściarza, z prasy dowiedział się, że przeciwnikiem będzie Jason Estrada. No, i że wciąż nie ma kontraktu z pięściarzem, którego wychował na mistrza świata.
Podkreślił też, że ma własny świat - O'Chikara Gmitruk Team. I w tym świecie najbliższym wydarzeniem będzie gala w Radomiu 19 grudnia, organizowana dla Canal+. Czyli, atmosfera wcale się nie oczyściła, choć trener wielokrotnie powtarzał w rozmowie, że wszystko jest na dobrej drodze, i że trzeba mówić o tym optymistycznie. Na całym świecie robi się to inaczej. Pięściarz dogaduje się z trenerem, podpisują kontrakt na przygotowanie do konkretnej walki i obie strony wiedzą, czego się spodziewać. Za ostatni pojedynek - z Andrzejem Gołotą - Gmitruk otrzymał 10 procent honorarium pięściarza, i jest to suma porządna. Mniej więcej tyle zwykle otrzymuje trener - czyli do 15 procent w zależności od długości przygotowań i znaczenia walki (choć gwiazdorzy trenerscy chcą więcej). Gmitruk samodzielnie nigdy nie zrezygnuje z takich pieniędzy, ale też nigdy nie będzie chciał spędzić w USA niemal połowy roku (przy okresie przygotowań do trzech walk, o jakim marzy Ziggi Rozalski, przyjaciel i doradca Adamka), nie chce odpuścić rozwoju utalentowanego Mateusza Masternaka, o którym uważa, że będzie dla niego drugim Adamkiem. Teraz będzie walka z Estradą, i rzeczywiście trener nie wie na czym stoi. Wie tylko, że ma przyjechać 3 stycznia do USA, na cztery tygodnie porządnych treningów i piąty tydzień mumbo-jumbo z prasą, telewizją, kibicami, konferencjami, treningami otwartymi, słowem promocją pojedynku. Z drugiej strony (Atlantyku) widzą, że sytuacja nie jest lepsza, aczkolwiek Adamek i Rozalski mają większe możliwości, aby ją zmienić. To Adamek powinien przecież zatrudnić trenera, w kontrakcie zapewnić sobie odpowiednie treningi - przede wszystkim czas i jakość przygotowań. A tak, to wieś tańczy i śpiewa. W efekcie Rozalski sugeruje, że Adamek powinien zmienić trenera, bo uważa że Gmitruk się leni, woli mieć kogoś na miejscu, rzuca nazwisko Rogera Bloodwortha, który jest bardzo fajnym człowiekiem, sympatycznym i w ogóle, ale jeśli chodzi o jakość trenerską, to stoi w jednym rzędzie z Samem Colonną, czyli dość niskim rzędzie. Dotychczasowe eksperymenty Rozalskiego z zastępcami Gmitruka zawiodły - Buddy McGirt był kompletnym niewypałem, nie znał Adamka, nie rozumiał jego potrzeb, nie zauważył, że Adamek słabnie, i że walka o limit wagowy jest dla niego zbyt wyczerpująca, nie umiał przygotować Polaka do pojedynku z mańkutem Chadem Dawsonem, zaniedbywał najlepsze cechy Adamka jako pięściarza, a próbował od zera nauczyć swoich schematów, nie umiał porozumieć się z nim w narożniku, tłumaczenie jego porad przez sekundanta Rozalskiego było jednym wielkim nieporozumieniem. Adamek był w efekcie całkowicie bezradny w jedynym przegranym pojedynku. Sam Colonna owszem miał tyle szczęścia, że prowadził Adamka w zwycięskiej walce o tytuł mistrza świata z Paulem Briggsem, ale wystarczy spojrzeć na zdjęcia pięściarza, aby przekonać się, ze koszt tego zwycięstwa był zbyt wysoki (nie mówiąc o złamanym nosie Adamka w czasie sparingów).
Jestem też pewien, że na gwiazdorskiego trenera Adamek by się nie zgodził z prostej przyczyny - gwiazdor będzie chciał dużo więcej niż Gmitruk. Tak więc dla obu stron problem stał się poważny, bo pal licho Estradę, ale następny przeciwnik będzie zapewne dużego formatu, bo pojedynek będzie pokazywać zapewne jakaś duża stacja TV. Zdaje się, że Rozalskiemu właśnie o to chodzi, że każdy musi się teraz poświęcić, bo przychodzi najważniejszy czas w karierze. Rozalski wyraźnie prze do zmiany po walce z Estradą. Tylko, że gdyby odstawił na boczny tor Gmitruka, byłby to cios poniżej pasa. Wyrzucić trenera właśnie wtedy, gdy wychowany przez niego pięściarz zacznie zarabiać wielkie pieniądze? Gmitruk wyobraża sobie, że gdy pojedzie teraz do USA, aby przygotować Tomka do walki z Estradą, ruszy w objazd po okolicznych salach bokserskich i wynajdzie amerykańskiego pomocnika, który popracuje z Adamkiem do czasu jego przyjazdu na cztery tygodnie przed najważniejszymi walkami w USA. To kompromis, ale może wcale nie taki zgniły. Adamek faktycznie potrzebuje zwykle szlifu na kilka tygodni przed walką - wtedy, gdy planuje się i przeprowadza sparingi, gdy przychodzi czas na najważniejsze zajęcia techniczne i taktyczne. Problem tylko jest taki, że za takiego pomocnika trzeba zapłacić. Powinien zapłacić trener, skoro nie może sam poświęcić czasu. Trener nie ma z tym problemu. O ile będzie zarabiał odpowiednio więcej. |
Archiwum
Zakładki:
Czytam z błyskiem w oku
|