Blog > Komentarze do wpisu
Nowe przepisy F1. Mistrzami byliby Massa i Senna

Formuła 1 wprowadziła właśnie zasadę, że mistrzem świata zostanie ten kierowca, który wygra więcej wyścigów, a nie ten, który zdobędzie więcej punktów.

Ile razy w historii Formuły 1 wywalczył tytuł ten kierowca, który wygrał mniej wyścigów, ale wywalczył więcej punktów?

Ostatni taki przypadek przed 2008 rokiem (Massa 6 zwycięstw, mistrz Hamilton 5) jaki kojarzę, był znaczący z powodu nazwisk uczestniczących kierowców. 20 lat temu tytuł zdobył Alain Prost. Wiemistrzem został Ayrton Senna. Prost wygrał cztery wyścigi - Grand Prix USA, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch.

Senna i Prost

Senna wygrał w San Marino, Monako, Meksyku, Niemczech, Belgii i Hiszpanii, czyli sześć razy. Ale zebrał tylko 60 punktów, a Prost 76.

Wtedy za zwycięstwo przyznawano 9 pkt, za drugie miejsce 6.

To był ten rok, kiedy obaj jeździli w McLaren-Honda, ścinali się ostro - między innymi w przedostatnim wyścigu sezonu w Suzuka, kiedy Senna został zdyskwalifikowany za kolizję z Francuzem, który przez nią nie ukończył wyścigu.

Według nowych przepisów, mistrzem w 1989 roku byłby Senna. I wiecie, co to by również oznaczało?

Że czterokrotnym mistrzem świata byłby Brazylijczyk, a nie Francuz, jak to obecnie zapisane jest w statystykach.

Fanom Senny, uważającym go za kierowcę najwspanialszego w historii Formuły 1, dałoby to bardzo mocny argument w dyskusji.

Bartek Raj napisał tutaj, że nowy system jest niesprawiedliwy, ale akurat w tych dwóch znanych mi przypadkach - Massa vs Hamilton i Senna vs Prost - bybym za nową punktacją, bo mistrzami byliby obaj Brazylijczycy. 

Sprowadzając rzecz do absurdu - co zwykle stosują adwersarze w takich przypadkach, i co również stosuje Bartek - niesmaczna jest myśl, że w starym systemie mistrzem mógby zostać ten, który kilka razy przyjechał za tym samym zwycięzcą, powiedzmy X-em, a w tych wyścigach, w których X nie dojechał do mety, też osiągnął najwyżej drugie miejsce.

PS. I już BBC (choć z błędem w 1989) policzył jak to by było z mistrzami i ich najgroźniejszymi przeciwnikami. Dotąd mistrzami byli:
1958: Mike Hawthorne a nie Stirling Moss, który miał największą liczbę zwycięstw
1964: John Surtees a nie Jim Clark
1967: Denny Hulme a nie Jim Clark
1977: Niki Lauda a nie Mario Andretti
1979: Jody Scheckter a nie Alan Jones
1981: Nelson Piquet a nie Alain Prost
1982: Keke Rosberg a nie Didier Pironi
1983: Nelson Piquet a nie Alain Prost
1984: Niki Lauda a nie Alain Prost
1986: Alain Prost a nie Nigel Mansell
1987: Nelson Piquet a nie Nigel Mansell

W sumie więc Prost w nowych przepisach byłby pięciokrotnym mistrzem: w 1981, 1983, 1984, 1985 i 1993 roku. Wow! A Nelson Piquet nie byłby mistrzem wcale! Ani Keke Rosberg! Już z Łukaszem Ceglińskim zastanawialiśmy się, czy Nelsinho i Nico jedziliby w F1...

wtorek, 17 marca 2009, radoslawleniarski

Polecane wpisy

  • Wielkie zniszczenia u Nicka Heidfelda

    W czasie wyścigu w Melbourne nie mogłem zrozumieć, jakim cudem Nick Heidfeld był aż dwie sekundy wolniejszy od Witalija Pietrowa. Gdy zaraz za metą usprawiedliw

  • Dla przyszłych dziennikarzy F1

    Red Bulla wpadł na nowy pomysł , o którym warto powiadomić, choć intencja promocyjno-reklamowa RB jest oczywista. Mistrzowie świata szukają kandydatów na report

  • Co zniechęca profesjonalistów do Bahrajnu

    Wczoraj rozmawiałem z Ziggim Rozalskim, współpromotorem Tomasza Adamka, najlepszego polskiego pięściarza. Podkreślał, że jego przyjaciel będzie walczył o tytuł

Komentarze
tolep
2009/03/17 18:54:51
Trzeba rzecz wyważyć, a jedyną dobrą metodą jest punktacja. Promowanie wyłącznie zwycięzców jest tym głupsze, że w dzisiejszej F1 w zasadzie nie da się wyprzedzać poza pit-stopami i sytuacjami, gdy ma się wyraźnie szybszą maszynę.

Dlaczego niby miejsca 1,1,7,0 w czterech kolejnych wyścigach mają być uważane za większe osiągnięcie sportowe niż 2,2,1,3 powiedzmy?
-
2009/03/18 08:05:43
Trzeba zacząć, ze całe to zamieszanie wywołał Bernie Ecclastone, propoując system medalowy, mający na celu wymuszenie na kierowcach większą chęć walki o wyższą pozycję (tłumacząc że kierowcy nie podejmują ryzyka wyprzedzania bo po co skoro dostaną i tak punkty - oczywiście kierowcy mocno to skrytykowali). Nie mniej jednak coś w tym jest, bo często widać jak w ostatnim slint'cie tempo czołówki spada, bo po co walczyć na ostro skoro lepiej dowieźć 6 czy 8 punktów za odpowiednio 3cie czy 2gie miejsce.
Ale z drugiej strony będzie to biło w takie zespoły jak BMW z 2008, czyli bardzo równa forma, niepsujący się bolid, ale troszkę za walony żeby wygrać. Może będzie się teraz bardziej opłacało wyżyłować furmankę na 1 wyścig, tylko po to zeby wygrać, w następnym wyścigu zmienić silnik i zostać cofniętym o 10 miejsc, a potem znowu wyżyłować i wygrać. w sumie starczy np 6 takich wyścigów i można sobie odpuścić... Oczywiście to demagogia i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Ale punkty to nie wszystko. To co sie będzie działo z bolidami w 2010 to będzie już totalny eksperyment - zdjęli bardzo dużo ograniczeń, dając jedynie limit 30 M$.
No i najważniejsze: po kwalifikacjach podadzą ilość paliwa!!!!

Wg mnie ogólnie fajne zmiany tyle, że FOTA jest niezadowolona i pewnie coś pozmieniają.